Walka z formą

Na spektakl “Amours et Delices” szwajcarskiej grupy Compagnie Drift wybrała się chyba połowa mieszkańców Bytomia. Wieść o tym, że XV edycję Festiwalu Sztuki Tanecznej postanowił odwiedzić jeden z najbardziej intrygujących teatrów tańca na świecie rozeszła się widocznie po okolicy dość szybko. W związku z tym, podczas występu Szwajcarów sala ŚST po prostu pękała w szwach.
Jednak spektakl nie porwał i nie powalił na kolana wszystkich. Bynajmniej. Byli nawet tacy (co prawda na szczęście nieliczni), którzy opuszczali salę w trakcie przedstawienia. Dlaczego tak? Ano pewnie dlatego, że “Amours et Delices” nie jest spektaklem, który z łatwością potrafi wkupić się w gusta każdego widza. Nie potrafi, bo jest prowokujący, bo zaskakuje, bo drażni i irytuje, bo onieśmiela, bo czasem znudzi a czasem zaskoczy i zachwyci. Przedstawienie w wykonaniu Compagnie Drift nie należy do tego typu pokazów, jakie przyzwyczailiśmy się oglądać podczas bytomskiego festiwalu, czyli do spektakli afabularnych, pozbawionych jednoznacznych historii (o interpretacjach nie wspominając – ich dowolność jest chyba wprost nieograniczona), bez rozbudowanej scenografii i specjalnych kostiumów, nie wspominając o aktorskiej grze. W przypadku szwajcarskiego spektaklu mamy do czynienia z przełamaniem takiej konwencji: wymyślnie (jak na teatr tańca) odziana czwórka tancerzy (dwie kobiety i dwóch mężczyzn) w oryginalnie rozplanowanej przestrzeni (spiętrzone czerwone bryłowate ściany) odgrywa za pomocą swoich ciał oraz min absurdalną i irracjonalną historię o miłości, życiu, śmierci, szczęściu, rodzinie itp. Warto zauważyć, że temat ów, pojemny jak wór bez dna, jest bardzo popularny wśród festiwalowych prezentacji. Dlaczego zatem prezentacja Compagnie Drift wzbudziła takie emocje? Zapewne dlatego, iż cechą konstytutywną spektaklu były m.in.: niekonwencjonalność ujęcia tak popularnej tematyki, oryginalność wykonania czy nietypowe układy ruchowe tancerzy. Całość, przesiąknięta do szpiku absurdem, polana została sosem groteski, kpiny i zabawy. Oś dramaturgiczna “Amours et Delices” przebiega pomiędzy czwórką bohaterów i ich zachowaniami, które ściśle powiązane są z naszym codzienną egzystencją. Mam tu na myśli całą gamę złożonych (i jak się okazuje – jakże absurdalnych) relacji i napięć na linii mężczyzna-kobieta, które artyści przekładają na ruch, taniec i pantomimę w iście mistrzowski sposób. Jednocześnie wynajdują w każdym swoim ruchu iskierkę ironii i dystansu do siebie i otaczającego świata pełnego konwenansów. Bo to właśnie owe konwenanse, wyćwiczone zachowania, schematyczność działań człowieka tkwiącego w kulturze, ta forma, w której tkwimy, ta maska, przyprawiana nieustannie każdemu z nas (przez nas samych) są przez Szwajcarów obśmiane i wyszydzone w sposób bardzo inteligentny i humorystyczny (choć z czasem zdarzają się, nieliczne co prawda, dłużyzny). Tej, jakże zajmującej warstwie treściowej spektaklu towarzyszy zgoła oryginalne i nietuzinkowe wykonanie. Odrealniona scenografia, przytłumione światło oraz niepokojąca muzyka wprowadzają niezwykle intrygujący i surrealistyczny klimat, jaki towarzyszy temu zdarzeniu do samego końca. Zaś taniec, jaki jest udziałem “Amours et Delices” trudno nazwać tańcem – to raczej zajmująca i fascynująca, choreograficznie perfekcyjna awangarda ruchu scenicznego, pantomimy i akrobatycznych kombinacji. Cieszmy się zatem, że to frapujące widowisko min, dziwacznych gestów, iście gombrowiczowskiej walki z formą mogło zagościć na bytomskim festiwalu. XV Międzynarodowa Konferencja Tańca i Festiwal Sztuki Tanecznej w Bytomiu.
Marta Odziomek
Dziennik Teatralny
7 lipca 2008

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia