Wanda, co męża nie zdradziła

"Maskarada" - reż. Nikołaj Kolada - Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Choć w „Maskaradzie” Nikołaja Kolady nie ma słowa o wspomnianej Wandzie to jednak historia tej heroicznej bohaterki, może wnieść wiele podczas próby rozszyfrowania interpretacyjnych poczynań twórców i wniosków do jakich dochodzą w swoim spektaklu.

Przede wszystkim historia polskiej Wandy, co Niemca nie chciała, jest pierwszą historią o kobiecie, która wpłynęła na polityczne losy państwa. Nina (Agnieszka Judycka), bo do niej porównuję postać Wandy nie ma, co prawda, aż takiego wpływu na układ ekonomiczno-polityczny, choć z pewnością przyczynia się do zmian społecznych. Śmierć Niny (bohaterka na końcu spektaklu umiera – zostaje zatruta przez swojego męża) pokazuje raczej, co aktualnie stało się z historią naszej narodowej bohaterki; mianowicie obie panie zostały sprowadzone do mitu, gdzie zostaje złożona ofiara z kobiety po to, aby państwo (pewna zbiorowość) mogło pojąć i zrozumieć swoje błędy i uformować się na nowo. Tym ogólnym wstępem chciałam wytknąć błędy idei tego spektaklu, ukazując, że wychodzi on od już starego paradygmatu; paradygmatu, gdzie kultura ufundowana jest na ofierze z kobiety. Te założenia oczywiście wynikają z treści utworu Michaiła Lermontowa. Natomiast brak współczesnego komentarza, który powinien zostać nałożony przez twórców w scenicznej realizacji, sprawia, że utwór pozostaje w starym paradygmacie i nie wnosi niczego nowego w dyskusji o sytuacji kobiety w dzisiejszym świecie. Tworzy się kolejne zamknięte koło, a chyba nie to było celem twórców. Jedynym usprawiedliwieniem może być fakt, że autorzy w przedstawieniu usytuowali widza jako sędziego. To sprawia, że odbiorca sam może ocenić czy zgadza się z tym, co ogląda na scenie i czy jest to komentarz do jego rzeczywistości.

Poza tym spektakl pod kątem estetycznym jest ciekawą propozycją. Rozluźnienie obyczajowe postaci w sensie społecznym, też może wnieść nieśmiały głos w dyskusję.

Z pewnością trzeba docenić układy choreograficzne, za które odpowiedzialny był Maćko Prusak. Wielokrotnie wpędzone w ruch postaci z jednej strony wytwarzały poczucie, że oglądamy fantastyczne widowisko, a z drugiej strony pokazywały, że wiele sytuacji można opowiedzieć za pomocą ruchu, wprowadzając tym samym różne środki wyrazu.

Ciekawa jest też scenografia: pośrodku sceny znajdują się drzwi do wieczność lub nicości, po bokach obrotowe periakty z lustrami, pod sufitem żyrandol z czaszkami. Za element scenograficzny uznać możemy ponad dwudziestoosobową grupę ludzi, która w białych strojach, w różnych ustawieniach zagarnia przestrzeń sceniczną. Scenografia wytwarza całe widowisko i z pewnością zachęca widza do oglądania spektaklu. Miłe początki niwelują się w trakcie, całość zostaje rozciągnięta i element zaskoczenia zdarza się coraz rzadziej. Może wystarczy skondensować spektakl i z trzy i półgodzinnej nudy zmienić to w półtora godzinne miłe i pouczające doświadczenie.

Daria Kubisiak
Dziennik Teatralny Kraków
13 grudnia 2013

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia