W Szczecinie też owacje

"Lohengrin" - reż. Dirk Loschner - Opera na Zamku w Szczecinie

PO owacyjnie przyjętej premierze w Stralsundzie również w Szczecinie premiera "Lohengrina" Ryszarda Wagnera została przyjęta gorąco. Spektakl jest drugim wspólnym przedsięwzięciem Teatru Pomorza Przedniego (Greifswald - Stralsund -Puttbus) i Opery na Zamku.

Można nawet powiedzieć, że w piątek jeszcze wyraziściej udało się zarysować antywojenne i wolnościowe przesłanie, jakie reżyser Dirk Lóschner wpisał w spektakl. Akcję opery, napisanej w okresie Wiosny Ludów (1848), propagandowo wykorzystywanej dziesiątki lat później przez nazistów, przeniósł na początek lat trzydziestych XX wieku, gdy naziści dochodzili w Niemczech do władzy. Zmodyfikował też zakończenie: spektakl kończy się paleniem księgi symbolizującej dziedzictwo, które mogło ocalić kraj pogrążający się w chaosie egoistycznych interesów i postaw Chwilę wcześniej żołnierz zabija Pierrota (postaci tej nie ma u Wagnera; grał go Stephan Waak), personifikację pokoju, swobody sztuki, demokracji, słowem - wolności. W tle sceny, w uwerturze i trzecim akcie, pojawia się symboliczna panorama współczesnych miast. Lóschner przeniósł bowiem spektakl również w nasze czasy. Widzieć w tym można sugestię: problemy, o których mówi, dotyczą też nas. Zło może pojawić się wszędzie.

"Lohengrin" to opera o ludzkich postawach: egoizmie, żądzy władzy, naiwności, nieufności, zazdrości, zemście, bierności, które niszczą ostatecznie to co dobre - miłość i państwo rozumiane jako wspólnotę. "Lohengrin" to także cztery godziny poruszającej muzyki. Pierwszy akt może się nieco dłuży, bo jest w nim dość statyczne zawiązywanie akcji, która w akcie drugim i trzecim nabiera dynamiki. Całość świetnie poprowadził dyrygent Golo Berg, bardzo dobrze grała orkiestra.

Publiczność szczególnie gorąco (i słusznie!) nagrodziła odtwórcę roli Lohengrina (w inscenizacji Lóschnera jest samurajem), koreańskiego tenora Junghwana Choi, świetną rosyjską mezzosopranistkę Elenę Suvorovą, która śpiewała złą Ortrudę, ekspresyjną Anette Gerhard (sopran) grającą Elsę, i Thomasa Rettensteinera (bas) w roli Telramunda. Chyba za mało

wykorzystane zostały role Herolda (Alexandru Constantinescu) i króla Henryka (Tye Maurice Thomas). Wysoko ocenić należy chóry Opery na Zamku i Teatru Pomorza Przedniego (przygotowanie: Małgorzata Bornowska, Anna Tóller).

Mówiąc o piątkowej premierze, nie można nie wspomnieć o szumie nawiewu hali i dudnieniu tramwajów. Z turbulencjami tramwaju musiał zmagać się Lohengrin i to już w pierwszym wejściu. Powiedzmy, że w tym wypadku pasowało to do roli, boć Lohengrin Wagnera też wyłania się z turbulencji, tyle że dziejowych. Ale żarty żartami: opera wróci do zamku, gdzie współpracę z Teatrem Pomorza Przedniego będzie mogła kontynuować. Wspólny "Lohengrein" dobrze jej wróży.

Bogdan Twardochleb
Kurier Szczeciński
17 grudnia 2013

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...