W granych postaciach szukał człowieka

"Hieronim Konieczka, aktor człowiek" - aut. Anita Nowak - Teatr Polski w Bydgoszczy

Zdjęcie na okładce przedstawiające Hieronima Konieczkę w roli Doktora Stokmana, w spektaklu „Wróg ludu" Henryka Ibsena jest idealną egzemplifikacją jego osobowości. Twarz oraz ręka uniesiona w górze wyrażają nie tylko głębokie emocje przeżywane przez sceniczną postać, ale także i aktora.

Obdarzony głęboką wrażliwością, aktorską intuicją w życiu prywatnym ujmował wewnętrznym dobrem oraz głęboką potrzebą poznawania świata. Imponował znajomością filozofii. Jak napisała autorka biografii „w pierwszym okresie pracy scenicznej urzekała go możność wcielania się w coraz to inne postaci, wielość scenicznych bytów. Z czasem wpływ kreowanego bohatera zmalał. Do swego aktorstwa, do tego co robił na scenie nabrał większego dystansu, spojrzał na rzecz przez pryzmat filozofii chrześcijańskiej, a dokładniej poprzez swego ulubionego Teilharda de Chardin i księdza Józefa Tischnera – w granych postaciach szukał człowieka, próbował go zrozumieć".

Dlatego kreowane przez niego role były wielowymiarowe, emanowały zróżnicowanymi poziomami uczuć, urzekały głębią charakterów i osobowości. Taką ciekawą postać stworzył jako profesor Poleżajew w „Niespokojnej starości" Rachmanowa, wystawionego w roku 1970 w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu. W jednym z wywiadów powiedział, że jego ukochanymi rolami m.in. była postać Lenina w „Wiośnie 21" Sztejna, postać Profesora w spektaklu „Incydent z Vichy", Joe Keller we „Wszystkich moich synach" Millera, czy Radwan w „Domu na wzgórzu" Stojanovicia. Z kolei za najważniejszą w swoim ówczesnym aktorskim dorobku rolę, uważał postać Hieronimusa w przedstawieniu „Czerwona magia" de Ghelderode , którą wykreował na wspomnianej już toruńskiej scenie.

Anita Nowak, opisuje również, w jaki sposób aktor przygotowywał się do nowej roli. - „Gdy dostawał egzemplarz, natychmiast kupował brulion i przepisywał do niego wszystkie swoje kwestie i końcówki kwestii partnerów, a potem jakby wchłaniał w siebie ów tekst. Zawsze pierwszy znał rolę na pamięć i błagał suflerkę o niepodpowiadanie".

A Hieronima Konieczkę interesowały również bardzo bliskie relacje z widzami i prowadzenie z nimi bezpośrednich dyskusji, niwelowanie granicy, jaką wyznacza rampa. Wszystko to realizował w bydgoskim Klubie MPiK-u, w „teatrze stolikowym" nazwanym „Sceną Klubową". Wystawił na niej m.in. jako reżyser „Kwadrofonię" Ireneusza Iredyńskiego. Przez długie lata współpracował z bydgoską rozgłośnią Polskiego Radia. Dużo czasu poświęcał na rozmyślania na temat sztuki i sacrum, i jeśli tylko ktoś podejmował z nim dyskusję, potrafił rozprawiać przez wiele godzin. Twierdził, że są to dwie równoległe drogi prowadzące „do tego samego celu – do tajemnicy istnienia". Przez wiele lat prowadził „Dziennik bez dat", w którym zapisywał wszystkie swoje przemyślenia na interesujące go tematy, które „wrzucał do magazynu pamięci".

Przedstawiony chronologicznie materiał biograficzny, powiązanie zdarzeń z życia prywatnego Hieronima Konieczki z jego pracą aktorską, reżyserską i zainteresowaniami porządkuje jego oś życia. Dzieciństwo, okres dorastania, studia, początki pracy, a następnie w pełni już dojrzały etap zawodowo-prywatny Hieronima Konieczki posiadają odpowiednie proporcje. I to one wprowadzają do kompozycji książki wiele harmonii. Samo zaś skonstruowanie obrazu aktora usytuowanego w kulturowo-społecznych realiach, świadczy o bardzo rzetelnie przeprowadzonej preparacji. Dzięki niej powstał wielowymiarowy portret człowieka niezwykłego, napisany pięknym plastycznie i literacko językiem.

Ważnym elementem tej biografii jest oprawa plastyczna autorstwa Jacka Solińskiego i Jana Kaji, utrzymana w odcieniach oliwki, które są tłem dla słowa drukowanego. Jest sporo fotografii przedstawiających aktora w jego najbardziej znanych kreacjach scenicznych. Są odręcznie napisane, niekiedy na programach teatralnych sztuk, w jakich wystepował Hieronim Konieczka, podziękowania od aktorów, reżyserów i dyrektorów teatrów. Są i słowa skreślone przez Kazimierę Iłłakowiczównę oraz odręczne zapiski aktora. Zamieszczono również fragment utworu poety Zdzisława Polsakiewicza zadedykowanego aktorowi. Wszystko to tworzy wyjątkowy klimat biografii oraz konstruuje atmosferę czasów, w których żył aktor.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
1 kwietnia 2017
Portrety
Anita Nowak

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia