Wakacyjny nalot na LOT

podsumowanie 12. Letniego Ogrod Teatralnego

Starsze małżeństwo pyta, na co czekają te tłumy ludzi zgromadzone na Placu Sejmu Śląskiego w Katowicach. Ostatnim razem taką kolejkę widzieli za komuny. Chyba dzieje się coś wyjątkowego, skoro tyle osób przyszło.
12. Letni Ogród Teatralny, pani powiada? Ach tak, tak, słyszeli, jednak nigdy nie byli. Kto by się spodziewał, że ludzie tak zatęsknią za teatrem w wakacje. I będą cierpliwie wystawać w ogonkach po bilety. A, to Korez organizuje? Tylko pogratulować. Wielka rzecz. Piękna inicjatywa

Rzeczywiście, w każdy weekend lata na Placu Sejmu Śląskiego ściągały niezliczone rzesze ludzi złaknionych rozrywki z wyższej półki. Takie właśnie są imprezy organizowane w ramach sztandarowego, korezowego festiwalu: widzowie mogą się odprężyć, nieraz pośmiać do rozpuku, oglądając lekkie, przyjemne spektakle czy programy kabaretowe. Mają możliwość posłuchania muzyków, których utworów próżno szukać w popularnych stacjach radiowych. Zamiast Dody i Feela – artyści śpiewający poezję, idący pod prąd komercji, niezależni i ambitni.

Okazuje się, że publiczność potrzebuje takiej oferty, zwłaszcza w sezonie ogórkowym, kiedy Śląsk na długie tygodnie zmienia się w pustynię kulturalną. Korez założył na niej bujną oazę, a właściwie kwitnący ogród teatralny. Tym samym wyszedł naprzeciw społecznemu zainteresowaniu, próbując harmonijnie złączyć potrzebę ludyczności i sztukę mniej lub bardziej ambitną. Letni Ogród Teatralny nie jest adresowany do widzów o przerafinowanych gustach, lecz do przeciętnego przedstawiciela klasy średniej. Jasne, można stworzyć hermetyczny festiwal przeznaczony dla wymagających odbiorców. Tyle że wówczas utrzymamy status quo, daleki przecież od marzeń, zamiast aktywnie działać na rzecz poszerzenia grona potencjalnych konsumentów kultury. Dlatego inicjatywa Teatru Korez posiada znamiona misji społecznej, misji o tyle ważnej, że staje się również orężem w walce Katowic o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury.

Często ambitne założenia to jedno, zaś realizacja – drugie. Tak się szczęśliwie składa,  że w przypadku LOT-u obie płaszczyzny do siebie przylegają. Wystarczy rzucić okiem, jak przebiegała tegoroczna edycja festiwalu, obejmująca dziewięć weekendów między 3 lipca a 29 sierpnia 2010.

Tradycyjnie wszystkie imprezy odbywały się w podcieniach przed siedzibą Centrum Kultury Katowice im. K. Bochenek. Na potrzeby LOT-u skonstruowano teatr plenerowy, który posiadał jedną zasadniczą wadę – mimo wysiłków organizatorów praktycznie zawsze brakowało miejsc, gdyż zainteresowanie znacznie przewyższało możliwości przestrzenne. O skali problemu może świadczy fakt, że w przedostatni weekend zdemontowano nawet część dekoracji przy okazji występu Mariusza Lubomskiego oraz kabaretu Hrabi. Co więcej, Teatr Korez wciela w życie ideały demokratyczne, nie organizując przedsprzedaży biletów: kto stanie do kasy odpowiednio wcześnie, ten wejdzie (o tej równości niech świadczy fakt, że europoseł Marek Migalski, chcąc zobaczyć spektakl Teatru IMKA, również odstał swoje bez szemrania). Zasada „kto pierwszy, ten lepszy” w połączeniu z niepewnością co do znalezienia miejsca spowodowała reaktywację komitetów kolejkowych, a także znakomicie stymulowała samoorganizację społeczną, sprzyjając również nawiązywaniu kontaktów interpersonalnych.

Nieustraszonych LOT-owiczów nie powstrzymały ani trwające na początku lipca Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, co wzbudziło zdumienie samego dyrektora festiwalu, Mirosława Neinerta, ani paskudna pogoda, towarzysząca niektórym wydarzeniom z całym dobrodziejstwem inwentarza (deszcz, burze, huraganowe wiatry, niskie temperatury). W takim wypadku kolejkowicze stali pod parasolami, ubrani w grube swetry, trzymając pod pachą koce. W chłodne dni na zmarzniętych widzów czekały termosy z gorącą kawą i herbatą, dostarczone przez Chatę z Zalipia. Determinacja w narodzie tkwiła ogromna.

I trudno się dziwić, ponieważ niektóre przedstawienia czy występy były nie lada gratką za naprawdę niewielkie pieniądze: bilet na spektakl kosztował jedyne 10 złotych, natomiast na koncert czy kabaret – 15. Do uczestniczenia w Letnim Ogrodzie Teatralnym zachęcały zarówno niezaporowe ceny, jak i urozmaicony program zaproponowany przez organizatorów. 

Co sobotę, z wyjątkiem trzeciego weekendu (17.07), do Podcieni CKK ściągały teatry z całej Polski. Nie opuszczając granic województwa, można było zobaczyć, czym aktorzy czarują widzów w Warszawie, Wrocławiu czy Bielsku-Białej. Na deskach letniej sceny pojawiły się teatry te bardziej znane, takie jak Polonia czy IMKA, oraz znane nieco mniej, spoza głównego nurtu – choćby Teatr ZL z Tarnowskich Gór. Ze sztuką „2” wystąpili gospodarze; liczba widzów, chcących zobaczyć przedstawienie miejscowego teatru, wprawiła obserwatorów w niebywałe osłupienie.

Mimo ludycznego ukierunkowania repertuaru – tematyka spektakli była więcej niż urozmaicona. Wielbiciele klasycznych komedii pomyłek, pełnych lekkiego dowcipu i nieprzewidzianych zdarzeń, z pewnością znakomicie bawili się na „Pół żartem, pół sercem”  Teatru Ludowego z Krakowa. Najczęściej jednak śmiech szedł ramię w ramię z zupełnie poważnymi obserwacjami dotyczącymi rzeczywistości społecznej oraz kondycji egzystencjalnej człowieka.

Farsowy charakter miał zaprezentowany przez Teatr Polonia „Darkroom”, którego kanwę stanowiła historia groteskowej przyjaźni między beztroskim gejem a ortodoksyjnym zwolennikiem Radia Maryja i Ojca Dyrektora. W przedstawieniu poruszono wiele istotnych kwestii, podobnie jak w „Małżu”– z tą różnicą, że w spektaklu Teatru ZL na plan pierwszy wybijał się tragizm istnienia, a nie komizm. Podobny słodko-gorzki posmak pozostawił wspomniany już spektakl Korezu, gdzie kabaret przeplatał się z autentyczną tragedią, co musiało nieuchronnie wywołać wśród widzów kontrowersje.

Dwukrotnie na scenę wkroczyła historia pod rękę z konwencją rozrachunkową, tak bardzo popularną w dzisiejszych czasach. W tym klimacie było utrzymane przedstawienie Teatru Polskiej z Bielska-Białej „Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami” oraz „O północy przybyłem do Widawy, czyli opis obyczajów III” przywieziony przez Teatr IMKA. Każde na swój sposób wykorzystywało optykę historii, by powiedzieć coś nowego o nas samych.

Niezaprzeczalne triumfy święcił teatr nietypowy: interaktywny, pełen eksperymentów formalnych, przesuwający granice tak dobrze oswojonej sztuki. Taki nurt w ramach Letniego Ogrodu Teatralnego zainicjowała „Psychoterapia, czyli sex w życiu człowieka” w wykonaniu aktorów z Wrocławskiego Teatru Komedia oraz aktywnie uczestniczącej publiczności. Równie nietuzinkowo zaprezentowali się Katarzyna Michalska oraz Marcel Wiercichowski w „Audiencji III czyli raju Eskimosów”, którzy odegrali uroczą sztukę o kobiecie i mężczyźnie przy pomocy krótkich, dowcipnych scenek, inteligentnie zaaranżowanych i pełnych uroku. Podsumowanie zamyka „Leningrad” – wprawdzie wymieniam go na ostatnim miejscu, ale bynajmniej nie był ostatni, jeśli idzie o poziom artystyczny. Wręcz przeciwnie, aktorzy z wrocławskiego Teatru Piosenki urządzili na scenie niezapomniane, kontestacyjne widowisko przy dźwiękach utworów rosyjskiej grupy Leningrad.

Korez przygotował ofertę dramatyczną nie tylko dla widzów dorosłych. Zadbał także o potrzeby najmłodszych, zapraszając teatry dla dzieci. W każde niedzielne popołudnie mogły one podziwiać aktorów między innymi z Poznania, Łodzi, Białegostoku… Należy w tym miejscu wspomnieć o dwóch absolutnie wyjątkowych spektaklach, czyli o „Pipi” Divadlo PIKI ze Słowacji oraz o „Skarbie Babuchy Burczymuchy” wystawianym przez Śląski Teatr Lalki i Aktora Ateneum z siedzibą w Katowicach. Słowaccy lalkarze ostatnio odnoszą sukcesy w wielu krajach, potrafią oczarować i dzieci, i dorosłych, którzy przyznają im liczne nagrody. Natomiast katowicki teatr jest wciąż niedoceniany. I to zupełnie niesłusznie, gdyż przedstawienia przygotowywane przez Ateneum stoją na niezwykle wysokim poziomie: reżyserzy zaskakują niebanalnymi pomysłami, aktorzy – umiejętnościami wyczarowywania magicznej atmosfery w baśniowych światach, gdzie władzę sprawuje wyłącznie wyobraźnia.

Kto powiedział, że dzieci mają tylko biernie uczestniczyć w kulturze? W celu rozwinięcia i pogłębienia zainteresowań zaproponowano najmłodszym również możliwość uczestniczenia w warsztatach twórczych. Ewa Kokot przez całe wakacje prowadziła zajęcia poświęcone twórczości Michelangelo Caravaggia oraz Koji Kamoji. Wspólną pracę zwieńczyła wystawa prac zorganizowana w Centrum Kultury Katowice pod koniec sierpnia.

Wróćmy jednak do widzów dorosłych. Niedzielne wieczory zdominowali artyści związani z piosenką i/lub kabaretem. Wśród zaproszonych do współpracy wykonawców znaleźli się między innymi Mariusz Lubomski, Katarzyna Groniec, Zespół Reprezentacyjny, Renata Przemyk. Choć wszyscy mogli liczyć na niemałą publiczność, rekordy padły podczas koncertu Leszka Możdżera oraz Jaromira Nohavicy. Dyrektor Neinert, zapowiadając tych artystów tydzień wcześniej, niedwuznacznie dawał do zrozumienia, że w kolejce należy ustawić się co najmniej z jednodniowym wyprzedzeniem. Niewiele brakowało, by jego słowa nie były żartem, lecz zupełnie poważną sugestią.

Dla tych, którzy byli spragnieniu dowcipu i humoru w dawkach zagrażających zdrowiu, przewidziano występy artystów kabaretowych. W Podcieniach CKK wystąpili kolejno: Tomasz Jachimek, Kacper Ruciński, Svenson Band, Kabaret Hlynur, Stanisław Tym, Kabaret Długi, Czerwony Tulipan oraz Kabaret Hrabi. Znani i lubiani rozśmieszali katowicką publiczność, wydatnie przyczyniając się do polepszenia wakacyjnych nastrojów.

Ukoronowaniem nurtu kabaretowego w trakcie Letniego Ogrodu Teatralnego był niewątpliwie kabareton z okazji 20-lecia Teatru Korez o wdzięcznym tytule „Urodzinowe szaleństwo, Pieprzone pierożki”. Choć po prawdzie rocznica powstania katowickiej (aktualnie) sceny przypadła w maju, celowo przesunięto obchody jubileuszu na koniec festiwalu.

Trzeba przyznać, że w ostatni wieczór LOT-u nie zabrakło atrakcji. Korez sięgnął po jeden ze swoich szlagierów, za jaki należy uznać „Scenariusz dla 3 aktorów”. Jest to wybór tym bardziej znaczący, że sztuka Bogusława Schaeffera zainaugurowała oficjalną działalność teatru. Zresztą, w „Scenariuszu…” widać, o co tak naprawdę chodzi aktorom Korezu: o nieskrywaną radość grania, inteligentną rozrywkę, kontakt z publicznością, a przede wszystkim o przekazywanie pozytywnej energii. Podczas jubileuszu wyzwolili ją nie tylko Mirosław Neinert, Dariusz Stach oraz Bogdan Kalus, ale również pewne urocze, nagie panie i sympatyczni Murzyni…

Organizatorzy zadbali o należytą, urodzinową oprawę. Zjawili się przyjaciele oraz sympatycy teatru, galę uświetnili swoją obecnością między innymi Wiesław Kupczak, Dariusz Niebudek, Piotr Rybak i inni. Padło wiele miłych słów, odbyło się również uroczyste wręczenie orderów pieprzonych pierożków. A na końcu tort, serpentyny i ciepły powiew egzotyki w postaci krótkiego koncertu zespołu z Senegalu.

Korezowi ogrodnicy po pracowitym lecie odkładają do lamusa swoje narzędzia. I wraz z nadejściem września wracają do przytulnego teatru, by dalej odgrywać swoje słodko-gorzkie spektakle.

Monika Wycykał
Dziennik Teatralny Katowice
6 września 2010

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia