W Sigle, jak w tyglu

"Wiele demonów" - reż. Jacek Głomb - Teatr Śląski w Katowicach

"Wiele demonów" w reżyserii Jacka Głomba jest przeniesioną na deski śląskiej sceny pod tym samym tytułem powieścią Jerzego Pilcha. Tym razem Teatr Śląski serwuje nam podróż do wsi z okolic Cieszyna lat pięćdziesiątych. Kiedy to jeszcze same Katowice były nazywane Stalinogrodem.

Nie jest to jednak zwyczajna wieś. Nie ma tutaj tylko jednego kościoła, pod władzą mniej lub bardziej charyzmatycznego proboszcza, czy grupki oddanych wiernych. Wieś ta mimo, że z pozoru może wydawać się sielanką, nie jest nią. Gdyż mieszają się w niej wpływy różnych wyznań. Obok siebie mieszkają katolicy i luteranie, zwykli alkoholicy, mistyczny prorok i przedstawiciel władzy. Co rodzi konflikty i budzi wspomniane demony.

Wszyscy wydają się żyć w pozornym pokoju, ale wśród mieszkańców Sigle drzemią ukryte demony, tłumione codziennością. Wiele jest tych demonów. Co szczególnie unaocznia się w momencie zaginięcia córki pastora. Rodzą się liczne niepokoje, plotki i domysły. Co mogło się stać z pozoru ułożoną dziewczyną? Dlaczego w środku nocy opuściła dom? Czy odnalezione piżama zaginionej na pobliskich bagnach może oznaczać najgorsze? Czy może nie stoi za całą sprawą ktoś ze służb bezpieczeństwa?

Wiele jest pytań i domysłów. Podobnie zaginiona Ola (w tej roli Aleksandra Fielek) uważana za spokojną i bogobojną, no w końcu jej ojciec to pastor, w rzeczywistości jest osobą o wielu twarzach. Tylko jej rówieśnicy wiedzą, że ona wraz z siostrą Julą (Agnieszka Radzikowska), kiedy tylko rodziców nie ma w domu lubią poszaleć. Co się zmienia, kiedy Ola znika. Jula jednak długo nie wytrzymuje w letargu i budząc się z niego wpada w seksualny szał. Powodując ogólne zgorszenie, któremu próbuje jedynie zaradzić jej ojciec udzielający jej ślubu z kochankiem, do którego z resztą nie dochodzi. Obojętna pozostaje tylko jej matka (w tej roli magnetyczna Barbara Lubos), która po nagłej i nie do końca wyjaśnionej stracie córki wpada w melancholię. Z kobiety wyrazistej staje się obojętna i wycofana. Ma stałą nadzieję, że córka wróci.

"Wiele demonów" jest przedstawieniem zaserwowanym widzom w niecodzienny sposób. Dzięki temu, że widownia została przeniesiona na scenę, toczącą się akcję można niemal namacalnie obserwować z niedostępnej na co dzień odległości i różnych (trzech) wybranych przez siebie stron. Aktorzy są na wyciągnięcie ręki, co pozytywnie wpływa na odbiór spektaklu. Podobnie muzyka Bartka Straburzyńskiego, która działa na zmysły i idealnie wpasowywuje się w wątek Oli Mrak. Jest ona cały czas obecna na scenie i prowadzi narrację ze środka akcji. Jest ona niewidoczna dla bohaterów, ale cały czas komentuje ich posunięcia i wybory.

Mimo, że spektakl początkowo ogląda się dobrze, to jednak pod koniec odczuwa się już lekkie zmęczenie całą historią. Spektakl jest poprawny, acz nie pozostaje na długo w pamięci, a szkoda. Moim zdaniem cały zespół aktorski został przemyślanie dobrany i udaje mu się osiągnąć cel, czyli przeniesienie widza do realiów Sigla. Niestety czegoś jednak zabrakło, żeby przez cały czas oglądać toczącą się akcję z zapartym tchem.

Spektakl ten w dobry sposób przedstawia sytuację społeczności, która z jednej strony jest bardzo podzielona z różnych względów, ale jednak nadal pozostaje jednością. Widzimy tutaj katolików, luteran, lokalnych pijaczków, jak i enigmatycznego jasnowidz oraz przedstawiciela bezpieki. Wszyscy spotykają się w małym Sigle, jak w tyglu. Wychodzi z tego mieszanka pełna demonów, które towarzyszą każdemu człowiekowi, gdzieś z tyłu głowy.

Paweł Kluszczyński
Dziennik Teatralny Katowice
13 lutego 2019
Portrety
Jacek Głomb

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...