Wampir zabija nudą

"Dracula", Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Głównym problemem, jaki posiadam z tym spektaklem, jest niepewność, czy został stworzony na poważnie z rzeczywistymi artystycznymi ambicjami, czy to krytyczno-prześmiewcze dziełko, bojkotujące popkulturalne potraktowanie postaci Draculi. Niezależnie, którą linię interpretacyjną by tu przyjąć, spektakl Tyszkiewicza jest po prostu nieudany.

Drugą możliwość można w ogóle wziąć pod uwagę, bo trudno uwierzyć, że miałby to być na serio zrealizowany spektakl „jednego z najwybitniejszych reżyserów młodego pokolenia”, jak zachęca się nas w programie. Taki sposób realizacji byłby skądinąd ciekawy i niebanalny. Zaś od spektaklu Tyszkiewicza wieje nudą. Niemal połowa przedstawienia to odczytywanie listów czy pisanie dziennika z jego głośna recytacją, tworzące przegadaną i statyczną akcję. Klamra kompozycyjna, czyli głos z offu, wydobywający się z dwóch głośników, dobrze odzwierciedla istotę spektaklu. Mowa z jednego głośnika nie nakłada się równomiernie na głos z tego drugiego, tworząc w pewnym momencie niezrozumiałą kakofonię. Wydobycie z tego sensu spełznie na niczym, podobnie jak znalezienie logicznej linii interpretacyjnej. Nie wiadomo właściwie, czy zabieg ten to błąd techniczny, czy artystyczne zamierzenie reżysera.

Zamiarem reżysera było psychologiczne ujęcie bohatera, pokazanie rozterek i pragnień, cierpienia z powodu nieśmiertelności i żądzy miłości. Nie do końca wyszło to na scenie, gdzie mało demoniczny Dracula (Krzysztof Bauman) snuje opowieści, snując się po scenie. Ogromna przestrzeń sceniczna sprawia także trudności w zagospodarowaniu jej w odpowiedni sposób. Uwaga widzów skupia się w dwóch punktach - na niewielkim obszarze środka sceny oraz przy małym biurku, znajdującym się na jej skraju. Wolna przestrzeń sprawia wrażenie pustki, jednak nie sposób odmówić jej atmosfery. Jest to mocny punkt spektaklu - ów klimat oraz aura mroczności, demonizmu i grozy, które powinny towarzyszyć takim opowieściom. Pojedyncze sceny są wizualnie efektowne, podobnie jak scenografia, dla której jednak trudno znaleźć uzasadnienie (np. liczne i masywne ławy). 

Wiele w tym spektaklu niedostatków, zwłaszcza brak w nim żywej akcji, która powinna towarzyszyć panującej atmosferze. Trudno zarzucać coś aktorom, bowiem zarzut powinien tutaj w głównej mierze tyczyć się dramaturgii. Tyszkiewicz chciałby złapać zbyt wiele srok za ogon, próbuje imać się nawet intertekstualnych zabiegów, humor mieszać z grozą, efektowną scenografię ze sceniczną pustką (druga część spektaklu odbywa się bowiem bez dekoracji). Problem w tym, że wszystkie te elementy powinny być zaledwie dodatkiem czy próbą urozmaicenia inteligentnego i przemyślanego przedstawienia, zaś na scenie nie dość, że panuje chaos, to wieje straszliwą nudą.

Magdalena Urbańska
Dziennik Teatralny Kraków
17 marca 2009

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia