W teatrze o filmie filmem

„Kurt Gerron. Fuhrer daje miasto żydom" – reż. Wiktor Rubin – Teatr Śląski

Temat filmu propagandowego z okresu Trzeciej Rzeszy w ostatnich latach orbituje wokół Teatru Śląskiego. Ponad trzy lata temu w Galerii Szybu Wilson Ewelina Marciniak zrealizowała spektakl poświęcony Leni Riefenstahl, teraz z kolei Wiktor Rubin wziął na warsztat osobę Kurta Gerrona, człowieka odpowiedzialnego za zrealizowanie pochlebnego, propagandowego dokumentu o obozie koncentracyjnym w Terezinie.

Spektakl Rubina, oparty o bardzo dobry tekst Jolanty Janiczak, znajduje się gdzieś na pograniczu kina i teatru. Aktorzy grają na scenie, między nimi porusza się operator kamery, do tego z czterech rzutników wyświetlane są projekcje filmowe (nie tylko archiwalne fragmenty filmu Gerrona z 1944 roku, ale również te kręcone współcześnie na potrzeby spektaklu), a ponad sceną emitowany jest obraz ze sceny. Przez to dzieje się dużo, czasami nie wiadomo gdzie widz ma skupić swoją uwagę, a to powoduje lęk, że coś ważnego, jakiś mały szczegół ucieknie. Oddaje to jednak ulotny charakter propagandowych kadrów Gerrona, w których prawdziwe emocje, cierpienia i zmęczenie bohaterów jego filmu przykryte były pod uśmiechami, scenografią i schludnymi kostiumami.

Trudniejsze zadanie mieli aktorzy, którzy to jednocześnie grali teatralnie, na potrzeby sceny, i naturalnie, do kamery. Niełatwo wyłonić z obsady najlepszych aktorów w przypadku, kiedy wszyscy wypadają bardzo dobrze i potrafią dotrzeć do wrażliwości każdego widza. Mimo wszystko należałoby docenić Agnieszkę Kwietniewską występującą w głównej roli Gerrona. W swej kreacji aktorka zaakcentowała przede wszystkim trud, z jakim Gerron mierzył się zapewne każdego dnia, będąc odpowiedzialnym przed komendantem za swoich aktorów, za swoje decyzje, do tego za pewne przez „swoich" widziany był jako kolaborant i oportunista. Kwietniewska zbudowała też postać skomplikowaną, rozdartą między Gerronem-artystą a Gerronem-człowiekiem. Nie zabrakło w tym jednak wrażenia odczłowieczenia spowodowanego obozową codziennością i akcentu bezdennej bezradności w tej beznadziejnej sytuacji, w jakiej reżyser się znalazł.

Kolejnym atutem spektaklu była muzyka w wykonaniu Krzysztofa Kaliskiego, która to przyczyniła się do budowania napięcia w spektaklu i z pewnością fakt, że była realizowana na żywo, wpłynął na odbiór przedstawienia przez widzów. Pierwszorzędnie się również ona komponowała z charakterem spektaklu, który z kolei zbudowany był między innymi przez minimalistyczną scenografię (opracowanej przez Łukasza Surowca, Wiktora Rubina i Moniki Winiarskiej). Składały się na nią nie tylko wspomniane wcześniej projektory i ekrany projekcyjne, lecz również biały kontener. Nie tylko pasował on do koncepcji planu zdjęciowego, ale kojarzyć się mógł również z bydlęcym wagonem, który to przewijał się w rozmowach bohaterów jako ostateczna kara za nieposłuszeństwo bądź nieudaną realizację filmu. Epizodycznie pojawiały się również barokowe meble, używane przez Gerrona w swoim dziele. Miały one silny wydźwięk, kiedy to przełamywały ogólną mizerność i nijakość, z jakimi mierzyć musieli się więźniowe Terezina. Ważnym epizodycznym elementem okazał się jeszcze obrotowy ogród, symbolizujący urodzaj i dobrobyt pozornie panujący w obozie. Najistotniejszą scenografią okazały się jednak projekcje (autorstwa Krzysztofa Woźniaka) wyświetlane na licznych ekranach czy były to fragmenty filmu Gerrona, czy materiały nagrane współcześnie na potrzeby spektaklu. Stanowiły one funkcjonalne tło spektaklu, z którym aktorzy mogli wchodzić w liczne interakcje.

Kostiumy opracowane przez Hannę Maciąg okazały się być ciekawe i nieoczywiste, co może być trudne, zwłaszcza kiedy spektakl osadzony jest w silnie zdefiniowanej sytuacji, jaką była codzienność obozowa. Autorka przede wszystkim oddziaływała na skojarzenia widzów. Kostiumy były w pewnym sensie fragmentaryczne. Między innymi frak narzucony na mdły ubiór obozowy, połączony z bujną, lokatą blond fryzurą od razu przywodził ikonę kina tamtych lat, Marlene Dietrich. Podobnie melonik i laska przemieniały otyłego Kurta Gerrona w drobnego Chaplina. Wymowne również okazały się nawiązania do współczesności, jak przerobione ubrania ortodoksyjnych żydów, T-shirt z „Gry o Tron" czy koszulka niemieckiej reprezentacji noszona przez operatora kamery.

Ostatnią premierę Śląskiego traktować powinno się jako udaną i spektakl prawdopodobnie zostanie ciekawą propozycję repertuarową. Nie jest to typowe widowisko traktujące o Zagładzie czy wojnie, których do tej pory powstało już przecież wiele. Rubin jak zwykle przez pryzmat czyjejś biografii komentuje otaczającą go rzeczywistość, szuka podobieństw między „wtedy" a „teraz" i przede wszystkim stawia pytania. Między innymi, czy sztuka poniekąd pozbawiona myśli autora i która robiona jest pod dyktando innych, zewnętrznych cynników dalej jest sztuką?

Jan Gruca
Dziennik Teatralny Katowice
14 czerwca 2019
Portrety
Wiktor Rubin

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Dziady" - reż. Maja K...
Maja Kleczewska
Dziady anno domini 2021 będą przedsta...