Volvo czy rower

po co budować nowe instytucje kultury pyta Marek Wiess

Po co budować nowy teatr? Po co budować nowa filharmonię? Po co budować nową operę? Jeżeli samorządy nie przewidzą środków na eksploatację, to te kosztowne inwestycje są niepotrzebne - pisze Marek Weiss, reżyser, dyrektor Opery Bałtyckiej, na swoim blogu.

W związku z oczekiwaną decyzją Pana Prezydenta Adamowicza, jaka będzie lokalizacja nowej siedziby Opery Bałtyckiej w Gdańsku, zadaję sobie ponownie pytanie - czego nasza społeczność pomorska potrzebuje w dziedzinie kultury? 

Zawsze wierzyłem, że właśnie tutaj nastąpi rozkwit metropolii, zjadą się młode talenty z całego kraju, europejskie inwestycje wydobędą mieszkańców z wieloletniej zapaści ekonomicznej i Trójmiasto zalśni jako perła Bałtyku podziwiana na całym świecie nie tylko za stoczniową rewolucję. Byłoby więc logiczne, że tak piękna i błyskotliwa metropolia uwieńczona będzie gronem wspaniałych instytucji kultury, gdzie obywatele, na co dzień zajęci głównie mnożeniem pieniędzy i konsumpcją materialną, będą mogli obcować z wartościami duchowymi serwowanymi przez artystów najwyższej klasy. Będą też mogli zapraszać swoich gości z całego świata na spektakle i koncerty, których nie trzeba się będzie wstydzić, które będą wizytówką jakości tej części świata.

A więc jest sens utrzymywać te kosztowne instytucje przy życiu i kultywować ich osiągnięcia. One nie przyniosą żadnego dochodu i nigdy się nie zwrócą finansowo, ale ich skomplikowany wkład w późniejszą produkcję dóbr jest większy, niż się to wydaje wielu ignorantom zadającym pytania o celowość ponoszonych na nie wydatków. Jakość duchowa jest motorem wszelkich prac i starań prowadzących do wyjścia z zacofania i bylejakości, tak charakterystycznej dla wielu naszych dotychczasowych poczynań. W ten sposób patrzą z optymizmem w przyszłość również moi koledzy dyrektorzy instytucji pomorskich i ich biedne jak myszy zespoły. Nagle jak grom z jasnego nieba nadchodzi wieść, że budżety mają być kolejny rok obcięte o 10%. Z czego mamy ciąć?

W teatrze na upartego da się stworzyć dzieło sztuki w cztery osoby na starej kanapie z magazynu. Jeśli, rzecz jasna, wspaniali aktorzy zgodzą się grać za darmo. W operze i filharmonii to jest niemożliwe. Tutaj skład orkiestry i chóru nie może spaść poniżej ilości wymaganej w partyturach. Niektóre partie operowe mogą być wykonane tylko przez nielicznych, kosztownych śpiewaków. Nie da się też wykonać dzieła zadowalająco z dyrygentem, który tylko udaje dyrygenta i poprowadzi całość za pół stawki, jaka obowiązuje w tej branży. Nasza publiczność docenia to, że gramy w pełnych składach zespołów, że nie udajemy teatru tańca powtarzając na zmianę sola i duety, oraz to, że partię Carmen śpiewa prawdziwa Carmen, a nie jej ciocia, która jak się gorsetem ściśnie, to jeszcze, panie dzieju, wygląda całkiem, całkiem. Może nie wszystkie nuty zaśpiewa, ale kogo to obchodzi, skoro występowała kiedyś w telewizji i uchodzi za gwiazdę. Nasza publiczność jednak, choćby nie wiem jak doceniała, nigdy nie pokryje kosztów spektaklu z biletów. Za każdy dzień grania słono płaci budżet instytucji.

Podobnie będzie za chwilę u profesora Limona. Szekspir ma konkretne obsady i nie da się go grać wyłącznie brawurowymi monodramami. Więc po co budować nowy teatr? Po co budować nowa filharmonię? Po co budować nową operę? Jeżeli samorządy nie przewidzą środków na eksploatację, to te kosztowne inwestycje są niepotrzebne. Jeśli ktoś kupuje sobie luksusowe volvo, musi pamiętać, że takie prestiżowe auto nie wystarczy postawić przed domem ku zazdrości sąsiada. Jeśli się chce nim jeździć, trzeba mieć środki na jego eksploatację i bardzo drogie serwisowanie. Więc może lepiej dobrze policzyć zamiary według sił i kupić rower?

Marek Weiss
www.operabaltycka.pl/blog
2 października 2012

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia