W drodze do ...

"Odyseja" - chor. Tomasz Ciesielski - Teatr Nowszy w Łodzi

28 września w Krośnie Teatr Nowszy zaprosił mieszkańców w niezwykłą podróż. To była prezentacja spektaklu „Odyseja" w choreografii Tomasza Ciesielskiego zakładająca nie tyle pokaz zamkniętego, gotowego dzieła, ale właśnie zaproszenie do podróży pomiędzy znane i nieznane, bezpieczne i niepokojące, w stronę pytań o to, czy dziś jeszcze możliwa jest prawdziwa podróż godna opowieści. Jeśli tak, czym jest, dokąd wyruszamy i kim jesteśmy – wędrowcy globalnej wioski.

Spektakl wykonali: Natalia 'Sarna' Kladziwa, Oscar Mafa, Paweł Urbanowicz, zabrzmiała muzyka Seana Palmera i Kuby Pałysa, kostiumy przygotował Damian Kretschmer, produkcja: Joanna Stasina.

Literackie nawiązanie jest pozornie oczywiste – opowieść Homera o Odyseuszu, który wędrował z wojny Trojańskiej bezskutecznie próbując powrócić do domu. Spektakl to jednak nie prosta realizacja homeryckiej opowieści, to raczej pytanie skierowane do nas: jak dziś podróżujemy i czym dziś dla nas podróżowanie jest?

Przestrzeń
Dworzec to często miejsce nieoswojone. Każdy tu bywa, ale nikt nie mieszka, oprócz gołębi i osób w kryzysie bezdomności. Nie jest domem – przestrzenią ludzką, oswojoną, uporządkowaną. To skrzyżowanie dróg, punkt zborny, w którym spotykają się ścieżki prowadzące w świat i ze świata. Magiczne miejsce wysyłające nas w nieznane, ku doświadczeniom, wrażeniom, ku włóczędze. Opuszczenie domu i decyzja o wyprawie, o podróży to gest o głębokim egzystencjalnym znaczeniu. To porzucenie bezpieczeństwa, codziennych rytmów, wszystkiego co znane na rzecz niepewności, spotkania z obcością miejsc i ludzi. To otwarcie na nieznane także na to, co niebezpieczne. Podróż nas zmienia. Możemy po powrocie nie poznać sami siebie. Pod warunkiem, że to prawdziwa podróż, a nie turystyczna bezpieczna wycieczka.
W pewnym sensie nasze życie rozpięte jest między domem, a nieznanym. Migrujemy, wyjeżdżamy, wracamy – tak właśnie symbolicznie można opowiedzieć o ludzkim losie, o rozwoju, zmianie, dojrzewaniu. Przestrzeń dworca to próg, granica światów. To właśnie na granicy dzieją się najważniejsze symbolicznie sprawy. Spektakl Teatru Nowszego sytuuje akcję „Odysei" właśnie tu, na dworcu. Publiczność wędrując z miejsca na miejsce, podążając za aktorami odnajduje mikrosceny, mikroprzestrzenie dla wypowiedzi, opowieści, działań. Dla uczestników wędrowanie po pozornie dobrze znanym sobie dworcu staje się podróżą w nieznane. Zmienia się kontekst, działanie artystów nadaje nowe znaczenia przestrzeni, a my – widzowie – już nigdy nie zapomnimy, że ten zwykły dworzec, jest także czymś innym, czymś więcej, miejscem, gdzie można doświadczać ważnych rzeczy, także podejmować refleksję. Razem i osobno jednocześnie, jak to na dworcu, jak to w podróży, gdzie zwykle towarzyszy nam dojmujące uczucie samotności w tłumie. Efekt ten w spektaklu wzmocniły słuchawki. Ścieżka dźwiękowa przesyłana była prosto do nich kierowana indywidualnie do każdego, choć przecież, prawdopodobnie, słyszeliśmy to samo. Słuchawki wzmocniły też realność i moc doświadczenia uczestnictwa w spektaklu. Pozwoliły z pewnością na dobrą koncentrację w otwartej przestrzeni, ale zamykały nas na innych obok tak, jak często słuchawkami izolujemy się np. w podróży, przed współpasażerami. Ten techniczny i zarazem artystyczny wybór może też budować kolejne piętro znaczenia – oto być może cała ta historia rozgrywa się wyłącznie w naszej głowie? Jest projekcją, a to, co widzimy, a raczej czego doświadczamy jest tylko nasze, choć obiektywnie świat wokół, miejsce i czas są dla wszystkich takie same. Silent disco, silent theatre – zwirtualizowani współcześni ludzie żyją na granicy realnego i wymyślonego świata, migrują i podróżują przez granicę obu rzeczywistości wciąż bez poczucia realnego doświadczenia, bezpieczni jak awatary siebie samych.

Aktorzy w teatrze życia codziennego
Wejście z teatrem w przestrzeń dworca budzi obawy. Nigdy nie wiemy, co się wydarzy. Widzowie nie mają pewności, co zaplanowali dla nich artyści, a co dorzucił od siebie los. Ot choćby pojawiają się dworcowi bywalcy i performują spontanicznie wchodząc w interakcje z zaplanowaną akcją artystyczną. Takie zdarzenia miały też miejsce w Krośnie. Grupa dzieciaków na rowerach pytających o co w tym chodzi, czy będzie jakiś film? Młoda para robiąca sesję zdjęciową na dworcu – każdy na chwilę miał wątpliwość, czy scena ta byłą zaplanowana? Czy to może aktorzy z grupy odgrywający jedynie przypadkowych uczestników? Spotkaliśmy więc na nowo i inaczej przestrzeń dworca. Brzydki, banalny, zwykły, stał się sceną, a raczej dzięki spektaklowi odkryliśmy, że sceną jest, miejscem wielogłosowego performance'u. Scenografia – dzikie chaszcze trzeciego krajobrazu, kamień i szkło, światła – sklepowe neony rozmazane w szybie przystanka i odbite w oknie przejeżdżającego autobusu – wszystko to komponowało się w całościowe doświadczenie wykraczające poza ramy projektu, płynne, dynamiczne, niewiadome.

To, co w spektaklu niezwykle mocno działało, to mimikra. Kostiumy upodabniały aktorów do zwykłych przechodniów i podróżnych. Zamiast wyróżniać, budować odmienność scenicznej sytuacji, redukowały, neutralizowały ten efekt. Dzięki czemu granica między nami – widzami, przypadkowymi uczestnikami zdarzenia i aktorami zacierała się. Byliśmy jednymi z nich, oni byli nami, wszyscy w swoich podróżach, wszyscy jako aktorzy życia codziennego, dworcowej chwili, sceny, która mogłaby się po prostu wydarzyć. Podobnie ruch tylko co pewien czas był ruchem tanecznym. To zwykły ruch był komponowany w taniec, rytmizowany. Dostrzegaliśmy taneczność tego, co zwykłe. Także „przyruchy", mimowolne, powtarzalne tiki, to, co robimy w oczekiwaniu, z nudy, nadmiaru czasu, także wtedy, kiedy spóźniają się pociągi, gdy do odjazdu wciąż jeszcze daleko – taki ruch także stanowił inspirację. Ułożony w zapętlone sekwencje opowiadał nie tylko o nudzie takich pustych godzin, ale także o niemożności wyjścia poza siebie, wyruszenia w nieznane, o lęku przed zmianą. Któż nie odczuwa go kiedy przychodzi czas podróży?

Którędy do Itaki
Odyseusz w swej podróży zapętlił się, nie mógł wyjść poza determinizm losu, który gnał go w nieznane. A on chciał zwyczajnie, linearnie wyruszyć i dotrzeć. Chciał wrócić do domu. Podróż jaką odbył nie była planowana. Przekroczyła jego najśmielsze oczekiwania, zmieniła go, zmieniła też jego perspektywę na dom, relacje ze światem, który pozostawił za sobą. Pełen ciekawości i zarazem cierpienia, tęsknoty, poddawał się podróży, podróżnej sile pchającej go wciąż dalej i dalej. Niegdyś podróż to było COŚ! Zagrażająca nie tylko bezpiecznej codzienności, ale także stanowiąca realne wyzwanie, z którym trzeba było się zmierzyć jadąc tygodniami, czy miesiącami w niekomfortowych warunkach, nie mając Bedekerów prowadzących bezpiecznie z punktu do punktu i pozwalających nie widzieć i nie doświadczać tego, czego doświadczać się nie chce. Można było faktycznie wyjechać i nie wrócić. Podróż była też luksusem zarezerwowanym dla elity, albo wynikała z konieczności szukania lepszych warunków życia. Tak, czy inaczej, była realnym i głębokim doświadczeniem formacyjnym. Dlatego młodych ludzi często wysyłano w podróż. Stanowiła ona część edukacji, ścieżki rozwoju, niezbędnej by dorosnąć i mieć pojęcie o złożoności życia. Jak pisze R.M. Rielke:
„Ktokolwiek jesteś: wyjdź dzisiaj wieczorem z twego pokoju, w którym wszystko znasz; najbliższy dla oddali jest twój dom: ktokolwiek jesteś".

To zaproszenie do podjęcia podróżniczego wyzwania wydaje się dziś bardzo popularne. Jesteśmy nad wyraz aktywni, latamy na wakacje nie tylko do innych krajów, ale także na inne kontynenty. Możemy być i zajrzeć wszędzie. Czy jednak faktycznie dane nam jest jeszcze podróżować? Zapętlone ruchy tancerzy zdają się przeczyć linearnej zasadzie drogi od „tu" do „tam". Dziś kręcimy się jedynie wokół siebie. W globalnej wiosce i tak wszystko jest znajome, warunki podróży pozwalają mieć wszędzie wieść to samo bezpieczne życie, kultywować codzienność, kontynuować pracę, być w domu. Usługi turystyczne – autorytarny przemysł rozrywki ze swoją wszechobecną kontrolą nad percepcją przestrzeni i kontaktami z Innymi ostatecznie odebrały podróży realny wymiar, zniosły jej moc. Dziś żadna wędrówka już nas nie zmienia. Jesteśmy wszędzie u siebie. Ostatecznie tancerze zostają na dworcu. W Krośnie na peronie finałowy taniec toczy się blisko ziemi, jesteśmy tu i tu zostaniemy. Pociąg nie nadjechał. Ciągle jednak możemy czekać na okazję i śnić sen o wielkiej podróży, Odysei, której nie da się zaplanować, która wyniesie nas z wszechogarniającej bezpiecznej codzienności. Może dlatego tak wiele osób dziś rusza w drogę, decyduje się na życie w camperze, albo poszukuje wolontariatu gdzieś na końcu świata. Wciąż żywią iluzję, że da się przekroczyć próg „swojego pokoju", o którym pisał Rielke.

Odyseusz na granicy
Spektakl Teatru Nowszego skojarzył mi się też z widzianą gdzieś w zasobach Internetu realizacją teatralną „Niewidzialnych miast" Italo Calvino. To także wielka opowieść o podróży, ale bez złudzeń. Przedsięwzięcie również realizowane było na dworcu, z użyciem słuchawek. Calvino w swojej powieści wprost pisze o tym, że nasze poznanie jest iluzją, empiria jest iluzją. Pozostajemy zamknięci w swoim umyśle, tam tworzymy jedynie wyobrażenie odległych krain, innych ludzi, w rzeczywistości wciąż jedynie obcując ze sobą. To smutne rozpoznanie, ten poznawczy pesymizm, dezawuuje podróż, wskazuje na jej iluzoryczny charakter. I tak wszystko jest Wenecją – jak mówi w książce Calvino Marco Polo, ewentualnie + lub – x czy y. Choćbyśmy czynili wysiłki, dźwigali torby i walizki, zostaniemy tu, gdzie jesteśmy, bo innego świata (już) nie ma. Żyjemy w symulacji. Im bardziej wirtualni, tym bardziej niezdolni do podróży. Wydaje się, że jedynymi Odyseuszami dzisiejszych czasów są wędrowcy z Michałowa i Usnarza, albo ocaleńcy z rejsu pontonem przez Morze Śródziemne. Paradoksalną odpowiedzią na współczesny kryzys podróży byłby więc kryzys migracyjny. Podczas gdy znudzeni Europejczycy zapewniają sobie coraz bardziej wymyślne formy podróżniczych tortur, realni wędrowcy umierają z zimna. Mówi to coś o nas, o uwikłaniu w kolonialne wyobrażenia, o iluzorycznych podbojach i peregrynacjach o wyobrażeniu, w ramach którego czuliśmy się panami świata. „Czy można być dalej niewinnym podróżnikiem w świecie konfliktów(...)? - zapytuje Olga Tokarczuk - (...) A może tym razem to my powinniśmy pozostać w domu i powitać innych podróżnych?"

 

Joanna Sarnecka
Materiał nadesłany
16 listopada 2021

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia