Vive le Roy Ubu

"Ubu, słowem Polacy" - rez. Laco Adamik - Teatr Śląski w Katowicach

Trudno chyba reżyserować teksty Alfreda Jarrego. Swoboda, z jaką pisarz wywrócił na drugą stronę najbardziej zakrzepłe teatralne konwencje do dzisiaj budzi zachwyt; nadal szalenie imponują wszystkie podskórne intrygi, wszystkie fabularne formy przeplatające się w skomplikowany wzór, nadal imponuje dramat rodzący się jakby gdzieś z boku, pojawiający się niespodziewanie w samym środku najbardziej niewybrednego humoru.

Pozostaje więc tylko pytanie, czy tragedia rozgrywająca się na marginesach Króla Ubu wciąż jest zrozumiała, czy radykalne łamanie narracyjnej spójności poprzez narodziny scenicznego profanum wciąż może nas jeszcze fascynować.

Pytanie ważne, bo chwytające główny problem interpretacji: czy wartość literackich odkryć Jarrego nie wynikła tylko z ich świeżości, czy eksperyment francuskiego pisarza nie był tylko teatralną maską i gruntem zaoranym pod nowe inspiracje.

Z trudnym zadaniem zmierzył się więc reżyser Laco Adamik zamierzając kolejny raz odkurzyć przetłumaczony na nowo, jeszcze gęstszy i bardziej rubaszny prowokacyjny tekst dramatu. Nie kryję, że całe przedsięwzięcie obudziło we mnie opór: wydawało mi się, że Jarry jest zbyt prosty do przerysowania, już zdezaktualizowany, a przez to zastygły w zupełnie nieaktualnej teatralnej formie. Wchodziłem więc do teatru z sporymi obawami...które na szczęście się nie sprawdziły.

Według mnie reżyser doskonale odczytał artystyczny zamysł francuskiego pisarza, wyciskając z tekstu wszystko, co wciąż jest problemem żywym: z jednej strony skomplikowaną intrygę, opowieść o władzy i degeneracji, o zwyrodnieniu moralności poprzez kryzys i pożądanie, o tyraniach intelektu rodzących się gdzieś w głębi ducha; z drugiej: chłodną ironię operacji na konwencjach teatru, mającą za zadanie wywlekać na wierzch pustkę i płytkość wszystkich norm, które wydawały się dotąd niewzruszone. Żeby tylko uwypuklić wszystkie zakręty i pomysły wyobraźni Jarrego, oprócz świetnych pomysłów reżysera zaangażowano w produkcje olbrzymie środki, - otrzymaliśmy dzięki temu spektakl absolutnie intrygujący, umiejętnie odnajdujący się pośród cynizmu sztuki francuskiego artysty. 

Narrację poprowadzono z królewskiego łoża samego Ubu, - patentowego lenia, co paradoksalnie nadało jej rys jakby fantasmagoryczny, rozlewający się poza swoje ramy: cały czas pozostawało wrażenie, że autor dramatu mruży do nas oko zza swojego tekstu, że to nie jest przecież na poważnie. W spektaklu w błyskawicznym i porywającym tempie przeplatają się fantastycznie przekolorowane postacie, słowa, zdarzenia łączące odległe miejsca i czasy, całość zbudowana jest z umiejętnie porozrzucanych kawałków, pożyczonych od teatralnej (ale także filmowej!) klasyki. Chyba właśnie taka konstrukcja sceny, dość swobodna i z pozoru niespójna, pozwoliła do końca otworzyć Jarrego, przeczytać jego tekst na nowo; za pomocą nieco „przeżutego” tekstu udało się przedstawić najbardziej aktualne paradoksy ludzkiego myślenia. A samo przedstawienie pozostawia spore wrażenie: wszystko się wali, teatr dygota w posadach, jednak główny cel jest osiągnięty bez pudła - bulwersujący Ubu francuskich modernistów, włożony już dawno do szkolnych podręczników, wciąż jeszcze może nas ukłuć.

Michał Podstawski
Dziennik Teatralny Katowice
1 stycznia 2009

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia