Warto mieć marzenia

"Być jak Frank Sinatra" - reż. Witold Mazurkiewicz - Teatr Rampa w Warszawie

Na scenie kameralnej Teatru Rampa na warszawskim Targówku odbyła się premiera muzyczno-teatralnej opowieści pt."Być jak Frank Sinatra", w reżyserii Witolda Mazurkiewicza.

Reżyser przedstawienia już od dawna nosił się z myślą, żeby swoją osobistą fascynację Sinatrą przenieść na scenę teatru. Na drodze do realizacji tego przedsięwzięcia postawił sobie jednak dwa podstawowe warunki. Pierwszy to przekład piosenek wykonywanych w spektaklu dokonany przez Wojciecha Młynarskiego i drugi - warstwa muzyczna - zespół profesjonalnych instrumentalistów z Włodzimierzem Nahornym na czele.

Główny bohater, w którego wciela się Jarosław Tomica, to nie Frank Sinatra, lecz człowiek z nim się utożsamiający, cierpiący na schizofrenię, który znalazł się na życiowym zakręcie. Poprzez te wyimaginowane ucieczki w gwiazdorskie życie, nie tyle szuka on rozwiązania swoich problemów, ile stara się zmienić przytłaczającą go rzeczywistość - porzucenie przez małżonkę czy kłopoty z prawem, będące wynikiem oskarżenia o molestowanie przez przypadkowo spotkaną kobietę.

Jako Frank Sinatra jest bożyszczem tłumów, popijającym whisky spełnionym zalotnikiem, człowiekiem bez kompleksów i wad. Będąc Wiesławem Zielińskim jest chylącą się ku upadkowi wątłą osobowością.

Najważniejszym elementem przedstawienia pozostaje jednak oprawa muzyczna do przetłumaczonych przez Wojciecha Młynarskiego, bez uszczerbku dla formy oryginalnego wykonania, tekstów.

Trzynaście sztandarowych utworów (m.in. "My Way", "Something Stupid", "My Funny Valentine" czy "The Girl from Ipanema"), wykonanych przez aktorów (Brygida Turowska, Jarosław Tomica, Michał Zgiet) jest zaprezentowana na bardzo ciekawym interpretacyjnie i aktorskim poziomie.

Chciałbym podkreślić, że niewątpliwym atutem tego widowiska jest muzyka wykonywana na żywo, która jak się okazuje jest także elementem dźwiękowym samej gry aktorów.

W całym dramatyzmie postaci Zielińskiego, wysoce komediowego akcentu nadają spektaklowi postacie grane przez Michała Zgieta, zwłaszcza rola Ojca Chrzestnego, gdzie aktor łudząco przypomina samego Marlona Brando. 

Przedstawienie niesie ze sobą pewne przesłanie, że warto mieć marzenia i pragnienia, ponieważ mogą one kreować i zmieniać rzeczywistość.

"Być jak Frank Sinatra" to sentymentalna podróż, skłaniająca widza do odpowiedzi na pytanie - czy warto jest żyć po swojemu?.

Michał Janusz
Teatr dla Was
9 stycznia 2012

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...