W Polsce czyli wszędzie

"Rewizor" - reż. Marek Fiedor - Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Zabieg to dość oczywisty - przenieść akcję komedii Gogola w polskie, bliskie współczesności realia i przy pomocy klasycznego tekstu jeszcze raz namalować rodzimy - śmieszny i straszny - pejzaż.

Robił tak między innymi Jan Klata, akcję wałbrzyskiego spektaklu umiejscawiając w czasach Gierka. Marek Fiedor w łódzkim Teatrze Jaracza nie potrzebuje tak konkretnych dat. Ale jesteśmy w Polsce tuż po ustrojowej transformacji, trzymają się molochy przeszłości, to, co ma przyjść w ich miejsce, pozostaje niewiadomą. Znane są za to ludzkie charaktery, układające się w istne bestiarium. Wystarczy przypomnieć sobie passus z innego dzieła Gogola, "Martwych dusz": "Jeden tam jest tylko porządny człowiek - prokurator, ale i on, prawdę mówiąc - świnia".

Fiedor zatem prochu nie wymyśla, ale tworzy z "Rewizora" spektakl zgodny z myślą Gogola, zwarty i zajmujący. Pomysł ma taki, by rozrzucając po scenie ślady jakiejś, powiedzmy, Polski B, udowodnić, że autor "Ożenku" nie o miejscach, ale o ludziach pisał. Prowincja zaś. wcale nie jest zbiorem punktów na mapie, a stanem dusz. Znać to po ukazanych na scenie Jaracza indywiduach, co egzystują marnie, bo innego życia nie znają. Przemysław Kozłowski, Mariusz Witkowski i Mariusz Słupiński jako zarządcy szpitala, sądu i poczty piją, kradną i mataczą, a w obliczu nieopierzonego Chlestakowa (Marcin Łuczak) zamieniają się w sam strach. On zaś jest nikim więcej jak małym moczymordą i oszustem - w sam raz na lichą miarę tego świata. Milena Lisiecka eksponuje cielesność żony Horodniczego do tego stopnia, że przyjmując umizgi Chlestakowa, podstawia mu pod nos nagą pierś. Ich córka (Iwona Dróżdż-Rybińska), małomiasteczkowa piękność z dyskoteki, wręcz dusi się w tutejszym zaduchu, ale niczego innego nigdy nie zaznała. Konsekwentni i bezlitośni są Fiedor i jego aktorzy w portretowaniu postaci, ale ich pospolitość nagle staje się nam bliska. Spostrzegamy, że w świecie łódzkiego "Rewizora" skondensowane zło bierze się nie z cynizmu bohaterów, ale z niemożności ucieczki. Dlatego Horodniczy tak chwyta się myśli o lepszym życiu i dlatego tak bolesny jest jego upadek. Przejmująco, pomiędzy tonem serio a ośmieszeniem, gra go Mariusz Jakus. Fantastyczna rola w mocnym przedstawieniu, które nawet przez moment nie osuwa się w łatwą karykaturę.

Jacek Wakar
Przekrój
22 listopada 2011

Książka tygodnia

Kto ukradł jutro?
Wydawnictwo ALBUS
Olga Ptak

Trailer tygodnia