Wędrówka śladami Wyspiańskiego

"Wędrowanie" - cz. I, cz. II, cz. III - reż. Krzysztof Jasiński - Krakowski Teatr Scena STU

"Wędrowanie wg Stanisława Wyspiańskiego. Wesele. Wyzwolenie. Akropolis" w reż. Krzysztofa Jasińskiego z Krakowskiego Teatru Scena STU, gościnnie w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim.

Krakowski Teatr Scena STU jest fenomenem w polskim teatrze. Od blisko 49 lat prowadzony jest przez jego założyciela, dyrektora i głównego reżysera, Krzysztofa Jasińskiego, z którym z teatru niezależnego i alternatywnego przeobraził się w scenę instytucjonalną. Z kolei spektakl prezentowany w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim spina klamrą trzy słynne sztuki Stanisława Wyspiańskiego - "Wesele", "Wyzwolenie" i "Akropolis" i pozwala określić w jakiej kondycji jest dzisiaj Scena STU.

Już sam pomysł, by z trzech kanonicznych i najbardziej znanych tekstów Stanisława Wyspiańskiego (popularnością dorównuje im jeszcze "Noc listopadowa") uczynić jeden, czterogodzinny spektakl, wydaje się pomysłem wręcz szalonym. Kto czytał te dramaty, ten wie, że są to bardzo obszerne sztuki, które na scenie potrafiły w przeszłości samodzielnie trwać przez trzy lub cztery godziny. Skondensowane adaptacje sztuk Krzysztofa Jasińskiego, reżysera przedstawienia, pozostawiają esencję każdego z dramatów, nie gubiąc ich najważniejszych wątków. Dobór sztuk jest oczywiście nieprzypadkowy. Każdy z nich rozgrywany jest wedle koncepcji Wyspiańskiego w Krakowie ("Wesele" głównie na podkrakowskiej wsi) i na Wawelu. Każdy z nich dotyczy też kwestii narodowych, niepokoju o przyszłość Polski i miał budzić ducha narodowego (autor pisał je na początku XX wieku, gdy Polski nie było na politycznych mapach świata).

Krzysztof Jasiński dość sprytnie "Wesele" pokazuje "od zaplecza" - bohaterowie wymykają się na chwilę z wiejskiej zabawy, by swobodnie porozmawiać na osobności i właśnie w tych momentach ich widzimy. Gdy wchodzą, w tle słychać urywki współczesnych hitów disco polo, jak "Ona tańczy dla mnie", trwających przez kilka, kilkanaście sekund i "wdzierających się" na scenę niczym echo weselnej zabawy odbywającej się poza wzrokiem widzów. Nie jest to pomysł szczególnie wyszukany, ale skuteczny. Całe "Wesele" (czyli I akt tryptyku "Wędrowanie wg Wyspiańskiego") opiera się na tym pomyśle i przebiega sprawnie dzięki ustalonemu porządkowi - aktorzy wchodzą na scenę z lewej strony wejściem na wysokości galerii bocznej widowni GTS i wychodzą prawą stroną. Dzięki temu utrzymany jest jednolity, odpowiedni rytm przedstawienia.

Kluczowe jednak jest to, co mają do powiedzenia aktorzy. Ci usiłują bawić się tekstem "Wesela", gubiąc jednak po drodze rozliczne sensy i znaczenia. Nie ma też w "Wędrowaniu" zapadających w pamięć kreacji, dominuje solidne i poprawne rzemiosło, z którego wyłamuje się Radosław Krzyżowski w roli Gospodarza, najjaśniejszy aktorsko punkt spektaklu. Krzyżowski w odróżnieniu od kolegów i koleżanek mówi tekst Wyspiańskiego z rozmysłem, świetnie go intonując i pozwalając wybrzmieć melodyjnej, pięknej frazie "Wesela", w czym jest, niestety, osamotniony. Ponadto to zgrabne inscenizacyjnie przedstawienie daje wgląd na wiecznie aktualny zachwyt ludowością i prymitywizmem uosabiane przez Pana Młodego (Robert Koszucki), który wraz z przyjaciółmi inteligentami (poeta, dziennikarz) bawi się i upaja chwilą. Trochę z niego utracjusz, trochę duży dzieciak. Cała trójka to ludzie, którzy szukają nowych, nieznanych stymulantów i znajdują takowe w folklorze podkrakowskiej wsi. Wart wyróżnienia w roli energicznego Czepca jest jeszcze Krzysztof Pluskota. Jednak finał sztuki rozczarowuje - reżyser wygania bohaterów "na dwór" a przed nami pozostaje sam nieszczęsny Jasiek, co zgubił złoty róg. W scenografii Macieja Rybickiego wyróżniają się światła laserowe, które wraz z dymem i grą świateł wyglądają bardzo efektownie podczas finałowego monologu Jaśka.

O ile "Wesele" oparte jest o udany pomysł inscenizacyjny i jest stonowaną, niepozbawioną wdzięku sztuką kostiumową, o tyle "Wyzwolenie" stanowi kuriozum trudne to wytłumaczenia. W pierwszej części na dużym rzutniku umieszczonym nad sceną oglądamy kilka obrazów Wyspiańskiego, ilustrujące "Wesele", które zapętlone powtarzane są od początku do końca aktu. W "Wyzwoleniu" na rzutniku początkowo obserwujemy gwieździste niebo, z tandetną animacją spadającej gwiazdy (tak też kończy się akt). Z czasem animacje zamienią się w fotografie panteonu bohaterów narodowych spoczywających na Wawelu, począwszy od królów polskich, przez migawki z archiwalnych nagrań przemarszu polskiego wojska z czasów II wojny światowej, na ujęciu trumny Lecha Kaczyńskiego skończywszy. Na scenie natomiast widzimy anachroniczny teatr sprzed kilkudziesięciu lat. To teatr sztuczny, wydrenowany ze znaczeń, wsparty na niezwykle chaotycznej formie i cudacznych, efekciarskich, napuszonych monologach, kontrapunktowanych nieudolnymi inscenizacyjnie i aktorsko wystąpieniami o zabarwieniu groteskowym (jak kwestie chodzącego na butach na dużym obcasie, udekorowanego wiankiem i czerwoną peleryną Geniusza-Samotnika w wykonaniu Roberta Koszuckiego).

Dzięki natłokowi przedziwnych pomysłów (z których nieźle wykonywane przez większość zespołu aktorskiego piosenki stanowią najlepsze fragmenty), to męcząca, zdecydowanie najsłabsza część przedstawienia. Ulatnia się sens tej głęboko patriotycznej sztuki, przytłacza dojmujący, rozdęty do ekstremalnych rozmiarów patos. Najboleśniejszym tego przykładem są sztuczne monologi Konrada w wykonaniu jednego z najsłabszych aktorów całego "Wędrowania" - Krzysztofa Kwiatkowskiego, żałośnie nieudolnie naśladującego Jerzego Trelę w tej roli ze słynnej inscenizacji "Wyzwolenia" w reżyserii Konrada Swinarskiego z 1974 roku. Słowa nawołujące do wyzwolenia kraju, narodu czy sztuki szeleszczą papierem.

Akt trzeci i ostatni "Wędrowania", czyli "Akropolis", wita widzów wizerunkiem słynnego witraża Wyspiańskiego - "Apollo (System Kopernika)" oraz zapachem kadzidełek, na rzutniku zaś podziwiamy Wawel o zmierzchu (na koniec będzie to Wawel o brzasku). Samo "Akropolis" to sztuka przedziwna, łącząca zarówno rozmowy ożywionych postaci z pomników na Wawelu, z fragmentami mitu trojańskiego, biblijnej historii Jakuba i Ezawa i wreszcie narodowy armageddon przez zapadnięcie się Wawelu i zniszczenie jego symboli. Reżyser dostrajając się do tej zmienności ujętej przez Wyspiańskiego, również chętnie zmienia tonacje. Z niefortunnego patosu (część anielska) przechodząc w kabaretową wręcz groteskę (udane półnagie "kreacje" Parysa chodzącego w pozłacanych stringach na wysokich przezroczystych szpilkach i niemal nagiej Heleny, oboje "okrywający się" długimi aż po kolana włosami), przez komediowe i oparte na umownych gestach fragmenty biblijne, by powrócić do tonu serio pod koniec spektaklu. Konsekwentnie też używa laserów, by wyczarować odpowiedni klimat niektórych aktorskich kwestii (w tej części świetnie wygląda i brzmi maryjna pieśń w wykonaniu Agaty Myśliwiec), posiłkuje się też (jak w poprzednich częściach) wspaniałym głosem Jerzego Treli, puszczanym z offu, uzmysławiającym przy okazji jak bezbarwnie lub nieciekawie tekst Wyspiańskiego deklamują aktorzy w planie żywym.

Spektakl "Wędrowanie wg Stanisław Wyspiańskiego. Wesele. Wyzwolenie. Akropolis" to powiew dawnego, klasycznego teatru, niepotrzebnie uwspółcześnianego przez Krzysztofa Jasińskiego. Ciekawa adaptacja, pomysłowa scenografia i piękne, efektowne, ale i niepraktyczne kostiumy (aktorzy często walczą z długimi ciągnącymi się po scenie szatami, by się nie przewrócić lub się w nich nie zaplątać) dają mi poczucie wielkiego niedosytu. Szczególnie, gdy sztuki Wyspiańskiego zestawi się z powierzchownym, słabym aktorstwem i nieudanymi zabiegami reżyserskimi przynoszącymi kwestiom aktorskim więcej szkody niż pożytku. Krakowski Teatr Scena STU, podobnie jak warszawski Teatr Ateneum, choć pozostaje na bakier ze współczesnym teatrem (pomimo wyraźnych do niego umizgów), z pewnością jest potrzebny. Serdeczne przyjęcie teatru-legendy na deskach Teatru Szekspirowskiego przez publiczność jest tego wyraźnym dowodem.

Łukasz Rudzińsk
http://kultura.trojmiasto.pl
26 marca 2015

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia