W poczuciu absurdu i przypadkowości

"Udając ofiarę" - reż. Krystyna Janda - Och-Teatr w Warszawie

"Udając ofiarę" Władimira i Olega Priesniakowowych pozornie może wydawać się dramatem łatwym do wystawienia. Że jednak tak nie jest, można było się przekonać chociażby podczas Festiwalu Kontakt 2006 w Toruniu - poległ na tekście wówczas sam Oskaras Koršunovas, który nie potrafił pokazać całej upiorności i groteskowości przedstawianego świata, uciekając zbyt łatwo i powierzchownie w samą zabawność, nie do końca smaczną szarżę aktorską sprowadzoną do improwizowanych gagów pozbawionych wdzięku.

A przecież historia chłopaka, którego niepokoją prześladowania ducha ojca i dla którego udręką jest kontakt z toksyczną matką, trudniącego się do tego graniem ofiary morderstw w policyjnych wizjach lokalnych, nie jest tylko narysowanym grubą kreską komediowym portretem naszej współczesności, ale próbuje dotknąć przede wszystkim tego, co może dać poczucie uczestnictwa w prawdziwym życiu.

Na szczęście Krystynie Jandzie udało się w Och-Teatrze uniknąć pułapek drzemiących w dramacie i wyjść z powodzeniem poza ramy realistycznej komedii z azymutem wyraźnie nakierowanym na to co absurdalne i nierealne.

Przy okazji poprzednich pięciu realizacji dramatu Priesniakowych (Współczesny w Warszawie, Horzyca w Toruniu, Jaracz w Olsztynie, Nowy w Poznaniu i Ludowy w Krakowie) wiele napisano o jego powinowactwach z "Hamletem". Wala - nie pozbawiony inteligencji odmieniec, omijający szerokim łukiem wszystko to, co może kojarzyć się z rutynowym, dorosłym życiem, duch jego zmarłego ojca i matka - wdowa, pretendujący do roli ojczyma wujek Piotr, Olga, dziewczyna chłopaka - o analogie do postaci z Szekspira naprawdę tutaj nietrudno. Krystyna Janda dzięki trafnej obsadzie i znakomitemu poprowadzeniu aktorów potrafiła ukazać całą dwoistość schematu dramaturgicznego, który wychodząc od tego, co stanowi zrąb tradycyjnej komedii, w każdej kolejnej scenie, coraz bardziej absurdalnej i śmiesznej, demaskuje przyjętą przez autorów strategię - sprowadza rzeczywistość przedstawianą do maski, kostiumu, świadomego przejaskrawienia. Do udawania właśnie, które jest mechanizmem obronnym przed naszym poczuciem bezsensu, chaosu i przypadkowości świata rządzonego tak naprawdę przez ślepy traf. Każda z kolejnych rekonstrukcji morderstwa pokazuje, że nasza cała egzystencja, której towarzyszy myśl o śmierci i lęk przed nią, a także cierpienie, jest czymś pozbawionym tak naprawdę sensu, czymś do bólu absurdalnym i nierealnym jednocześnie. Aktorzy od samego początku potrafią znakomicie odnajdywać się w tym materii pomieszaniu, żonglując środkami podążającymi od estetyki farsy, komediowej humorystyki do tego co najbardziej realne w skutkach i zatrważające.

Rewelacyjny w pierwszej sekwencji jest Michał Żurawski. Idealnie odnajduje się w tym schemacie Mirosław Kropielnicki w roli Kapitana (monolog kiedy wybucha ma wielką siłę rażenia, jest aktorskim majstersztykiem, do którego prowadzi od początku konsekwentnie budowana postać wychodząca daleko poza schemat rosyjskiego policjanta z naszych potocznych o nim wyobrażeń), któremu dzielnie sekunduje Adam Serowaniec jako Wala. Młody człowiek, któremu wydaje się że jako jedyny ma świadomość tego kim jest, skąd się wziął, kto nim rządzi. I ta wiedza oraz poziom refleksji, której doświadcza pozwala mu na autentyczne zachowania wobec siebie i innych w życiu - udawać może tylko w swojej głupkowatej pracy.

Krystyna Janda stara się wychodzić poza widowisko o czysto komediowym charakterze, choć śmiechu jest tutaj co nie miara, choćby w bardzo dobrej roli Izabeli Dąbrowskiej. Tyle że ten śmiech zamiera na naszych ustach, bo w końcu nie w nim spełnia się sens wszystkich sekwencji, wydarzeń i sytuacji, w których się bohaterowie znaleźli. Nawet w wątku z pijaną Gejszą Dąbrowskiej pojawia się żal i współczucie dla jej samotności i przegranego życia. Jest zatem zabawnie i groźnie zarazem, jak w dramacie Priesniakowych, którzy ciągle nas zwodzą - ukrywają sensy i myśli godne uwagi w zabawie konwencjami, w pomieszaniu stylistycznym ironii z groteską, w niemalże cyrkowym szaleństwie świata, który dopiero wzięty w cudzysłów objawi się nam w całej swej niedosłowności.

Wiesław Kowalski
Teatr dla Was
11 lutego 2016

Książka tygodnia

Kwiatkowska. Żarty się skończyły
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marcin Wilk

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...