W połowie drogi

"Pieszo" - reż: Anna Augustynowicz - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Spektakl na podstawie Sławomira Mrożka w reżyserii Anny Augustynowicz - premiera Teatru Wybrzeże - mógłby być przedstawieniem wybitnym. Mógłby - gdyby powstał przynajmniej dekadę wcześniej.

Przyznam się: mam z gdańskim "Pieszo" ogromny problem. Przez pierwsze pięć minut spektaklu byłem przekonany, że oglądam właśnie jedno z najdoskonalszych dzieł scenicznych, jakie widziałem w życiu. Po kwadransie liczyłem na przedstawienie przynajmniej przyzwoite. Pod koniec - modliłem się o cud. Który niestety nie nastąpił.
Pierwsze - dosłownie - godziny po wojnie. Zaraz za linią frontu maszerują w grupkach cywile, wojenni rozbitkowie. Spotykają się na opuszczonej stacyjce kolejowej, gdzie czekają na pociąg, który ma ich zabrać ku lepszej przyszłości. A tak naprawdę odgrywają przed nami narodową psychodramę.

Otwarciowa, wyśmienita scena przedstawienia zapowiada, że nie będziemy mieli w przypadku "Pieszo" do czynienia z kolejną, zgrabnie opowiedzianą anegdotą, ale historią o "maszynerii" świata, historii czy polskości. Zapowiedź ta rozmywa się jednak w ciąg scenek rodzajowych, ze stereotypowymi bohaterami w rolach głównych. Jasne, że Mrożek zapisał Superiusza, Babę, Nauczyciela, Ojca czy Porucznika Zielińskiego jako pewne (narodowe) symbole. Jednak warto powalczyć o ich myśli, wybory czy decyzje. W przedstawieniu Augustynowicz tego niestety nie ma. Pod względem formalnym "Pieszo" jest przedstawieniem zbudowanym z elementów, które już w teatrze były. I to rok, dwa czy dziesięć lat temu. Choć samo w sobie nie musi być to zarzutem, jednak w "Pieszo" elementy te sprawiają wrażenie dopasowanych do wizji scenicznej reżyser. Tylko nie znaczą nic więcej niż same siebie. Mamy zatem - genialne momentami - użycie maszynerii teatralnej, ze sceną obrotową w roli głównej. Mamy przedstawienie osadzone w "epoce", które w końcówce nawiązuje do współczesności (schemat w Wybrzeżu podobnie formalnie - choć znacznie skuteczniej - wygrany w "Blaszanym bębenku" w reż. Adama Nalepy). Na koniec zasłony opadają, odsłaniając teatralne "bebechy". Po co? Nie mamy przecież wątpliwości, że jesteśmy w teatrze: przedstawienie grane jest przy ściemnionym świetle na widowni, a aktorzy widzą publiczność i konsekwentnie do niej (o niej) grają.

Anna Augustynowicz swój spektakl niezwykle starannie przemyślała i skomponowała. I nieważne już, że ze zużytych - a przynajmniej "noszonych" - chwytów i rozwiązań scenicznych. Jednak pomysł, oparty w dużym stopniu na nieśpiesznym tempie i identycznym wręcz, bardzo prostym schemacie wejść i zejść aktorów, w pewnym momencie zaczyna nużyć. Całość przedstawienia pozostawia widza obojętnym. Wydaje mi się, że reżyser nie do końca wiedziała, co dokładnie swoim przedstawieniem chce powiedzieć. A nawet jeśli wiedziała, to artykułując swój pomysł, bezpiecznie zatrzymywała się w pół drogi. Włączając na widowni światła. Pozostawiła widza w niekomfortowej sytuacji: nie "podgląda" on już aktorów, bo sam jest przez nich widziany. Jednak Zieliński, próbując wyłudzić od widzów - ludzi czekających na dworcu - kosztowności, macha kubkiem, stojąc pięć metrów od pierwszego rzędu. I natychmiast, nie czekając na reakcję, odwraca się od widowni. 

Augustynowicz udało się za to zebrać na dużej scenie Wybrzeża świetną, równą obsadę, jakiej od dawna nie można było tu oglądać. Superiusz Mirosława Baki jest najlepszą rolą tego aktora przynajmniej od czasów "Tytusa Andronikusa" - jest wyjątkowo skupiony i precyzyjny. Szczególnie w rozmowach ze swoją towarzyszką Panią (dobra Dorota Kolak). Świetnie prezentuje się Monika Chomicka (Baba) i Grzegorz Falkowski (Nauczyciel). Prawdziwym objawieniem jest rola Piotra Domalewskiego jako zahukanego i niepewnego siebie Syna. Jedynie momentami Grzegorz Gzyl (Ojciec) nieco nadużywa środków aktorskich.

"Pieszo" Anny Augustynowicz zapowiadane było jako premiera na dwudziestą rocznicę wolności. Co pozostanie z tego spektaklu? Na pewno parę scen: starannie zakomponowanych, świetnych wizualnie. Bo na pewno nie chybiony pomysł, by przyrównać osoby zauroczone następującym po wojnie w Polsce komunizmem do prezenterów telewizyjnych, prowadzących poranny program.

Sławomir Mrożek "Pieszo". Reżyseria Anna Augustynowicz. Duża Scena Teatru Wybrzeże (Gdańsk, Targ Węglowy)

Mirosław Baran
Gazeta Wyborcza Trójmiasto
8 czerwca 2009

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia