W Królestwie dzieją się dziwne rzeczy

„Królestwo" – reż. Remigiusz Brzyk – Narodowy Stary Teatr w Krakowie

W spektaklu „Królestwo" krakowski Stary Teatr zamienia się w szpital. Szpital będący dumą Kopenhagi. Miejsce, w którym każdy lekarz chciałby pracować i móc się rozwijać. Przedstawienie Remigiusza Brzyka powstało na podstawie miniserialu Larsa von Triera pod tym samym tytułem. Jak sam Brzyk deklarował jeszcze przed premierą, „Królestwo" nie czerpnie wyłącznie z pomysłów duńskiego reżysera, ale jest „inspirowane niedawną sytuacją w Narodowym Starym Teatrze".

 

Te inspiracje zostają zaznaczone już na samym początku spektaklu. Pierwsza scena to spotkanie starszej pani Sigrid Drusse – spirytystki (Elżbieta Karkoszka) z neurochirurgiem Jørgenem Krogshøjem (Michał Majnicz), który podkreśla, że rozpoczął pracę w tym miejscu sześć lat temu, jeszcze za czasów poprzedniego dyrektora. Zaznacza, jak ważnym jest dla niego pracowanie w gronie tak znakomitych lekarzy i naukowców, jednoznacznie utożsamianych z aktorami Starego.

Kobieta była hospitalizowana w Królestwie już kilkadziesiąt razy. Przez docenta ze Szwecji – Stiga Helmera (Radosław Krzyżowski) zostaje nazwana wprost – symulantką. Jednak Drusse ma w tym miejscu ważniejsze sprawy do załatwienia niż rekonwalescencja i powrót do zdrowia. Spotyka się bowiem z duchem zmarłej dziewczynki i chce poznać jego historię.

Najważniejszym zabiegiem zastosowanym w spektaklu jest rozgrywanie go w całej przestrzeni teatru. Szpital Królestwo stał się Starym Teatrem. I odwrotnie – Stary Teatr stał się Królestwem. Widzowie siedzą wygodnie w fotelach, a przed sobą mają ogromną, niemal pustą, zimną i surową przestrzeń oddziału neurochirurgii. W tle odtwarzana jest projekcja, dzięki której wkraczamy za kulisy, do foyer, garderoby, miejsc na co dzień niedostępnych... Sceny w tych miejscach kręcone są na żywo i przerzucane bezpośrednio przed oczy publiczności. W pewnym momencie kamera wkracza na scenę i stajemy się obserwatorami z dwóch perspektyw jednocześnie – okiem widza i okiem operatora.

Przez cały spektakl powraca niepokojący motyw ducha zmarłej dziewczynki – Mery, bezpośrednio związany z historią pani Drusse. Zostaje on ukazany pod postacią dwóch par kilkuletnich bliźniaczek o długich, platynowych włosach i bladych obliczach z krwistymi oczami. Wszystkie ubrane są w czerwone sukienki. Ich wizerunek jest ewidentnie zaczerpnięty z „Lśnienia" (1980) Stanley'a Kubricka. Dodatkowo, uczucie niepewności i lęku potęguje historia umierającej pacjentki – Emmy (Urszula Kiebzak), która konwersuje ze spirytystką na temat tego, co widzi „po drugiej stronie".

Dopełnieniem tych mrocznych, przepełnionych trwogą scen są historie lekarzy i pracowników szpitala. Jesteśmy obserwatorami przebiegu terapii i treningu motywacyjnego ordynatora (Roman Gancarczyk), który chce w szpitalu wprowadzić „porządki" pod hasłem operacyjnym „Poranny powiew". Przypatrujemy się zmaganiom miłosnym jego syna – przyszłego lekarza bez zadatków na to stanowisko, bujającego w obłokach i zakochanego w starszej od niego lekarce – Camilli (Iwona Budner). Widzimy wiele dziwnych scen, które w jedną całość układają się prawdopodobnie tylko w głowach obserwatorów-pomywaczy (Anna Dymna, Mikołaj Kubacki), spoglądających na to wszystko z dużą powściągliwością i zabierających się do „porządków" w momencie, gdy „budynek-teatr zaczyna płakać".

Historia szpitala zbudowanego na mokradłach, który w ostatnich scenach zostaje zalany wodą, jest kłębkiem niepokojących historii, smutnych aluzji i ponurych rozważań. Jednak trudno doszukiwać naczelnego wątku spinającego te wszystkie historie w jedną, spójną całość. Czujemy, że wokół panuje wszechobecne zło i mamy poczucie, że coś jest nie tak. Jednak do samego końca nie wiemy w jaki sposób widma przeszłości wiążą się z samym teatrem i jego historią. Nie można jednak odmówić wysokiego poziomu gry aktorskiej zespołu Starego Teatru, który w niezwykły sposób potrafi przyciągać swoimi postaciami. To jednak nie wygrywa z brakiem silnego spoiwa, które złączyłoby w całość historie pacjentów, lekarzy i całej instytucji.

Jak się to ma do Starego? Do końca nie wiadomo. Mimo to, spektakl jest nieschematycznym i atrakcyjnym widowiskiem.

Paulina Zięciak
Dziennik Teatralny Kraków
20 kwietnia 2019
Portrety
Remigiusz Brzyk

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia