Uwaga, dzikie zwierzęta na scenie!

"Księga dżungli" - reż. Bernd Ogrodnik - Teatr Arlekin w Łodzi

Stworzenie prostej, iluzyjnej, z czytelnym przekazem historii, na pewno kosztowało twórców mnóstwo mozolnej pracy przed i w trakcie przedstawienia. W związku z tym, że artyści pozostają niewidoczni, nawet wyjątkowo ciekawscy widzowie zapominają o teatralnym mechanizmie i "wkraczają" do lasu.

Film "Księgę dżungli", pełnometrażowa animacja wyprodukowana przez studio Walta Disneya w 1967 roku, niezmiennie wzbudza zainteresowanie kolejnych pokoleń widzów. Uznaniem jurorów konkursów kinematograficznych i dzieci cieszy się też ubiegłoroczny remake Jona Favreau. Trudno więc zaskoczyć teatralną publiczność tą zananą historią, ale zespoły prześcigają się w pomysłach na spektakle inspirowane powieścią Rudyarda Kiplinga.

Teatr Lalek "Arlekin" do współpracy zaprosił światowej sławy mistrza lalkarstwa, projektanta lalek, reżysera i scenografia Bernda Ogrodnika, mieszkającego w Islandii. Łódzki teatr dysponuje nowoczesną sceną ze świetnym zapleczem technicznym, które umożliwia doskonalenie rzadkiej umiejętności animacji marionetek długoniciowych. Mimo tych niemal nieograniczonych możliwości, twórcy łódzkiej "Księgi dżungli" zrealizowali przedstawienie w przekorny sposób - opowieść prezentują w realistycznej konwencji.

Przez proscenium gęsiego przemyka piętnastu aktorów (cały zespół) ubranych w czarne fartuchy, jak na rzemieślników przystało. Wspinają się po drabinie na most techniczny nad sceną, z którego animują marionetki. Widać już tylko ich nogi. Zaciągają czarną kotarę i znikają. Od tej pory scena należy wyłącznie do lalek.

Uwięzione w klatce zwierzęta kłócą się o to, czy uda im się wyjść na wolność. Zaczynają snuć opowieść o osieroconym chłopcu, którego wychowały wilki. Tygrys obawiał się, że dziecko może stać się wrogiem mieszkańców dżungli, więc chciał je wygonić z lasu. Rada zwierząt zdecydowała, że Mowgli może pozostać. Chłopiec musiał jednak wywiązywać się z obowiązku nauki praw natury i zachowania w dżungli. Był pilnym uczniem, ale podczas napaści małp jego wiedza okazała się niewystarczająca. Mowgli został porwany. Niedźwiedzica, pantera i wilczek ruszyły mu z pomocą i trafiły do ludzkiej niewoli. Ta sytuacja nie stanowi ram historii, nie kończy spektaklu. W ten sposób twórcy zadbali o stworzenie napięcia dramaturgicznego, żeby uwydatnić problem ochrony przyrody i poszanowania praw natury łamanych przez ludzi.

Realizm wydobyto za pomocą formy. Przestrzeń sceny pudełkowej wypełnia obrotówka, na którą są nałożone dwa mniejsze kręcące się elementy. Unikalna konstrukcja nie wiruje by szybko i łatwo wywołać zachwyt. Przez godzinę niemal niezauważalnie wykonuje niewiele ponad jeden obrót. W miarę rozwoju akcji klatka znika, a oczom widzów ukazują się bloki skalne, potężne drzewa, przez moment wodospad, ruiny.

Zadbano o wierne odtworzenie sylwetek i ruchów zwierząt. Za sprawą pomysłowej konstrukcji i perfekcyjnej animacji, futerkowe marionetki przemieniają się w "żywe" stworzenia, które oddychają, poruszają pyszczkami, gdy mówią. Zwierzęta przemieszczają się po dżungli we wszystkich planach. Skoczne wilki z łatwością pokonują skalne przeszkody. Puma wyleguje się na konarze drzewa raz po raz mrużąc oczy i machając ogonem. Stara niedźwiedzica niezgrabnie gramoli się na głaz. Kilkumetrowy wąż wije się wokół drzew. Urok giętkich marionetek najbardziej działa w scenach zbiorowych. Podczas sejmiku zwierząt każde z nich jest w nieustannym ruchu, każdy gatunek zachowuje się inaczej. Myszki kręcą łebkami, jeżozwierz drepcze, wielki słoń w złości unosi się na tylnych nogach i gdy ociężale opada na ziemię, pozostałe stworzenia podskakują. Wiercące się zwierzęta sprawiają wrażenie, że jest ich więcej niż w rzeczywistości. Przemieszczające się energicznie trzy małpy wydają się licznym stadem. Światło i dźwięk ma wpływ na percepcję. Małpy rzucają cienie. Ich onomatopeicznym wrzaskom towarzyszy hałas bębnów.

Etniczne dźwięki tworzą klimat indyjskiej dżungli. Zamiast dziecięcych piosenek, które psułyby realistyczny obraz, widzowie podziwiają mistrzowską pod względem animacyjnym i muzycznym scenę gry Mowgliego na fujarce. Stworzenie prostej, iluzyjnej, z czytelnym przekazem historii, na pewno kosztowało twórców mnóstwo mozolnej pracy przed i w trakcie przedstawienia. W związku z tym, że artyści pozostają niewidoczni, nawet wyjątkowo ciekawscy widzowie zapominają o teatralnym mechanizmie i "wkraczają" do lasu. Animatorzy podporządkowali się marionetkom, wywołując u publiczności tą formą sztuki lalkarskiej wrażenia z pogranicza kina i teatru.

Maria Maczuga
e-teatr.pl
16 maja 2017

Książka tygodnia

Banialuka Bielsko-Biała 70 lat
Teatr Lalek Banialuka, Bielsko-Biała 2017
Lucyna Kozień - koncepcja i redakcja

Trailer tygodnia