W połowie drogi

"Bramy raju" - reż. Małgorzata Bogajewska - Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

"Bramy raju" Jerzego Andrzejewskiego to powieść wielowymiarowa, stylistycznie złożona i kompozycyjnie wielowarstwowa, dlatego niełatwa do przełożenia na język sceniczny

Autor „Popiołu i diamentu”, opowiadając historię autentycznej dziecięcej wędrówki do Jerozolimy z 1213 roku, toczy przewrotny dyskurs dotyczący rzekomej czystości niewinnych dusz  uczestniczących w krucjacie, ich prawdziwych motywów postępowania oraz możliwości ocalenia chrześcijaństwa. Kłopot dla adaptatora tkwi w tym, że „Bramy raju” nie mają budowy krystalicznej, mieszają czasy i odpryski wspomnień, gubią wątki, przeplatają opowieści, monologi bohaterów  inkrustują dialogami. Andrzejewski  w sposób bolesny, przejmujący i przemyślany, wykorzystując narrację paraboli moralnej,  próbuje rozprawić się ze zbiorowymi mitami, pyta o pochodzenie zła, szuka odpowiedzi na pytanie czy Stwórca może być dobrocią i miłością .

Spektakl Bogajewskiej w Teatrze im. Jaracza w Łodzi zdaje się podążać nieco inną drogą, trochę  obok tego, co dla autora powieści było rzeczą kluczową i najważniejszą.  W przedstawieniu  reżyserki i adaptatorki w jednej osobie, która rezygnuje z perspektywy średniowiecznej, a bosych bohaterów umieszcza w bliżej niesprecyzowanej przestrzeni, naczelnym problemem staje się brak czystości i zdeterminowanie młodych pielgrzymów z Cloyes ich własną cielesnością, potrzebą bardziej seksualnego, niż ideowego  spełnienia . Takie podejście adaptatorki niewątpliwie spłyca, momentami nawet banalizuje  i upraszcza problematykę pełnej niedopowiedzeń, gęstej, dusznej, konfesyjnej powieści Andrzejewskiego . Przy takich założeniach interpretacyjnych niełatwe zadanie mieli aktorzy, którzy zostali w adaptacji narysowani jedną prostą kreską, bez możliwości stopniowania napięcia, pokazania rozwoju postaci i wewnętrznej walki jaką toczą ze swoimi słabościami, z własną cielesnością. Tym bardziej na uwagę zasługuje fakt pełnego poświęcenia  zaangażowania aktorów w kreowane przez siebie postaci; aktorów, którzy doskonale wykorzystali swoje umiejętności warsztatowe i pokazali z pasją,  a także  dużą dozą ekspresji , ludzi idących na śmierć z powodu  nieodwzajemnionego uczucia. Szkoda, że nie dano im szansy na pokazanie również cierpienia z powodu braku w ich życiu ideałów.

Iwona Dróżdż-Rybińska jako rozwibrowana emocjonalnie Maud znakomicie oddaje charakter histerycznej dziewczyny pełnej kompleksów i zahamowań, dwoistość  swej natury balansującej między niewinnością a płonącym jak ogień pożądaniem. Świetnie wyuzdanie, drapieżność   i  świadomość siły swego  erotycznego  oddziaływania rysuje Urszula Gryczewska w roli zdemoralizowanej Blanki. Pełen młodzieńczej energii Robert , który Jakuba uważa za szaleńca, w interpretacji Krzysztofa Wacha , wiarygodnie gra temat swojej nieufności  wobec  uczestnictwa w wyprawie i poświęcenie dla Maud. Aleksy, zawiedziony w miłości do hrabiego Ludwika,  zabójcy swojego ojca i matki, zagrany przekonywująco  przez Rafała Maćkowiaka, to jeden wielki wyrzut sumienia. I wreszcie Jakub Tomasza Schuchardta, skupiający na sobie uwagę od pierwszej sceny, wyalienowany,  ale przez to szalenie niepokojący, niewiele mówiący, ale jakże  znacząco milczący i patrzący na innych. Najbardziej wyrazisty.

Zaprezentowane  na toruńskim festiwalu dwa spektakle Teatru im. Jaracza w Łodzi pokazują ogromny potencjał aktorski w zespole Waldemara Zawodzińskiego. Na  czele tego ansamblu  od lat stoi Andrzej Wichrowski, który i w „Nad” i w „Bramach raju” zagrał tak samo przejmujące role.

Wiesław Kowalski
Teatr dla Was
30 maja 2011

Książka tygodnia

Macbeth
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jo Nesbø

Trailer tygodnia