Upadła gwiazda, Hamlet

recenzja filmu "Italiani" - 22. Gliwickie Spotkania Teatralne

Łukasz Barczyk, enfant terrible polskiego kina, od zawsze był o krok przed innymi polskimi filmowcami. Jego teatralno-filmowy projekt "Italiani" to trudna opowieść o afirmacji życia, śmierci i miłości, zamknięta w eksperymentalnej formie

Film powstał, jak przyznaje sam reżyser, spontanicznie i niemal przypadkowo. Urlop w Toskanii tak bardzo zadziałał na zmysły twórcy, że postanowił przedstawić swoim widzom trudną i ciężką jak włoskie powietrze historię rodzinną. 

W głównej roli Barczyk obsadził słynnego reżysera, Krzysztofa Warlikowskiego, w rolach pozostałych – aktorów w ścisły sposób związanych z jego teatrem, między innymi rewelacyjnego Jacka Poniedziałka czy, nie ustępującej mu w sztuce aktorskiej Austriaczkę, Renate Jett.

Ten „współczesny Hamlet” jest opowieścią o tragedii, której nie dało się uniknąć. Kobieta, zdradzająca męża z jego własnym bratem zostaje przyłapana na gorącym uczynku. Jedynym wyjściem z ‘patowej’ sytuacji wydaje się być morderstwo podejrzliwego męża. Jego śmierć niczego jednak nie naprawia i nie prostuje, gdyż na pogrzeb ojca przyjeżdża Bruno – neurotyczny, milczący i złowrogi syn. We śnie nawiedza go duch ojca i wskazuje morderców. Wiedziony pragnieniem krwawej zemsty Bruno zabija swojego wuja.

Uwikłanie bohaterów w chorą, dziwaczną sytuację pogłębia się wraz z rozwojem akcji. Duszne plątaniny korytarzy w wielkiej rezydencji, z początku czarującej swoją rustykalnością i wiejskością, później przypominającej jedynie więzienie, stają się pułapką dla ludzi poszukujących ucieczki od okrutnej rzeczywistości.

Film rozgrywa się na kilku poziomach. Z jednej strony widzimy oszalałego ze smutku syna, który zna prawdę o śmierci swojego ojca i postanawia samemu odnaleźć sprawiedliwość. Z drugiej strony śledzimy narrację matki – femme fatale, bezkompromisowej i okrutnej, ale również kruchej, kobiecej i samotnej. Kluczowym jednak problemem poruszanym przez Barczyka wydaje się być opowieść o przełamywaniu tabu i poszukiwaniu nowej ‘normalności’.

Po śmierci ojca i występnym romansie matki, prosta, niegdyś sielankowa rzeczywistość, w której żył Bruno, zostaje wykrzywiona. Naszym oczom - i oczom bohaterów - ukazują się miraże, których wcześniej nie dostrzegali (sztuczne włosy matki, ogród jako labirynt), a to, co niegdyś było piękne i godne podziwu, staje się małe i upodlone. Upadek rodziny, a co za tym idzie – upadek tradycyjnych wartości – staje się pretekstem do poszukiwania nowego porządku życia. Rodzina zaczyna funkcjonować na nowych, niezrozumiałych dla postronnego obserwatora, zasadach. Syn i matka, już po śmierci wuja, zaczynają tworzyć swój intymny, własny świat, praktykują autystyczną, czasami brutalną, kazirodczą miłość, która szokuje, ale jednocześnie wzbudza litość i skłania do myślenia. Forma bliskości, którą obrali Bruno i matka, nieprzystająca do matrycy naszej kultury (ani żadnej, bo przecież kazirodztwo pozostaje tabu nawet w najpierwotniejszych kulturach), rażąca, wywołująca nie dające się powstrzymać wyrzuty sumienia, nie daje im poczucia bezpieczeństwa. Miłość po raz kolejny wzbudza strach i prowadzi do tragedii. Desperacka próba samobójcza matki i będące jej następstwem kalectwo symbolizują kondycję duchową całej rodziny, umierającej i niepełnosprawnej, choć niegdyś – jak zapewne chcielibyśmy powiedzieć – normalnej.

I właśnie o tę „normalność” Barczyk i Warlikowski pytają najgłośniej. Co jest normalne, a co nie? Co wypada, a co nie? Czy jeśli niegodziwość daje nam szczęście, powinniśmy z niego rezygnować? Dla kogo wymyślane są zakazy?

Te ważne i niezmiennie aktualne pytania sączą się z ekranu w niemal zupełnej ciszy, przerywanej doskonale dobraną muzyką i przeładowanymi znaczeniami, ale bardzo lapidarnymi dialogami. Bruno, główna postać tej tragedii, zagubiona gwiazda, Hamlet, chory Edyp, milczy uparcie i gra jedynie ruchem oraz wzrokiem. Nie przeszkadza to jednak stworzyć Warlikowskiemu emocjonalnego i intrygującego konstruktu postaci, której milczenie jest kluczem do rozwiązania zagadki „Italiani”.

Film Barczyka nie jest dobranocką. Wręcz odwrotnie – to trudne dzieło, zmuszające do refleksji i poszukiwania odpowiedzi na zadane pytania. Kunszt reżysera łączy się z wręcz namacalnym wpływem sztuki Warlikowskiego, tworząc tym samym dzieło nietuzinkowe, ważne dla rozumienia współczesnej sztuki, a zwłaszcza filmu i teatru.

Katarzyna Bojić
Dziennik Teatralny Katowice
14 maja 2011

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski