Walka z kryzysem

"Zdobycie bieguna południowego" - reż: G. Kempinsky - Teatr Śląski Katowice

Każdy chce dokonać czegoś wielkiego, zostawić po sobie jakąś pamiątkę dla tych, którzy przyjdą po nas. Tyle, że nie zawsze są po temu możliwości. Świat twardo pieniądzem stoi i nic na to się nie poradzi. Cóż więc począć, jeżeli jesteśmy bezrobotnymi w małej niemieckiej mieścinie, pozostawieni sami sobie, bez perspektyw? Użyć swojej wyobraźni i wyruszyć na biegun południowy. Wysilając się jeszcze trochę, możemy umiejscowić go na strychu domu jednego z naszych przyjaciół. I życie nabiera sensu.

Uściślając lokalizację bieguna południowego trzeba wspomnieć, że rolę domu naszego przyjaciela pełni Mała Scena Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego. Tam też rozgrywa się historia pięciu przyjaciół – bezrobotnych, którym w życiu nie układa się najlepiej. Zniechęceni, bez pieniędzy, aby do reszty nie popaść w otępienie, poprzez rozmaite gry i rymowanki z czasów dzieciństwa choć na chwilę odrywają się od rzeczywistości. Slupianek (Dariusz Wiktorowicz), samozwańczy przywódca grupy, wytycza nowe cele i utrzymuje dyscyplinę wśród swych „podwładnych”. Co nie jest łatwe, zwłaszcza, gdy buntowniczy Buscher (Marek Rachoń) co krok wystawia na próbę jego opanowanie. Po nieudanej próbie samobójczej Seifferta (Grzegorz Przybył), aby podnieść przyjaciół na duchu, Slupianek rzuca im wyzwanie: mają wcielić się w postaci zdobywców bieguna południowego i krok po kroku podążać ich śladami.  

Komizm i tragizm miesza się w trakcie obserwowania zmagań tej grupy śmiałków z wyimaginowanymi śniegami i rozpadlinami Antarktydy, przerywanych radiowymi komunikatami pogodowymi o niespotykanej fali upałów. Widz śmieje się niejednokrotnie, choćby zadziwiony na ile sposobów można nie-założyć prawidłowo koszulki (tu ze złośliwością przedmiotów martwych mistrzowsko zmaga się Grzegorz Przybył). Mnóstwo jest scen w których pod humorem i groteskowością kryje się rozpacz. Bohaterowie grają nieustraszonych podróżników, ale zdarzają się im momenty zwątpienia. Do konfrontacji z rzeczywistością dochodzi zwłaszcza, gdy niespodziewanie pojawia się Beaukmannowa (Alina Chechelska). To ona, jako żona jednego z bohaterów, pełni tu funkcję rodzica, dorosłego, który burzy iluzję i upomina niesforne dzieci, ale i w niej widać zmęczenie i znudzenie szarą egzystencją. 

W fabule rzeczywistość przeplata się z imaginacją. Kostiumy i scenografia dopasowane są do realiów życia bohaterów. Ich sprzęt zgromadzony na „wyprawę” to kombinacja wszystkich im dostępnych materiałów. Śnieżne zaspy to foliowe reklamówki, rozwieszona na strychu bielizna tworzy arktyczny krajobraz. Widz też zostaje przez te zabiegi wciągnięty w grę wyobraźni. Aktorzy spisują się świetnie, budując świat rzeczywisty i ten wymarzony. Kreują postacie pełne znużenia, uciekające od tego, co boli. Piękna muzyka i subtelne oświetlenie budują nastrój, raz weselszy, raz smutny, refleksyjny. 

„Zdobycie bieguna południowego” bawi, ale jest to śmiech przez łzy. To sztuka mądra, dobrze zagrana, i jednocześnie bardzo gorzka w swej wymowie. Okazuje się, że biegun, to miejsce najbardziej na świecie puste i zimne. A znajduje się on nie na odległym południu, ale znacznie, znacznie bliżej – ukryty głęboko w sercu każdego z nas.

Agnieszka Burek
Dziennik Teatralny Katowice
30 października 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia