Upadek z wysokości

"Opowieści z Narni: lew, czarownica i stara szafa" - reż. Tomasz Konina - Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

Po trzech realizacjach sztuk Raya Cooney'a dyrektor teatru sięgnął po "Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa" S. C. Lewisa. Babilońskich rozmiarów scenografia, w której na pierwszy plan wysuwa się klimatyczna biblioteka zapełniona książkami po sam sufit. To zrobiło niesamowite wrażenie.

Po wejściu do tytułowej szafy jest jeszcze lepiej: scena jak z plasteliny wprawiona w ruch obrotowy, wybebeszone wszystkie zapadnie. Całość przestrzeni scenicznej zalana mgłą, bizantyjska gra świateł i projekcji multimedialnych, napuszona muzyka, kostiumy rodem z paryskiej rewii mody. Dostać w twarz porcją mega komercji i patosu w teatrze dramatycznym? Bezcenne...

Spektakl został przyjęty długą owacją na stojąco, której końca nie doczekałem. Znowu się sprzeda. No ale powoli czas rzeźbić tabliczkę R.I.P. nad polskim teatrem dramatycznym w wydaniu lokalnym. Czasami można i trzeba się frywolnie puścić, żeby zarobić na utrzymanie, ale dziś teatr przekroczył wszystko, co tylko przekroczyć w tym względzie można było. Szok i zdumienie to najdelikatniejsze słowa...

Wypada być uczciwym wobec współczesnego świata, a teatr to przecież życie i nie pozostaje w oderwaniu od swojego otoczenia. To, co zalewa widzów z telewizorów, wystaw sklepowych komercyjnej przestrzeni, fala oszustw i zawiłych kruczków prawnych, haczyków złotych na żyłce marnej wędki, znajduje swoje odzwierciedlenie w teatralnych realizacjach. Dotyczy to także najnowszej premiery w Kochanowskim, która co do formy i warsztatu przywodzi mi na myśl najwspanialsze realizacje Leni Rifenstahl, która podpisała cyrograf z jednym z diabłów XX wieku. Jednakże, realizatorom spektaklu daleko do jej formy. Ten sceniczny cyrograf zaprezentowany opolskiej publiczności robi wrażenie tylko na pierwszy rzut oka. Cyrograf za, bagatela, 250 tysięcy złotych, gdy gdzieś w tle umyka to, co w teatrze najistotniejsze - prawda. W sytuacji korodowania przestrzeni publicznej od jakiegokolwiek myślenia, gdy erozji podlegają jedna po drugiej instytucje publiczne, które traktują obywatela jak pionka w swoich statystykach; obywatela, którego obsługuje się niechętnie i z oporem chociaż ten płaci podatki - w takiej sytuacji teatr wydaje się być ostatnim bastionem, który w trudnej sytuacji finansowej robi dwa kroki w przód, a jeden wstecz, żeby zarobić na swoje utrzymanie. Spektakl "Opowieści z Narnii" w takim wydaniu to nie ekskluzywna prostytutka (to ten krok wstecz), ale tirówka spod lasu.

Gdy zdjąć z tej bizantyjskiej realizacji szaty scenografii, muzyki, tektonicznych ruchów sceny, świateł i projekcji multimedialnych, to widzowi pozostaje dramaturgiczna wydmuszka. Opowieść o poszukiwaniu dobra w złym świecie uwypukla w tej sytuacji prawdę oczywistą - król jest nagi. Przydany całości monumentalizm i patos nie wystarcza. Zwłaszcza, że na scenie zdaje się panować istny chaos, gdyż oświetlenie nie koresponduje z projekcjami multimedialnymi, a świetna w sumie muzyka z trudem lepi sceniczne dzianie się w całość. Gry aktorskiej właściwie brak w owym sosie komercyjnej nalewki, która jedyne co może, to otumanić na kilka minut widownię. Widać, że realizatorzy spektaklu mocno się napracowali, ale jakby każdy aspekt spektaklu dział się sam sobie i dla samego siebie. Rzymska uczta przy stole z ochłapami dramaturgii może mamić i zapewne będzie to czynić skutecznie, wszak taki jest współczesny świat. Do wczoraj miałem nadzieję, że teatr, to inna "bajka".

Mateusz Rossa
Tektura Opolska online
11 marca 2014

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia