W kleszczach konwenansu

"Anna Karenina" - reż. Tomasz Kajdański - Teatr Wielki w Poznaniu

"Anna Karenina" - Tołstojowskie arcydzieło stanowi atrakcyjne i stale poruszające źródło inspiracji dla artystów teatru, sceny baletowej i kina. W Poznaniu swoją premierę miał, oparty na wątkach tej rosyjskiej powieści, balet do muzyki Rodiona Szczedrina zaprezentowany w koncepcji choreograficznej Tomasza Kajdańskiego. Zachwycająca Anna w wykonaniu Darii Sukhorukovej oraz wysoki poziom umiejętności poznańskich tancerzy to najistotniejsze walory najnowszego spektaklu Sceny pod Pegazem.

Główna bohaterka wiedzie w Sankt Petersburgu dostatnie, ale dość monotonne życie jako żona carskiego dygnitarza Aleksieja Karenina. Dla miłości do przystojnego oficera Aleksieja Wrońskiego porzuca obowiązki małżeńskie, ukochanego syna, pozycję kobiety z wyższych sfer. Nie licząc się z konsekwencjami, nie bojąc się ostracyzmu ze strony swojego środowiska pogrąża się w namiętności. Bardzo prędko okazuje się jednak, że - znowu nieszczęśliwa, osamotniona i nieprzystosowana do życia - staje się ofiarą szalonego uczucia. Jej historia zmierza do tragicznego finału.

Muzyka

Rodion Szczedrin (ur. w 1932 roku w Moskwie) w swoich dziełach odwołuje się często do kanonu literatury rosyjskiej, tworząc muzykę do tekstów Czechowa, Gogola i Leskowa. Pomysłodawczynią i odtwórczynią partii tytułowej w balecie "Anna Karenina" - skomponowanym według powieści Tołstoja i do libretta Borysa Lwow-Anochina - była żona Szczedrina, światowej sławy balerina Maja Plisiecka. Prawykonanie utworu odbyło się w 1971 roku na deskach moskiewskiego Teatru Bolszoj.

Warstwa muzyczna baletu - z zaostrzoną dysonansami harmoniką, z melodyką unikającą płynności i śpiewności, z nadmiernym wykorzystywaniem krzykliwie, a nawet brutalnie brzmiących instrumentów blaszanych - niewiele posiada cech, które w świecie dźwięków wyrażają rozmaitość odcieni uczuciowych, różne stany miłości, namiętności, spełnienia, frustracji, odrzucenia. A o tym przede wszystkim jest ta opowieść! Kierująca orkiestrą Katarzyna Tomala w swej interpretacji owe wskazane wyżej cechy partytury ukazała z całą jaskrawością. Brzmienie zespołu (niepotrzebnie nagłośnionego!) było ostre, często niezbyt precyzyjne intonacyjnie, niemiłe dla ucha. Nie oszczędzono niestety mikrofonów także dla dwojga, dysponujących przecież silnymi głosami, śpiewaków: Moniki Mych-Nowickiej i Piotra Friebe.

Taniec

Autor choreografii Tomasz Kajdański, jak gdyby wbrew stylistyce muzyki Szczedrina, oparł swoją koncepcję przede wszystkim na klasyce. Jak czytamy w programie spektaklu: "Jest to pewien istotny sposób bycia na scenie, który wynika z mojej interpretacji dzieł Tołstoja i Szczedrina". Jednak - w moim przekonaniu - konwencjonalne i przewidywalne układy, figury oraz kroki baletu klasycznego, choć wiarygodnie oddawały emocje i romantyczne uniesienia bohaterów, stały w wyraźnej opozycji do muzycznego tworzywa. Znacznie bardziej spójne z materią dźwiękową okazały się te fragmenty choreografii, w których występujący - wyzwoleni z klasycznych rygorów - korzystali ze zdobyczy tańca współczesnego, np. w scenie choroby Anny, podczas wyścigów konnych, w groteskowym polonezie na balu, w scenie obłędu.

Zarówno soliści, jak i zespół baletowy Teatru Wielkiego zaprezentowali się od jak najlepszej strony. Gwiazdą samą dla siebie była rosyjska tancerka Daria Soukhorukova - o nienagannej, niezwykle proporcjonalnej i giętkiej sylwetce. Stworzyła ona prawdziwą, wzruszającą, pogłębioną emocjonalnie postać sceniczną, którą zapamiętam na długo. Spośród "mężczyzn" Anny wyróżniłabym Karenina, interesująco zaprezentowanego przez Andrzeja Płatka. Odtrącony mąż - u Tołstoja przedstawiony jako suchy, wyprany z uczuć arystokrata - tu pokazany został jako głęboko nieszczęśliwy człowiek. Natomiast Wroński, zgodnie z fabułą, w ujęciu Mateusza Sieranta był w pełni przekonującym lekkoduchem, sybarytą, osobą powierzchowną. Mnie uwiodła wdziękiem i "motylim" urokiem tańcząca partię Kitty Diana Cristescu, która zresztą obsadzana będzie także w roli tytułowej.

Obraz

Scenograf Dorin Gal pozostawił tancerzom nieomal pustą przestrzeń sceniczną, która uzupełniają, stanowiące tło projekcje multimedialne autorstwa Lieve Vandeschaeve; peron dworcowy, apartamenty Kareninów, sala balowa, tor wyścigowy. Swoista asceza obrazu teatralnego, pobudza wyobraźnię widza i jest bardzo dobrym kontrapunktem dla rozwoju akcji dramaturgicznej oraz ruchu tanecznego. Niestety scenograf nieustannie "wzbogacał" oprawę plastyczną bardzo realistycznymi przedmiotami - biurkiem, biesiadnym stołem, kanapą, lampą - bez końca wnoszonymi i znoszonymi przez usztywnionych statystów. To już w Wielkim od pewnego czasu stały zabieg, wykorzystany wcześniej m.in. w "Don Giovannim", "Carmen", "Makbecie" i "Zemście nietoperza". Pomimo tych zastrzeżeń spektakl, okraszony stylizowanymi dziewiętnastowiecznymi kostiumami Dorina Gala ogląda się z satysfakcją. A rozegranie tragicznego finału jest przykładem bardzo dobrej roboty teatralnej, nie tylko w sensie plastycznym, ale także emocjonalnym.

Teresa Dorożała-Brodniewicz
kulturapoznan.pl
18 maja 2017

Książka tygodnia

Matkobójcy
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Joanna Komorowska

Trailer tygodnia

Mewa
Jarosław Fedoryszyn
Po sukcesie, jaki odniósł plenerowy s...