W ogóle nie narzekam, bo pracy mam mnóstwo

rozmowa z Elżbietą Romanowską

Mieszkańcy starali się nas ugościć, zapraszali na herbatę i pyszne śląskie jedzenie. Byli bardzo wyrozumiali dla ekipy, a przecież kręcenie filmu - zwłaszcza nocne zdjęcia - to niedogodność, choćby dlatego, że hałas był, choć staraliśmy się zachowywać jak najciszej

Rozmowa z Elżbietą Romanowską

Małgorzata Matuszewska: W filmie "Zgorszenie publiczne" Macieja Prykowskiego zagrała Pani Motylka. Akcja toczy się na osiedlu familoków Fytel w Bytomiu-Łagiewnikach. Śląskie klimaty są Pani bliskie?


Elżbieta Romanowska: Urodziłam się w Głogowie. Śląsk znam tylko z opowieści przyjaciół pochodzących z tamtych stron. Praca tam była ciekawym doświadczeniem, na co dzień nie mam możliwości zobaczenia z bliska podobnych społeczności. Widać, że nie są to bogaci ludzie, ale za to otwarci i życzliwi. Kilka osób statystowało w filmie, dzieciaki pomagały nam, jak mogły. Nosiły lekkie kable, co chwilę przybiegały i pytały: " trzeba zrobić?".

Mieszkańcy starali się nas ugościć, zapraszali na herbatę i pyszne śląskie jedzenie. Byli bardzo wyrozumiali dla ekipy, a przecież kręcenie filmu - zwłaszcza nocne zdjęcia - to niedogodność, choćby dlatego, że hałas był, choć staraliśmy się zachowywać jak najciszej.

Jaka jest Motylek?

- Motylek ma osiemnaście lat, przyjeżdża do ciotki na wakacje. Z rodzinnych względów może zostanie na dłużej, stara się odnaleźć w nowej społeczności. Poznaje nowych ludzi, kolegów, także jednego jedynego chłopaka, Romanka. Na początku spotykają się, wymieniają ukradkowe spojrzenia. Ciotka nie jest zachwycona wybrankiem, sprawy się komplikują, a z nieoczekiwaną pomocą przychodzi Zgorszeniec, ekshibicjonista biegający po Fytlu w różowym szlafroku. Romanek i Motylek biorą udział w działaniach grupy pościgowej, pomaga także ojciec Romanka. Wszyscy im gorąco kibicują. Grupa jest pretekstem do tego, by para mogła się potajemnie spotykać. Czy będą razem? Tego nie mogę zdradzić.

"Zgorszenie publiczne" miało już premierę w Warszawie. Szkoda, że filmu nie ma jeszcze we Wrocławiu.

- Niestety, nie jest dostępny dla szerokiej publiczności w całej Polsce. Na razie można go zobaczyć w Katowicach, Krakowie i Warszawie. Jak będzie dalej, zobaczymy.

Na szczęście można Panią zobaczyć w nowych i starych serialach.

- Gram policjantkę Elę w"Usta Usta". Niedługo będzie serial "Ratownicy" o przygodach Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Gram w nim góralkę Jadźkę, właścicielkę knajpy, w której po robocie spotykają się goprowcy. W każdej społeczności i każdej wsi jest taka osoba jak Jadźka. Wie wszystko o wszystkich, zawsze ma nad nimi pieczę, jest dobrym duchem. Pierwszy odcinek 22 września o godz. 21.30 w Jedynce.

Nie protestowała Pani przeciwko nadaniu policjantce w "Usta uSTA" imienia Ela?

- Nie, nie oddzielam aż tak bardzo życia zawodowego od prywatnego. Widocznie scenarzyści chcieli nazwać mnie Elą (śmiech).

Zagra Pani w"Czarnoksiężniku z Krainy Oz" w Teatrze Muzycznym Capitol.

- Tak. Gram Królową Myszy, powiększoną przez szalonego zoologa. Moi twórcy pomagają wybrnąć z opresji, w którą wpadam, a potem mogę się im odwdzięczyć: uratować Lwa i Dorotkę z kłopotów, w które wpadają. W październiku wraca na scenę "Hair", który zagramy także w Sali Kongresowej w Warszawie, "Idiota" w którym gram Adelajdę Iwanowną Jepanczyn, "Dzieje grzechu", w których jestem Leośką.

Godzi Pani seriale z teatrem?

- Nie mogę narzekać, mam mnóstwo pracy. Wakacyjne plany wzięły w łeb, bo choć w teatrze miałam wolne, to kręciliśmy seriale.

A co słychać u Joli w starym, dobrym "Ranczu"?

- Wszystko dobrze, rozwija się miłość Jolki i Piotrka. Będą pewne zmiany, coś się urodzi. Tak skończyła się poprzednia seria: okazało się, że Piotrek zostanie ojcem. Dużo się będzie działo u wszystkich bohaterów. Przygotowujemy coś zaskakującego widzów. A teraz przepraszam, muszę biec z psem na spacer.

Ma Pani psa?

- Dopiero od miesiąca. Ma na imię Browar, moi rodzice znaleźli go na drodze wjazdowej do Szczecina. Biegał, pewnie wyrzucony z samochodu, bo w pobliżu nie ma zabudowań. Wprowadził się do mnie, bo rodzice mają już dwa koty. Czasami jeździ ze mną na plan, do teatru, gdzie siedzi w garderobie, czasem uczestniczy w rozśpiewaniu na próbie. Między próbami chodzimy na dwugodzinne spacery, a kiedy nie mogę z nim wyjść sama, przyjaciele prześcigają się w pomocy, bo Browar jest uroczym towarzyszem spacerów.

Małgorzata Matuszewska
POLSKA Gazeta Wrocławska
18 września 2010

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...