W labiryncie tożsamości

„Ambasada" - Teatr Usta Usta - 19. Festiwal Sztuk Performatywnych A Part

Jedną z bardziej emocjonujących propozycji tegorocznego A PARTu był spektakl poznańskiego Teatru Usta Usta „Ambasada". Czytając repertuar festiwalowy zaintrygowała mnie informacja o obowiązku wypełnienia ankiety drogą internetową. Każdy widz starający się o azyl musi wypełnić wniosek o prawo do stałego pobytu w Ambasadzie. W ankiecie zamieszczono dość dziwne pytania dotyczące prywatnych, niemalże intymnych upodobań (m.in. Czy robienie niebezpiecznych rzeczy sprawia, że czujesz się dobrze? Czy lubisz przebywać w miejscach, gdzie jest dużo ludzi, gdzie ktoś może stać blisko Ciebie lub Cię dotykać?). Czemu mogą służyć takie pytania? – pomyślałam. Z pewną obawą i dużą dozą ciekawości poszłam zobaczyć spektakl.

Niecodzienne okazało się także miejsca zdarzenia. Zagadkowy spektakl odbywał się w budynku nieczynnego dworca PKP w Katowicach - Szopienicach. Opustoszałe wnętrza zaadaptowano na potrzeby zwiedzania Ambasady wraz z jego osobliwymi mieszkańcami.

Udział w spektaklu jest jednorazowy i niepowtarzalny, nikt nas nie wpuści do mrocznych labiryntów Ambasady po raz drugi. We wspomnianej wcześniej ankiecie podajemy też swoje dane osobowe, wprowadzane następnie do bazy komputerowej Ambasady, by były dostępne dla osób oprowadzających widzów po wnętrzach Ambasady. Przestajemy być anonimowi. W tym teatrze nie ma publiczności, ten teatr potrzebuje indywidualnego widza - uczestnika, znanego ze swojego prawdziwego imienia i nazwiska, o określonych cechach i właściwej sobie osobowości. Z uwagi na dużą potrzebę indywidualizacji uczestników, do labiryntu każdorazowo wchodzą tylko cztery osoby. Te trzy towarzyszące nam osoby, jak się później okazuje, stają się świadkami naszego wewnętrznego i niekontrolowanego obnażenia, projekcji lęków i słabości i jednocześnie dają nam poczucie bezpieczeństwa, bliskości i zrozumienia, cieszą swoją obecnością.

To także niezwykłe doświadczenie. Wejście w zgoła odmienną rzeczywistość inspirowaną powieściami Kafki czy Orwella („Rok 1984"), nawiązującą do najstraszniejszych wyobrażeń o szpitalach psychiatrycznych, budującą klimat przesłuchań więziennych minionej epoki, poczucie inwigilacji i braku prywatności, uruchamiającą lęki, jakich nie odczuwamy wiodąc codziennie, zwykle spokojne i raczej schematyczne życie. To niepowtarzalna okazja na zmierzenie się z własnym strachem i emocjami, na poznanie siebie w dość ekstremalnej sytuacji.

My, uczestnicy stoimy na „labiryntowej" scenie wraz z aktorami, również odgrywamy role, te nasze prywatne, nakładamy maski, próbujemy udawać, że to co widzimy nie robi na nas wrażenia, by po chwili w pełnej demaskacji nagle i nieoczekiwanie krzyczeć z przerażenia. Albo przyjmujemy postawę asekuracyjną, by być zawsze pośrodku, nie pierwsi, bo nie wiadomo co za chwilę ujrzymy ani ostatni, bo gdzieś za nami może się czaić jeden z nieobliczalnych szalonych mieszkańców Ambasady. Stojąc nad starymi schodami w mrocznym korytarzu obok psychodelicznego oprowadzającego nas mężczyzny, po sporej już dawce emocji, przychodzi do głowy myśl: a może się wycofać? Nie... nie ma już raczej odwrotu, ciekawość jest zbyt duża. Uczestnicząc w niezwykle realistycznej empirii, momentami zdajemy się zapominać, że to świat „na niby", że ci dziwni psychodeliczni mieszkańcy to aktorzy, a my bierzemy udział tylko w teatralnej grze.

Poprzez swoje zachowania i działania do pewnego stopnia możemy mieć jednak wpływ na to co się wydarzy. A szczególnie możemy decydować o swoim losie. Szkoda tylko, że nie wiemy, co nas może zgubić. Czy odpowiedzi na zadane pytania, będące kontynuacją rozpoczętej w internecie ankiety są właściwe? Czy wypicie kieliszka wódki z rozżalonym imprezowiczem pozwoli dojść do końca gry, czy też w zetknięciu z dziewczynką, która na zawsze pozostanie samotnym dzieckiem, zdecydujesz się zostać jej mamusią i czytając bajkę, zakończysz grę okazując zakazane uczucie empatii?

Nam, zwiedzającym widzom prezentuje się dwie przeczące sobie rzeczywistości. Dualizm światów w spektaklu budowany jest za pomocą perswazyjnych komunikatów słownych kłócących się z percepcją naszych zmysłów. Część oprowadzających nas pracowników Ambasady maluje przed nami nęcący obraz wspaniałego luksusowego kurortu, celowo i z premedytacją zafałszowując mroczny i posępny świat Ambasady. Ale bardziej zawierzamy swoim zmysłom, silnie pobudzonym widokiem mrocznej, surowej, brudnej i odrażającej piwnicznej estetyce większości pomieszczeń, tylko czasami udekorowanej symbolicznymi rekwizytami, zdającymi się tworzyć pozory luksusu (łazienka komisarza) lub wzmacniać charakter oglądanej postaci (rekwizyty i kostium antychrysta, wystrój i rekwizyty w pokoju dziewczynki). Otaczający nas świat to świat mroczny, często miejsce gdzie zupełnie zawodzi wzrok, wtedy możemy tylko wsłuchiwać się w dziwne, budzące niepokój dźwięki (śpiewy, jęki, strzały), które podpowiadają, że nie jesteśmy sami, straszą i uruchamiają naszą bujną wyobraźnię, a ta dodatkowo stymulowana zapachem daje się wciągnąć w wyimaginowany świat teatru.

Interaktywny spektakl „Ambasada" to podróż po nieznanym labiryncie pełnym drzwi, za którymi ku wielkiemu zdziwieniu, oglądamy nas samych, z naszą ciekawością, zdziwieniem, niepewnością, współczuciem, napięciem, lękiem, strachem, obrzydzeniem. Spektakl jest swego rodzaju zwierciadłem, w którym możemy się przejrzeć, poznać siebie takich, jakich dotąd nie znaliśmy.

„Ambasada", to oscylujący na granicy teatru i gry (bliskiej wirtualnej rzeczywistości), prawdy i fałszu, słowa i zmysłów, świat kontrastu i paradoksu, gdzie patrzysz, na odrażającego człowieka napawającego obrzydzeniem, by po chwili spróbować słodyczy na przyjęciu urodzinowym słodkiej i pachnącej dziewczynki. Świat, który jest iluzją i tylko ty jesteś w nim prawdziwy wraz ze swoimi obnażonymi słabościami, lękami i wrażliwością.

Justyna Plewik
Dziennik Teatralny Katowice
26 czerwca 2013

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia