Uwodził widzów i zakonnicę

"Wariat i zakonnica" - reż: Jacek Bunsch - Nowy Teatr w Słupsku

Najnowsza premiera Nowego Teatru w Słupsku to rewelacyjna realizacja czarnej komedii Witkacego "Wariat i zakonnica". Rzecz dzieje się w domu wariatów, w którym furiat uwodzi młodziutką i śliczną zakonnicę.

Premiera odbyła się w piątek w miejscu nietypowym - w kotłowni ciepłowni Sydkraft. Spektakl tak naprawdę rozpoczyna się jeszcze, zanim widzowie zajmą miejsca. Nomen omen widzowie stają się pensjonariuszami domu wariatów "Pod zdechłym zajączkiem". Przyjeżdżają specjalnym autobusem, witkacobusem, na zbiorowe skierowanie. Od początku zajmują się nimi pielęgniarze. Tu brawa dla Alfreda, czyli Jerzego Karnickiego a szczególnie dla Pafnucego, czyli Adama Jędrosza, za mimikę. Na scenę - czyli do celi zamkniętego w niej poety Mieczysława Walpurga - idzie się między ogromnymi rurami i urządzeniami ciepłowni. I miejsce, i muzyka - odgłosy skrzypiących podłóg, trzaskających metalowych drzwi, kroków - sprawiają, że widzowie mają wrażenie, że zostali zamknięci w zakładzie dla psychicznie chorych.

Scenografia to cela, wyglądająca trochę jak klatka. Pełni ona role sceny, dookoła której siedzą widzowie. Po środku stoi łóżko. A na nim śpi poeta Walpurg, w rolę którego wcielił się znakomicie Albert Osik. Trafił tu po tym jak uśmiercił kochankę. Leczą go dwaj psychiatrzy - lekko zwariowany psychoanalityk Grun, który uważa, że wszelkie kompleksy biorą się z problemu erotyzmu (w tej roli Krzysztof Kluzik) oraz konwencjonalista Burdygiel (Sebastian Ryś).

Za namową psychoanalityka do celi zaproszona zostaje młodziutka i śliczna zakonnica, która ma uzdrowić duszę opętanego. Okazuje się, że trafiła do zakonu po tym, jak jej kochanek popełnił samobójstwo. Za jego życia jednak wspólnie czytali wiersze Walpurga. W rolę zakonnicy rewelacyjnie wcieliła się Irena Sierakowska. Odgrywająca początkowo rolę pobożnej siostry przeistacza się w demona seksu w pończoszkach.

Akcja dzieje się szybko. To nie jest spektakl, podczas którego zerkamy na zegarek, zastanawiając się, czy będzie przerwa. Kochankowie w celi zostają przyłapani przez lekarzy i przełożoną zakonnicy. Tu zaznaczyć trzeba znakomite odegranie roli wrednej matrony przez Martę Turkowską. Im bliżej końca, tym bardziej akcja nabiera tempa. Walpurg wyskakuje przez okno i ginie, aby tuż po tym pokazać się zupełnie odmieniony - elegancki i uczesany. Wyciąga rękę do swej kochanki, a ta idzie za nim. W scenie finałowej - ci, którzy byli uważani za wariatów, okazują się zdrowi, a ci - rzekomo normalni - wariują. Może Witkacy chciał nam powiedzieć, że w każdym z nas drzemie szaleniec, który pewnego dnia pod wpływem jakiegoś wydarzenia może się obudzić. A może tłumaczył trochę siebie, mówiąc nam, że artysta ze swoją nieokiełznaną duszą nie odnajduje się w rzekomo normalnym - świecie. A może po prostu trzeba być wariatem, aby rzeczywistość ogarnąć i zrozumieć.

Widzowie brawami na stojąco nagrodzili aktorów i reżysera sztuki - Jacka Bunscha oraz scenografa Tadeusza Smolnickiego i autora muzyki - Jacka Grzywacza.

Magdalena Olechnowicz
Głos Pomorza
16 września 2010
Portrety
Jacek Bunsch

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia