Wartość dodana

rozmowa z Krzysztofem Bielińskim, Piotrem Paczuskim i Bartłomiejem Sową

Dobra fotografia może istnieć w oderwaniu od spektaklu, może być pokazywana w galeriach obok dzieł twórców multimedialnych. Zdjęcie nie może być tylko dokumentem, musi w nim być wartość dodana, która powoduje, że rozmawiamy o sztuce

Z Krzysztofem Bielińskim, Piotrem Paczuskim i Bartłomiejem Sową o fotografowaniu teatru rozmawia Bartłomiej Miernik.

BARTŁOMIEJ MIERNIK Porozmawiajmy o początkach Waszego fotografowania w teatrze. Co Was skłoniło, by w tej zamkniętej, często zbyt ciemnej przestrzeni zacząć robić zdjęcia?

KRZYSZTOF BIELIŃSKI Przyszedłem do Krystiana Lupy z pytaniem, czy mógłbym być aktorem w jego teatrze. Po pobycie na próbach spektaklu "Niedokończony utwór na aktora" doszedłem do wniosku, że jednak aktorstwo nie jest tym, co mnie pociąga najbardziej, że ważniejsze jest doświadczenie, którego jestem bliżej, będąc z boku. W międzyczasie zacząłem fotografować próby innych przedstawień Lupy. Kiedy pokazałem Krystianowi zdjęcia, stwierdził, że właśnie tak powinno się robić zdjęcia w teatrze. Wtedy dałem sobie rok, żeby zobaczyć, czy taki scenariusz mi odpowiada. Po roku okazało się, że pracowałem z większością reżyserów, których spektakle mnie poruszały. Wcześniej oczywiście fotografowałem zawodowo: branża reklamowa, reportaże, trochę fotografii artystycznej.

BARTŁOMIEJ SOWA Któregoś dnia zadzwonił do mnie Mariusz Stachowiak, który organizował w Wałbrzychu Ogólnopolskie Forum Fotografii Teatralnej. Zaprosił trójkę młodych adeptów i chciał, byśmy fotografowali "Czyż nie dobija się koni" Mai Kleczewskiej. Potem z naszych zdjęć organizatorzy zrobili wystawę w zabytkowej kopalni. Komuś się moje zdjęcia spodobały i od tego czasu zacząłem dostawać zaproszenia do fotografowania spektakli w Wałbrzychu. Maja zaproponowała mi robienie zdjęć do jej premiery "Snu nocy letniej" w Starym Teatrze w Krakowie. Potem padła propozycja ze strony Jana Klaty, i tak moja działalność w teatrze nabrała tempa.

PIOTR PACZUSKI Czas temu, szukając swojego miejsca w fotografii, biegając "pomiędzy koncertami muzycznymi a pokazami mody", przez przypadek znalazłem się na próbie w teatrze-i stało się. Odkryłem przestrzeń, która stała się moim światem. Fotograficznym światem. Miejsce połączenia materii ludzkiego ciała z krainą wyobraźni. Świat magiczny, gdzie ruch i mowa ludzkiego ciała budowały siłę obrazu fotograficznego. I wtedy rozpocząłem wydeptywać ścieżki do różnych teatrów, reżyserów, dyrektorów.

MIERNIK Jak wygląda Wasza współpraca z reżyserami teatralnymi? Macie tego jednego, z którym najbardziej lubicie pracować?

SOWA W teatrze częściej dyskutuję o zdjęciach nie z reżyserem, a z dyrektorem artystycznym. Niektórzy reżyserzy oglądają zdjęcia dopiero po jakimś czasie. Ale zdarza się inaczej, jak na przykład podczas wieczornej próby generalnej "Płatonowa" Mai Kleczewskiej. Było omówienie aktorskie, reżyserka dyskutowała z ekipą o detalach technicznych, robili poprawki - pomyślałem, że jestem po pracy, więc pojechałem do domu. W środku nocy dostaję telefon: gdzie jesteś, pokazuj zdjęcia! Próbowałem się wymigać, mówiąc, że większość jest do skasowania, a mimo to Kleczewska chciała wszystko zobaczyć. Była ciekawa, jak patrzę na jej przedstawienie.

BIELIŃSKI Staram się fotografować teatr, który wydaje mi się istotny. Ważne jest dla mnie zaufanie reżysera do fotografa, stąd raczej nie współpracuję z ludźmi, którzy chcieliby mi coś zasugerować czy narzucić. Każdy spektakl ma swój cykl życia, po nim zostają głównie fotografie. Reżyserzy wybierają konkretnych fotografów i ich sposób widzenia, bo te zdjęcia po latach będą pokazywać spektakl. Ważne jest więc, by taka fotografia miała...

MIERNIK ...kondensację sensów, znaczeń zawartych w konkretnej scenie?

BIELIŃSKI Intensywność, ekstrakt emocjonalny konkretnej sceny. Temperaturę, nasycenie, gęstość... Zdjęcie powinno być estetycznie bliskie spektaklowi. Inna sprawa, że fotografia jest też rodzajem interpretacji, wizji fotografa.

MIERNIK Z jakimi osobami współpracujecie najściślej? Czy to jest reżyser, reżyser światła, czy może scenograf? A może na próbach pracujecie sami?

BIELIŃSKI Fotografuję spektakle osób, których twórczość mnie pociąga. Najczęściej jest to reżyser, ale też nierzadko są to osoby odpowiedzialne za estetyczną stronę spektaklu. Lubię na przykład fotografować spektakle, przy których pracuje Wojtek Puś - genialny reżyser światła i twórca wideo. Uwielbiam rozmawiać z Borisem Kudlicką - autorem fantastycznych scenografii. Nie spotykam się z sytuacjami, kiedy ktoś mi daje zamówienie na konkretne fotografie. Reżyser zapraszając mnie do współpracy, wie przecież, czego się spodziewać.

SOWA Wbrew pozorom nie mam wyjątkowo miłych wspomnień z pracy w teatrze. Zazwyczaj gdy tam trafiam, jest to czas tuż przed premierą. Atmosfera robi się wtedy bardzo gorąca i często staję się świadkiem całego spektrum ludzkich emocji. W pracy mam nawyk bycia niewidzialnym podczas prób. Im mniej jestem zauważalny - tym lepiej, moja praca jest wtedy bardziej intymna. Nie zdarza się też, by ktoś wydawał mi polecenia.

PACZUSKI Fotografia teatralna to nie tylko relacja jednokierunkowa ja - obraz, lecz także współpraca w systemie społecznym, gdzie każdy element ma swoje zadanie. Celem tego systemu powinna być komunikacja uwzględniająca priorytety każdego elementu systemu, dla dobra ostatecznego rezultatu. Moim zdaniem przedstawianie sztuki obrazem powinno opierać się na wspólnym działaniu fotografa, aktora i reżysera. Chociaż w pracy zazwyczaj staram się nie przeszkadzać. Bycie "niewidocznym" pozwala mi na "bliskość" z aktorem.

MIERNIK Czasem taka "czapka niewidka" nie pomaga i dochodzi do incydentów. Podczas Warszawskich Spotkań Teatralnych miałeś incydent z jednym z młodych reżyserów.

PACZUSKI To prawda. Nakreśliłem mu plan pracy, który przyjął bez komentarza. W trakcie próby pojawiły się problemy natury technicznej, próbę przerwano. Narastało napięcie, reżyser się spinał. Zapalono światła. Dostrzegł mnie na końcu sceny, bez słowa przerwał mi pracę i wyprosił. Zdarzenie mało miłe, bardzo deprymujące. Najłatwiej jest wyładować swoje emocje na kimś z zewnątrz. Niektórzy polscy reżyserzy mają dziwne przeświadczenie, że mogą reżyserować wszystko i wszystkich. Odmienne doświadczenie miałem podczas ostatniej edycji festiwalu Malta w Poznaniu. Fotografowałem próbę i spektakl "La menzogna" w reżyserii Pippa Delbona. Wcześniej odbyłem krótką i rzeczową rozmowę z reżyserem, co można fotografować, a czego nie. Podczas próby fotografom pozwolono na pełną swobodę, natomiast podczas spektaklu reżyser wyraził prośbę o nie fotografowanie pewnych fragmentów przedstawienia. Wszystko zostało jasno określone.

MIERNIK Zdarza się, że reżyserzy mówią wam, że możecie robić zdjęcia tylko z jednego miejsca na widowni?

PACZUSKI Tak zwykle zdarza się podczas spektakli, ale nie jest to próbą ingerencji w formę zdjęć. Po pierwsze - nie przeszkadzać. To oczywiste i zrozumiałe. Czasem jednak, jak wspomniałem, reżyser wskazuje, co jest pożądane, a czego chciałby uniknąć. W przedstawieniu Delbona było sporo spazmatycznej nagości, obrazów bardzo intymnych. Nie wszyscy fotografowie rozumieją, by zdjęciem nie czynić krzywdy, stąd uzasadnione działania reżysera.

SOWA Pamiętam jedną z edycji festiwalu Dialog we Wrocławiu sprzed kilku lat, gdy jakaś brazylijska grupa pokazała spektakl, w którym pary uprawiały seks na żywo. Wyłączyłem wówczas aparat, bo nie rozumiem, po co miałbym im robić zdjęcia. Jeśli w przedstawieniu jest bardzo drastyczna bądź bardzo intymna scena, to zdaję sobie sprawę z tego, że to przecież zawsze gra człowiek. Aktor, ale człowiek. I doskonale wiem, że potem tej foty nie będę chciał pokazywać. Pewne sytuacje - sceny powinno się odbierać tylko w spektaklu, nie wszystko musi być sfotografowane.

MIERNIK Zdjęć z "Płatonowa" Mai Kleczewskiej też nie chciałeś przekazać w komplecie. Co Cię powstrzymało? Słuchasz jednak próśb reżyserki?

SOWA To nie była "prośba reżyserki" (dłuższe milczenie). Aktor gra scenę nago. Widzowie płacą za bilet, oglądają go, ja to utrwalam. Moje zdjęcia można później powielać, publikować, ale to ja ponoszę za nie odpowiedzialność. Zdjęcie jest w moich rękach, mogę się nim posłużyć przeciwko aktorowi. A ja staram się nie robić ludziom krzywdy za pomocą zdjęć, unikam tego jak ognia. Jeśli reżyser poprosiłby mnie, bym nie fotografował fragmentu przedstawienia, to podobnie jak Piotr podporządkowałbym się.

BIELIŃSKI Susan Sontag pisała w swoich esejach o fotografii, że w tym gatunku sztuki jest pewien rodzaj agresji. Aparat to broń, zastępuje karabin. W fotografii bardzo łatwo przekroczyć granice. Myślę, że każdy z nas - fotografujących teatr - ma wyczucie, co powinniśmy fotografować, a czego nie. Mamy szacunek do ludzi i ich pracy. W intymnej pracy w teatrze jest to szczególnie ważne. W Teatrze Pieśń Kozła we Wrocławiu zdobyłem zaufanie dzięki temu, że starałem się nie naruszać intymności spektaklu, kruchych stanów emocjonalnych. Po spektaklu "Lacrimosa" podczas oklasków Anna Zubrzycka skierowała brawa również w moją stronę. To był cudowny gest. Lubię pracować z osobami, które potrafią dostrzec drugiego człowieka.

MIERNIK Wydaje mi się, że robicie diametralnie różne zdjęcia. Na co zwracacie uwagę podczas pracy? Na to, by zdjęcie miało jak największą kondensację sensów danej sceny, czy może skupiacie się na aktorze, na geście i fotografujecie ruch sceniczny na długich czasach? Interesują Was szerokie plany czy zbliżenia? Jak sami określilibyście swoją fotografię?

BIELIŃSKI Obłęd, cisza, pustka - to interesuje mnie najbardziej. Stany ekstremalne, ale nie sama eksplozja, raczej stan na chwilę przed lub chwilę po wybuchu. Ciekawią mnie postaci zagłębione w swoim własnym świecie, będące w stanie wytrącenia, na krawędzi, czy w nieumiejętności bycia z drugim człowiekiem - to wszystko chyba charakteryzuje moją fotografię. Kiedyś mi powiedziano, że przemycam w zdjęciach własną osobowość i w efekcie fotografuję siebie. Fotograf musi wejść głęboko w zastaną przestrzeń, zawłaszczyć ją, poczuć ją jako własną wizję. Od strony estetycznej lubię sprowadzać scenę do dwuwymiaru, jak w malarstwie...

MIERNIK Patrzę na Twoje zdjęcia jak na obrazy.

BIELIŃSKI Szukam w kadrze plam, linii, układów geometrycznych, postaci na moich zdjęciach są rozrzucone po scenie w nieumiejętności bycia ze sobą.

PACZUSKI Moje zdjęcia buduję na bazie opowiadania, reportażu. Próbuję uchwycić wszystkie elementy spektaklu i odnaleźć zależności miedzy nimi, zastanowić się nad ich znaczeniem, połączyć je lub rozdzielić. Staram się podążać linią emocji. Lubię poszukiwać zdjęcia przez pryzmat jakiegoś elementu. Poprzez budowę kadru, skosu, cięć, zabawę kolorem i tonalnością poszukuję odrobiny "malarskości". To taka osobista próba ucieczki od rzeczywistości. Fotografia to nie tylko ustawienie pionowego bądź horyzontalnego kadru.

SOWA Twórcy czasem mówią, bym przyjechał, zobaczył próbę, a fotografował dopiero następnego dnia. Unikam tego. Staram się przychodzić z czystą głową, nie znając tego, co zastanę. Gdybym wcześniej poznał konstrukcję przedstawienia, mógłbym się przygotować, a często jest tak, że najlepsze są zdjęcia robione od razu, bez przygotowania, intuicyjne. Fotografując spektakl drugi, trzeci raz, robię te same zdjęcia. Pragnę od tego uciec, bo już mam dany kadr, nie chcę kolejnego identycznego, ale zawsze wychodzi tak samo. Od jakiegoś czasu usiłuję robić "nieładne zdjęcia" i odestetyzować swoje fotografie, ale ciężko mi to idzie. Mam głęboko zakorzeniony sznyt kadru informacyjnego. Ludzie starają się mnie komplementować: ach, widziałem, jakie świetne zdjęcia zrobiłeś, to chyba ciężka praca jest. A przecież to nic trudnego: na scenie są aktorzy, naprzeciwko widownia. Celuje się obiektywem w kierunku aktorów i scenografii, czyli tam gdzie jest skierowany snop światła. Nie jest to więc takie trudne zajęcie (śmiech). Nasza praca nie polega na poszukiwaniu tematu głęboko w zakątkach Indii, czy szukaniu relacji społecznych polskiej wsi.

MIERNIK Czym zatem są zdjęcia teatralne? Siedemnaście lat temu Wojciech Plewiński w rozmowie na łamach naszego pisma dokonał podziału na fotografię opisującą i fotografię rejestrującą przedstawienie. Jeśli dobrze rozumiem, opisanie przedstawienia polega na próbie uchwycenia sensów, a rejestracja to dokumentacja do archiwum.

PACZUSKI Zgadzam się z takim podziałem. Zauważam, choćby na próbach w Operze Narodowej, takich rejestrujących fotografów. Stawiają aparat na statywie i robią zdjęcia z pilota, filmując obraz.

SOWA Wydaje mi się, że fotografia teatralna powinna wreszcie uwolnić się od przymusu archiwizowania. Fotograf, który stawia aparat na statywie, powinien go wymienić na kamerę wideo. Wówczas stworzy kompetentną dokumentację przedstawienia. Jeśli student za sto lat będzie chciał napisać książkę na temat tego spektaklu, to sięgnie do archiwum nagrań. Będzie wszystko: od kurtyny po oklaski.

MIERNIK Ogromna część zdjęć, które dostaję z polskich teatrów, jest próbą rejestracji spektaklu. Otrzymuję ich trzydzieści i widzę, jak wyglądało przedstawienie.

SOWA Postaci są rejestrowane od stóp do głowy?

MIERNIK Z reguły tak. Przychylam się zatem do opinii Plewińskiego, bo wciąż duża część zdjęć służy jedynie rejestracji spektaklu. Tylko garstka fotografów para się fotografią artystyczną.

BIELIŃSKI Dobra fotografia może istnieć w oderwaniu od spektaklu, może być pokazywana w galeriach obok dzieł twórców multimedialnych. Zdjęcie nie może być tylko dokumentem, musi w nim być wartość dodana, która powoduje, że rozmawiamy o sztuce.

SOWA Moim zdaniem tylko czasami fotografia potrafi oderwać się od spektaklu w sposób interesujący. Jak myślisz, co widz teatralny, czytelnik gazety, przechodzień na chodniku ogląda, jaką fotografię teatralną dostaje?

MIERNIK (milczenie)

SOWA Zaraz sobie narobię wrogów, jak zacznę więcej mówić na ten temat (śmiech). Kto filtruje to, co teatr pokazuje na zewnątrz: w prasie, w swoich gablotach, drukowanych reklamach na mieście. Kto o tym decyduje?

PACZUSKI Najczęściej dział literacki albo dyrektor artystyczny.

MIERNIK A kto powinien?

SOWA Nie wiem. Chyba nie ma w teatrach takiego działu, osoby, która specjalizuje się w fotografii.

BIELIŃSKI Wyboru zdjęć powinny dokonywać osoby, które dbają o estetyczną stronę spektaklu: reżyser, scenograf bądź reżyser światła.

PACZUSKI Dobrze by było, gdyby takie decyzje podejmował twórca spektaklu, osoba odpowiedzialna za jego estetykę...

BIELIŃSKI ...lub fotograf (śmiech).

MIERNIK A jak zmieniła się estetyka fotografii teatralnej? Przypominam sobie spotkanie sprzed kilku lat w Teatrze Polskim w Warszawie dotyczące fotografii teatralnej, w którym uczestniczyli między innymi Tomasz Tomaszewski i Wojciech Plewiński. Fotografowie opowiadali o tym, jak robiono zdjęcia w przeszłości. Plewiński wspominał, że aktorzy podczas prób zastygali w bezruchu, by on, trzymając lampę, mógł zrobić im zdjęcie. Aparat zamocowany był na statywie, ustawiony na długie czasy. To właśnie Plewiński był tym fotografem, który zaczął wchodzić na scenę, przebierał się w kostium i biegał z aparatem. W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych było ledwie trzech, czterech wybijających się fotografów, którzy nie zajmowali się dokumentacją teatralną: Plewiński, Edward Hartwig, Franciszek Myszkowski, Zygmunt Rytka. Istniała też cała masa fotografów rejestrujących spektakle. Pamiętacie te zdjęcia? Jak je dziś postrzegacie? Roland Barthes w "Świetle obrazu" pisał, jak ważny był kiedyś ten odgłos migawki. Czy fotografia cyfrowa zabiła sztukę? Jak bardzo przez te dziesięciolecia zmieniła się fotografia?

SOWA Nie zmieniła się. Otrzymałem niedawno zbiór rzadziej pojawiających się w druku zdjęć Plewińskiego w wersji cyfrowej. Byłem zaskoczony. Jemu zdarzały się niezwykle dynamiczne zdjęcia. Statyczna praca, o której wspomniałeś, to stereotyp. Owszem, można było w tamtych latach stawiać aparat na statywie, naświetlać długim czasem i prosić aktorów, by zamarli w geście, ale już wtedy sprzęt i umiejętności pozwalały łapać bardziej dynamicznie ujęcia. Przepaści, moim zdaniem, nie ma.

BIELIŃSKI Pojawił się kolor (śmiech).

SOWA To prawda (śmiech). Ale fotografia srebrowa, chemiczna, czarno-biała, jest doskonała i taka pozostanie. Fotografia cyfrowa może próbować jej dorównać, ale nigdy nie będzie posługiwała się obrazem w ten sam sposób. Są dwa rodzaje kolorowej fotografii: na slajdach, czyli diapozytywach, bądź na negatywach. Negatyw jest kiepskim, niedoskonałym nośnikiem koloru - wynika to z zastosowania specjalnej maski kolorystycznej. Fotografowanie w teatrze na slajdach to z kolei droga fotografia.

BIELIŃSKI Absolutnie nie uważam, by aparat cyfrowy był niedoskonałym nośnikiem. Przecież posiada inne cechy, które możemy wykorzystać w pracy: na przykład piksel, który może być walorem. Przy odpowiednim przekształceniu można go zamienić chociażby na rodzaj fali albo mandali. Można też robić zdjęcia aparatem małpką z fleszem, jak Terry Richardson. Często słyszymy na sali teatralnej pytanie od obsługi, która nie wie, że zajmujemy się fotografią zawodowo: "Ale robi Pan zdjęcia bez flesza?".

WSZYSCY (śmiech)

BIELIŃSKI Zdjęcia robione z fleszem też mogą mieć świetną jakość, choćby dzięki cieniom, czerwonym oczom. Nośnik dobieramy do tego, co chcemy osiągnąć. Kiedyś wykorzystałem w teatrze fotografię otworkową. Coś, co większości fotografów może wydać się idiotyzmem.

PACZUSKI Ja zastanawiam się, czy kiedyś nie wziąć na próbę polaroida. Miałbym od razu do pokazania obrazek dla reżysera.

BIELIŃSKI Proponuję, byśmy zaczęli robić zdjęcia skanerem albo ksero. Może być z początku trudno, ale efekt będzie piorunujący.

SOWA Pamiętam, jak fotografowałem spektakl Michała Zadary "Gog i Magog", grany w kawiarni teatralnej w Jeleniej Górze. Nie używano tam reflektorów teatralnych, światło było zatem bardzo kiepskie. Reżyser zgodził się, bym mógł posłużyć się lampą błyskową. Użyłem dwóch fleszy, które z reguły zakłada się na aparat, ale można je też położyć w różnych miejscach i wtedy jeden steruje drugim. Wyobraźcie sobie: czwórka aktorów, reżyser i...

BIELIŃSKI ...reżyser światła: Bartek Sowa (śmiech).

SOWA (śmiech) Na potrzeby chwili stworzyłem tam małe studio fotograficzne. Nawiązując do czarno-białej fotografii, to oczywiście chciałbym robić w teatrze takie zdjęcia. Trwa to jednak zdecydowanie dłużej. Fotografia cyfrowa zrobiła wielkie bum, ale jest to tak samo wymagająca fotografia, jak ta chemiczna.

MIERNIK Cyfra to chyba jednak pójście na łatwiznę? Bo niezależnie, jakie zdjęcie zrobisz, to i tak są programy do obróbki komputerowej. Dlatego zastanawiam się, na ile zdjęcia, które otrzymuję z teatrów, to są zdjęcia spektakli, a na ile jest to rzeczywistość sceniczna zaistniała dopiero na komputerze fotografa? Plewiński i Hartwig nie korzystali z Photoshopa.

SOWA Ale mieli ciemnie. Należę do pokolenia, które jeszcze siedziało w ciemniach...

BIELIŃSKI ...w których też były wielkie możliwości modyfikacji zdjęcia!

SOWA Dlatego wracam do mojego weta: nie, nie ma przepaści. Dwa lata, jak krety, siedzieliśmy z kolegami w ciemniach, wywoływaliśmy setki filmów. Sami mieszaliśmy wywoływacze w odpowiednich gramach, posiłkując się przepisami zaczerpniętymi z książek z lat sześćdziesiątych. To była nie tylko świetna szkoła, ale także zabawa: naświetlaliśmy film z różną czułością, wywoływaliśmy go tak, by na papierze osiągnąć odmienny efekt. Uwierz mi, wiele zdjęć teatralnych sprzed lat dopracowanych zostało właśnie w ciemni.

BIELIŃSKI Zwróćmy też uwagę na możliwość wielokrotnej ekspozycji.

SOWA Aparat cyfrowy nie daje takiej możliwości.

MIERNIK Co zrobić, by ludzie zajmujący się teatrem: widzowie, krytycy, ale i pracownicy teatrów, zaczęli wreszcie uważać fotografię teatralną za sztukę? Wciąż zbyt często spotykam się z opiniami, że Wasze fotografie są potrzebne, ale tylko do archiwum.

BIELIŃSKI Niestety, dopiero od niedawna fotografia teatralna zaczęła być postrzegana jako osobna dziedzina sztuki. Zaczynam dostrzegać spore zainteresowanie tym tematem. Niedawno ukazał się mój album z fotografiami z przedstawień Krystiana Lupy i niemal od razu zaczęły pojawiać się propozycje wywiadów, zaproszenia do programów telewizyjnych. Odnoszę wrażenie, że obecnie zachodzi coś podobnego, co jakiś czas temu działo się z muzyką w teatrze, albo z reżyserią światła. Ludzie zaczynają nabierać świadomości, jakie zdjęcia są dobre jakościowo, częściej oglądają albumy fotograficzne, bywają na wystawach. Być może dlatego, że fotografowanie stało się powszechne. Taka popularna rozrywka.

MIERNIK Bywają na wystawach fotografii, ale nie fotografii teatralnej.

BIELIŃSKI Może powinniśmy wysyłać do teatrów i czasopism inne zdjęcia? Takie, co do których mamy pewność, że nie zostaną zaakceptowane. Takie, na których nie ma dwóch aktorów: ten na pierwszym planie ostry, ten na drugim rozmyty. Ślijmy takie z nogami aktora w skarpetkach. Samymi nogami...

PACZUSKI Jeżeli pokazujemy w teatrze osobie odpowiedzialnej za wybór zdjęć takie właśnie fotografie, to z dużym prawdopodobieństwem zostaną one odrzucone.

BIELIŃSKI Ale jak dużo osób w Polsce zna się na fotografii? Jeździ na przykład na wystawy Wolfganga Tillmansa i wie w ogóle, kim on jest? Każda osoba wymieni kilku malarzy, natomiast czy potrafi wymienić znanych powszechnie fotografów? A tym bardziej fotografów teatralnych?

PACZUSKI Wydaje mi się, że proces zmiany świadomości powinien zacząć się od nas. To my powinniśmy dawać odbiorcy możliwość zainteresowania się naszymi pracami.

BIELIŃSKI Ale dyrektor teatru wybierze zazwyczaj te zdjęcia, które pokazują młodego, fantastycznego aktora. Zdarza się też, że reżyserzy, którzy chcieliby nas zatrudnić, zderzają się z instytucją teatru państwowego. Reżyser zaprasza...

MIERNIK ...a na pierwszej próbie okazuje się, że teatr ma już swojego fotografa.

SOWA Dobry teatr potrafi wypracować sobie formę komunikacji wizualnej za pomocą grafiki, plakatu, liternictwa, fotografii. Można do każdego kolejnego spektaklu zapraszać innego fotografa, albo wciąż tego samego. Pragnąłbym jednak, by odbywało się to świadomie. Ale często dyrektor w polskich teatrach pracuje dziesięć miesięcy, potem zastępuje go ktoś inny. Czuję się w tym chaosie jak jakiś nomada.

MIERNIK Jak wygląda rynek fotografii teatralnej? To pytanie bardziej od studentów, którzy dopiero zaczynają przygodę z fotografią. Rozmawialiśmy o Waszych początkach, ale czy rynek nie jest już wypełniony fotografami? Jak zacząć, jak dostać się na próbę do teatru?

PACZUSKI Pukając. Chodząc od drzwi do drzwi, od teatru do teatru. W fotografii teatralnej łatwy jest temat, ale sposób robienia zdjęć już nie.

SOWA Zadałeś pytanie, po którym jestem trochę rozdarty. Przecież też kiedyś uczyłem się robić zdjęcia i bardzo chciałem przekroczyć drzwi teatrów. Staram się zrozumieć obawy ludzi, którzy są dopiero na początku drogi, ale z drugiej strony ilość osób, którym obecnie wydaje się, że fotografują, jest nieproporcjonalna do ilości osób, którym kiedyś to się wydawało. Paręnaście lat temu było wiadomo, że nauka robienia zdjęć w teatrze była progiem, przez który młody fotograf przeszedł lub o który się potknął. To przecież nie to samo, co zrobienie zdjęcia na wakacjach w Egipcie. Fotografia zawodowa to przekładanie wiedzy teoretycznej na praktyczną, poznanie chemii, optyki i prawidłowej ekspozycji! Niech najpierw ci studenci, o których mówisz, zdobędą wiedzę na temat fotografowania, a dopiero potem niech domagają się wejścia na próby.

BIELIŃSKI My też kilka lat temu musieliśmy przełamywać monopol. Pięć lat temu w większości teatrów spotykałem się z nazwiskiem jednego fotografa. Na szczęście udało się to zmienić i dziś fotografuję w tych teatrach i u tych reżyserów, u których chciałem to robić. Skoro nam się udało, to jest to do zrobienia. Chociaż zdarzyło mi się usłyszeć w teatrze: "Skoro chce Pan u nas fotografować, to proszę w ciemnej uliczce podstawić nogę naszemu fotografowi".

SOWA Pamiętam, jak kiedyś Krzysztof Warlikowski robił próbę wznowieniową "Dybuka" we Wrocławiu. Pomyślałem: a może bym poszedł i zrobił zdjęcia? Wszedłem, zapytałem i zrobiłem. Warto próbować.

BIELIŃSKI Można zacząć od teatrów ulicznych. Pełnia lata, świetne światło...

Krzysztof Bieliński - fotograf, współpracuje m.in. z Krystianem Lupą, Mariuszem Trelińskim, Krzysztofem Warlikowskim, Agnieszką Olsten. Współautor albumu "Warlikowski - Teatr" (2006). W 2008 roku we współpracy z Biblioteką Narodową i miesięcznikiem "Teatr" wydał autorskie DVD "Teatr Krzysztofa Warlikowskiego. Fotografie Krzysztofa Bielińskiego z muzyką Pawła Mykietyna". Autor albumu "Lupa/Teatr" (2009). Od 2008 roku jest fotografem Teatru Wielkiego - Opery Narodowej.

Piotr Paczuski - fotograf związany z miesięcznikiem "Teatr", robił zdjęcia między innymi podczas dwóch edycji Warszawskich Spotkań Teatralnych, dwóch edycji festiwalu Malta w Poznaniu, spektakli Teatru Wierszalin w Supraślu.

Bartłomiej Sowa - fotograf, współpracuje z Mają Kleczewską, czasem z Janem Klatą, stale z Wrocławskim Teatrem Współczesnym, niegdyś z Teatrem im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze. Fotografował również dla scen narodowych w Warszawie i w Krakowie.

Bartłomiej Miernik
Teatr 11/09
24 listopada 2009

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia