Upadek w nowoczesnych dekoracjach

"Dzieje upadków" - reż. Małgorzata Warsicka - Małopolski Ogród Sztuki

W "Kuzynce Bietce" Balzac porównuje rzeźbę do sztuki dramatycznej i obie okrzykuje jednocześnie najtrudniejszymi i najłatwiejszymi ze wszystkich sztuk. Ten dwuznaczny status dramatu podkreśla Małgorzata Warsicka w spektaklu "Dzieje upadków", będącym sceniczną adaptacją przytoczonej wyżej powieści. Jednoczesna trudność i łatwość stają się tutaj pojęciami bliźniaczymi, przy czym owa bliźniaczość jest raczej powidokiem reżyserskiego potknięcia niż efektem zamierzonej gry podobieństw i kontrastów, ponieważ pozorna lekkość towarzysząca temu, z pozoru niemożliwemu, przedsięwzięciu (zamknięcie niescenicznego dzieła Balzaca w półtoragodzinnej opowieści) wydaje się tyleż toporna, co dramaturgicznie nieciekawa.

Chociaż Warsicka zręcznie przepisuje oryginalny tekst i z powodzeniem zachowuje jego złożoność, w jej spektaklu brakuje czegoś, co należałoby nazwać subtelnością interpretacji. Wpisanie powieści, której akcja osadzona została w postnapoleońskiej Francji, w postnowoczesną, skądinąd wizualnie co najmniej frapującą, formę instalacji dźwiękowej wydaje się bowiem skrajnie łopatologicznym wytłuszczeniem uniwersalności tekstu Balzaca. Zupełnie jakby reżyserka obawiała się, że król jednak jest nagi, i dlatego postanowiła go wesprzeć pstrokatą szatą modnej formy, której niedaleko zresztą do swoistego nad-formia. Ponadto w "Dziejach upadków" drażni spotęgowana sztuczność całości. Teatr, który nie zapomina o tym, że jest teatrem, bywa co prawda niezastąpionym remedium na plagę uciążliwej, niekiedy agresywnie performowanej realności, ale dekonstrukcja iluzji, by zachować chociażby resztki subwersywności, nie powinna przeistaczać się w karykaturę obnażonej teatralności, a tak się, niestety, u Warsickiej dzieje.

Trzeba jednak przyznać, że twórcy spektaklu zręcznie wypunktowują z tekstu Balzaca to wszystko, co w nim dzisiaj niewygodne, a przez to jednocześnie niepokojące i zajmujące. Na scenie w istocie obserwujemy bowiem dzieje ludzkich upadków, które wydają się nie tyle, by tak rzec, punktowe, ile cykliczne. Najciekawszą postacią wydaje się w tym kontekście Józefina (Barbara Kinga Majewska), która - ubrana w błyszczącą, jednocześnie wytworną i wyzywającą, koronkową sukienkę - ucieleśnia szeroko pojętą żądzę. Usadzona (dosłownie) w centrum opowieści Majewska odpowiada za akustyczną stronę spektaklu, co tylko podkreśla nieuniknioność i nieprzemijalność erotyczno-ekonomicznych pokus. Dźwięk działa wszak podskórnie, a ponadto - przenika czasoprzestrzeń.

Alicja Müller
Internetowy Magazyn Teatralia
18 maja 2016

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...