Ważny temat w formie uproszczonej docudramy

"Projekt Laramie" - reż. Michał Gieleta - Teatr Dramatyczny w Warszawie

O "Pojekcie Laramie" przed premierą Teatru Dramatycznego w Warszawie szła fama jednej z najważniejszych sztuk teatralnych przełomu XX i XXI wieku. Po obejrzeniu spektaklu wyreżyserowanego przez Michała Gieletę należy niestety tę opinię zweryfikować: sztuka porusza ważny temat, ale robi to w formie uproszczonej docudramy.

"Projekt Laramie" opowiada prawdziwą historię okrutnego zabójstwa młodego geja, dokonanej w 1998 roku przez dwóch mieszkańców prowincjonalnego miasteczka w stanie Wyoming. Zbrodnia odbiła się szerokim echem, sprowokowała społeczną dyskusję, która doprowadziła do zmiany w amerykańskim prawie, wprowadzającej do kodeksu również przestępstwa na tle nienawiści z powodu orientacji seksualnej. Swój udział w nagłośnieniu sprawy miał Moises Kaufman, dramatopisarz i reżyser, który wraz z aktorami współtworzonej przez niego grupy Tectonic Theater Project, zjawił się w Laramie, by na miejscu dokonać wiwisekcji tego, co się tam wydarzyło. Liczne wywiady przeprowadzone z mieszkańcami pozwoliły stworzyć scenariusz sztuki, która spotkała się z dużym zainteresowaniem.

Spektakl, zrealizowany przez Michała Gieletę, eksponuje umowną konwencję tekstu Kaufmana. Ósemka aktorów odgrywa na pustej scenie sytuacje kolejnych wywiadów czy spotkań z osobami, które miały cokolwiek do powiedzenia na temat tragedii. Z wypowiedzi powinien się wyłonić obraz rzeczywistości społecznej, na którego tle dokonała się zbrodnia. Być może komiksowy sposób prezentacji tych głosów sprawił, że powstało wrażenie operowania stereotypami postaw i racji. Oto przeciwnicy gejów posługują się wyświechtaną frazą: nic do nich nie mamy, byle się nie obnosili ze swoją odmiennością. Jednocześnie "Projekt Laramie" przenika duch iście amerykańskiego przesłania: zrozumienie winy, przepracowanie traumy zbrodni może dokonać cudu społecznej przemiany.

Ciekawe jest natomiast, że w sztuce Kaufmana właściwie nie ma autorefleksji samych aktorów, czym dla nich było doświadczenie pracy w Laramie. Cytowane wpisy z ich dzienników ograniczają się do suchego relacjonowania zdarzeń. A przecież to przez nich cała historia jest opowiedziana. Ich do niej stosunek mógłby być elementem wzbogacającym przekaz o tym, co się stało i z czym się spotkali w Laramie.

Oczywiście przedstawienie Gielety ma nade wszystko szlachetne intencje przestrogi wobec szerzącej się także u nas homofobii, która - co gorsza - zyskała obecnie przyzwolenie ze strony władzy i Kościoła. Przedstawicieli kleru, którzy walczą z zarazą LGBT, powinien zaciekawić fakt, że w Laramie najbardziej szlachetną postawę wśród duchownych różnych kościołów zajął ksiądz katolicki. Może dlatego, że należał do mniejszości religijnej.

Ponieważ "Projekt Laramie" będzie prezentowany także poza macierzystą Sceną na Woli (koproducentem jest Fundacja Edukacji Teatralnej i Artystycznej, kierowana przez aktorkę Beatę Kawkę, również występującą w spektaklu), może uruchomi dyskusję, którą amerykańskie społeczeństwo już odbyło. Reżyser w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" stwierdził, że warto było zrobić "Projekt Laramie" choćby dla jednej osoby, która czuje się zaszczuta i upokorzona. Niechby przedstawienie miało taką siłę moralnego wsparcia, nie straciłoby jej jednak, gdyby było artystycznie mocniejsze.

Wojciech Majcherek
Onet Kultura
23 września 2019
Portrety
Michael Gieleta

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia