Według Agaty

"Według Agafii" - reż. Agata Duda-Gracz - Teatr Jaracza w Łodzi

Dokonuje manipulacji na tekstach najwybitniejszych dramatopisarzy, jest odważna i bezkompromisowa. Z pomocą niezwykle bogatej plastycznej wyobraźni każdym spektaklem wprowadza widzów w osłupienie oraz - co najciekawsze - opowiada własne historie, traktując tekst dramatu jedynie jako część składową przedstawienia. Tym razem wzięła na warsztat "Ożenek" Gogola. Po raz kolejny mieliśmy okazję zobaczyć, jak wygląda świat według Agaty Dudy-Gracz.

„Ożenek” Gogola? Przecież to nuda! Agafia Tichonowna, panna na wydaniu, przebiera w kawalerach, bo przecież nie może zostać starą panną. A tu jeden gorszy od drugiego, galeria osobników wybrakowanych. Pierwszy stary i niezbyt atrakcyjny, drugi ma skłonności mitomańskie, trzeci jakiś taki…. A młoda dziewczyna ma obowiązek wyjść za mąż. Ale właściwie dlaczego musi to zrobić? Kto dziś ma takie problemy? Jak w tym wszystkim odnaleźć siebie, odnieść to do naszych dylematów, do tego, co widzimy wokół? Jak można identyfikować się z bohaterką dramatu Gogola? Okazuje się, że można. Natura ludzka odporna jest na historyczne i obyczajowe przemiany. A samotność to zmora mieszkańców zachodniego świata, obywateli tzw. krajów wysokorozwiniętych. To najgorsze, co może nas spotkać.

Od pierwszych chwil spektaklu nasz zmysł wzroku zostaje zaatakowany przez wizualne efekty, które pomagają w charakterystyce postaci, wprowadzają do spektaklu dynamikę i stanowią jedną z najmocniejszych stron przedstawienia. Na scenę wjeżdżają 4 gigantyczne sześciany, będące pomieszczeniami, w których żyją kandydaci do ręki Agafii. Tyle, że w każdym z wnętrz podłoga usytuowana jest na innej ścianie, w konsekwencji czego gruby Anuczkin (Robert Latusek) zwisa z sufitu (który jest jego podłogą), maniakalny onanista Jajecznica (Tomasz Schuchardt) siedzi na ścianie (zastajemy go podczas czynności dość intymnej, siedzącego na ubikacji), natomiast leżącego w łóżku Podkolesina (Sambor Czarnota) obserwujemy z lotu ptaka, kiedy rozmyśla odpoczywając w swoim małym, zapyziałym, ale jakże swojskim pokoiku. A to dopiero początek szaleństw atakujących nasze zmysły. Strój przyjaciela Agafii, entuzjastycznie podchodzącego do życia geja Poradnicy (Marek Kałużyński), składa się ze zdjęć modelek, jakie możemy oglądać w kolorowych magazynach, a czerwone buty Agafii (Milena Lisiecka) oraz jej słodki jednorożec, z którym rzadko się rozstaje (na kucyka Pony chyba już za późno), przyprawiają o zawrót głowy. Zabawa kiczem, gra z przyzwyczajeniami estetycznymi widza, balansowanie na granicy dobrego smaku - a wszystko to, żeby zadziwić, ogłuszyć, wprawić w osłupienie.

Oczywiście w stosunku do tekstu Gogola wiele tu zmian - Jajecznica to maniakalny onanista, co rusz cytujący sentencje o szkodliwości samogwałtu (zaczerpnięte zresztą z poradników dla panów z okresu międzywojnia), Anuczkin zostaje zastrzelony z karabinu maszynowego przez Żewakina (Mariusz Witkowski), któremu na niczym już nie zależy, gdyż jest śmiertelnie chory, Agafia natomiast na zabój zakochuje się w przebiegłym manipulatorze Koczkariowie (Michał Staszczak) - scena, w której tańczą do piosenki „Miłość złe humory ma” znanej z wykonania Bohdana Łazuki, czy moment, w którym Koczkariow ofiarowuje kobiecie bukiet nenufarów (oczywiście w tle słyszymy „Walc Barbary” z „Nocy i dni” Jerzego Antczaka) to rozmarzone wizje starej panny - w istocie gorzkie, jednak przedstawione z humorem, jakiego nie powstydziłby się sam Gogol. Specyficzne poczucie humoru jest bowiem - obok warstwy wizualnej - jednym z najbardziej wartościowych elementów przedstawienia.

Jednak zatopiona w błyszczących, jaskrawych kolorach, atakująca feerią barw rzeczywistość nie jest wcale taka wesoła. Nadchodzi moment, w którym trzeba zmusić dwoje ludzi do małżeństwa, na siłę wtłoczyć ich w społeczne ramy, zapędzić w kozi róg, z którego nie będzie ucieczki. Muszą być nieszczęśliwi - jak my wszyscy. Niech cierpią, męczą się ze sobą, narzekają. Skoro nam jest źle, oni też muszą odczuć, jaki podły potrafi być świat - Poradnica i Koczkariow (któremu czkawką odbijają się słowa wiecznie narzekającej żony), zrobią wszystko, by unieszczęśliwić swoich przyjaciół. Wszak przyjaźń to współodczuwanie, a co mogą wiedzieć o cierpieniu ci, którym nie było dane zatopić się w wątpliwych rozkoszach małżeńskiego życia? Tak być nie może. Bierzemy się do roboty. Niech przed ołtarzem zapadnie wyrok, bez znieczulenia, bez możliwości apelacji.

Choć w przedstawieniu poprzestawiane zostały akcenty, pozmieniane relacje pomiędzy niektórymi postaciami, Agata Duda-Gracz pozostała wierna Gogolowi. Nie pozwoliła jego tekstowi utonąć w pustym śmiechu, rozmyć się w komediowej konwencji. Ostatnie sceny spektaklu porażają. Gorzka puenta nie pozwala zapomnieć o bezinteresownej zawiści, ubranej w szatę dobroczynności. W głowie pozostanie nam obraz obżerającego się ponad miarę Podkolesina, który w swoich codziennych, małych przyjemnościach odnajduje sens życia. To właśnie on przeżywa olśnienie, utwierdzające go w niepodważalnym przeświadczeniu o wyższości życia wypełnionego niezobowiązującym „chcę” nad bezkompromisowym „muszę”. Do niego jednego z pełną mocą dociera „jacy głupi są ludzie”.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
14 grudnia 2009
Portrety
Agata Duda-Gracz

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia