Wesele ze szczególnym okrucieństwem

"Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk" - reż. Agata Duda-Gracz - Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego Poznań

Wstrząsającą opowieść z pogranicza jawy i sennych przywidzeń, snuje na scenie poznańskiego Teatru Nowego, Agata Duda-Gracz. Okrutna proza życia, wsadzona w poetyckie ramy. Symbol miłości, która nie jest w stanie udźwignąć bólu odrzucenia. Aktorzy w roli psychicznie zdeformowanych, okaleczonych jednostek - rewelacyjni!

Wódeczki się napijesz? - przywitał mnie w foyer Teatru Nowego pan Dziarek zwany Przepałą (Mateusz Ławrynowicz), jeden z uczestników wesela we wsi Kamyk, na które zaprosiła widzów Agata Duda-Gracz. Już miałam sięgnąć za kieliszek, kiedy moją uwagę przykuł odblaskowy garnitur pana Idzika zwanego Kuśką (Ildefons Stachowiak), ojca pana młodego. Przeciskając się przez tłum widzów-weselników, wyściskałam go, jak nakazuje dobry obyczaj. Jego żona, pani Lidzia zwaną Ryjem (Małgorzata Łodej-Stachowiak), przedstawiła mi panią Zunię zwaną Maciorą (Karolina Głąb), ich świeżo upieczoną synową, paradującą po foyer w białej weselnej sukni. Życzyliśmy sobie udanej biesiady i wraz z panem Wisiem zwanym Zawodowcem, udaliśmy się na weselny rekonesans, poznać pozostałych gości. A było ich co niemiara! Skupiliśmy się więc na odmieńcach, których życie najbardziej powyginało i najmocniej zdeformowało psychicznie, co odbijało się na ich fizjonomiach.

Nie z każdym udało się przywitać, bo np. panu Ryciowi zwanemu Zjebem (Radosław Elis) zmysły kompletnie się pomieszały i świata zewnętrznego nie dostrzegał. Jego matka - pani Pecia zwana Macią Bolesną (Bożena Borowska-Kropielnicka) śmierć syna zaszlachtowanego okrutnie, głęboko w pamięci nosiła i wesele córki jako okazję do ukarania winnych wykorzystać chciała, o czym jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, ale czuliśmy, że coś jest na rzeczy. Pan Wisiu powiedział do mnie: Jej o coś chodzi i z tego mogą być kłopoty. No i były, ale później, jak o weselnych prezentach przyszło rozmawiać. Pan Wisiu zdążył jeszcze dwa zdania z panią Gusią zwaną Świętą (Maria Rybarczyk) wymienić, mnie specjalnie nie ciągnąc za sobą, żeby mi ciśnienie nie podskoczyło przed oczepinami i już trzeba było do stołu siadać. Nim się dopchaliśmy, minęliśmy jeszcze - siedzącą na podwyższeniu, obłąkaną dziewuchę w wyblakłej sukience, co oczy białkami wywrócone miała, jakby do środka nimi patrzyła. A ciało całe tikami nerwowymi poruszane było, jakby oddzielnym życiem żyło. Dreszcz mnie jakiś przeszedł, pan Wisiu czujny się zrobił, nawet śmiać się przestał. Potem, już na uczcie weselnej, okazało się, że to Widząca zwana Czarną Pizdą była (Anna Mierzwa), co to strach jej na wesele nie zaprosić, bo zły urok na człowieka rzucić może, taką ma moc.

Jak już w izbie dużej siedliśmy, to najpierw zabawnie się wszystko toczyło, ale potem już coraz mniej. Bo to niezwyczajne wesele było, ze świecą dziś takich szukać, choć na ciężką próbę biesiadników wystawia. A i potem zapomnieć o sobie nie daje. I wcale nie dlatego, że krwawo się potoczyło, ale przez to, że krew całą i uczucia z nas wyssało, tyleśmy się naprzeżywali. Na koniec jeszcze w pułapkę wpadliśmy.

"Będzie pani zadowolona czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk" to autorski spektakl Agaty Dudy-Gracz. Napisała tekst, wyreżyserowała go, wymyśliła scenografię i kostiumy. I pozwoliła aktorom Teatru Nowego w Poznaniu samodzielnie odnaleźć się w wiejskiej społeczności, pełnej skrzywdzonych, psychicznie zdeformowanych, okaleczonych jednostek. Każda z nich przytargała swoją historię na wesele. I w odpowiednim momencie podzieliła się nią z weselnymi gośćmi.

Historie weselników przeplatają się i zazębiają. Każda scena spektaklu ma swoją retrospektywę, swoje odwołanie do przeszłości, odpowiadającej za kształt teraźniejszości. Nic nie dzieje się bez przyczyny.

Trudno o bardziej spójną i konsekwentną reżyserską robotę. Teatralny język Agaty Dudy-Gracz zbudowany jest z emocji i obrazów. Pozbawiony intelektualnego nadęcia. Refleksja nad intensywnie przeżytym, prawie do fizycznego bólu, spektaklem pojawia się znacznie później. Najpierw wciągają nas ludzkie losy - zaskakujące, przerażające, prawdziwe. Każdy z 19 uczestników wesela po tamtej stronie stołu, wciąga nas w swoje życie. Wchodzimy w nie bez oporu, nawet nie wiemy, kiedy. Pozwalamy się wyssać uczuciowo, chcemy tych historii słuchać, chcemy je przeżywać. Że nie przyszliśmy na zwykłe wesele, wiadomo od momentu, kiedy panna młoda wraz z matką obwieszczają wszystkim zgromadzonym, jakiego prezentu weselnego oczekują. Słowa kierują pod miejscowej władzy - pana Ładysia zwanego Cysarzem (Mariusz Zaniewski). Chcą kary dla tych, którzy zaszlachtowali im brata i syna. Bestialsko pocięli na kawałki, a na koniec nakarmili jego własnymi genitaliami. Jesteśmy świadkami tego morderstwa - okrutnego, momentami prawie dosłownego, krwawego (świetnie obrobionego teatralnie). Ten obraz będzie do nas wracał, uświadamiał nam bezradność wobec zła, które jest tak banalnie łatwe, tak często usprawiedliwiane ludzką słabością i niedoskonałością. Od momentu zbiorowego morderstwa, stajemy się wtajemniczeni we wszystkie tajemnice i grzechy mieszkańców. Chociaż w ich świat, pełen zabobonów, labilnych wartości, zwierzęcych instynktów, ale też delikatnych, lirycznych wręcz uniesień (między panną młodą a panem młodym, Widzącą a Cysarzem), wchodzimy od pierwszych scen spektaklu. Gdy na scenę trafia krzesło z Widzącą zwaną Czarną Pizdą, uznawaną przez ludność za kochanicę Diabła, obdarzoną według nich nadludzkimi mocami, której bać się będą bardziej niż słowa bożego. Postać Widzącej jest takim leitmotivem spektaklu, wraz z jej wokalizami (znakomitymi) na scenę wkracza metafizyka - wieje wiatr, rozbudzając egzystencjalny niepokój i nic nie jest już takie, jakie jest.

Ruchome, malarskie obrazy Agaty Dudy-Gracz są równoprawnym partnerem słów i emocji, które płyną ze sceny. Minimalistyczna scenografia, podbijana światłem (Katarzyna Łuszczyk), której głównym elementem są wielofunkcyjne weselne stoły i ciągnące się metrami zwiewne firanki, to poetyckie ramy dla prozaicznych, mocnych opowieści. Symbol miłości, która nie jest w stanie udźwignąć bólu odrzucenia.

Reżyserka nie oszczędza aktorów, a może należałoby powiedzieć, że to oni nie oszczędzają siebie. Poszli za nią jak w dym, bez opamiętania. Pokochali i zawierzyli. A ona potrafiła wydobyć z nich to, co najlepsze. Obserwujemy prawdziwą wirtuozerię gry aktorskiej w każdym, absolutnie każdym, przypadku. To przedstawienie musi trwać długo, bo do zbudowania pełnego obrazu społeczności, w którym przeglądamy się, jak w lustrze, potrzebne były historie wszystkich postaci: pani Peci (Bożena Borowska-Kropielnicka), pani Lidzi (Małgorzata Łodej-Stachowiak), pana Idzika (Ildefons Stachowiak), pani Zuni (Karolina Głąb), pana Siutka (Łukasz Schmidt), pana Rycia (Radosław Elis), pana Ładysia (Mariusz Zaniewski), pani Dasi (Dorota Abbe), pani Dziuchy (Gabriela Frycz), pana Niecika (Andrzej Niemyt), pani Wusi (Marta Szumieł), pana Dziarka (Mariusz Ławrynowicz), pana Dziobka (Michał Kocurek), pani Gusi (Maria Rybarczyk), pana Zimnego (Bartosz Nowicki), pana Ciutka (Szymon Mysłakowski), Pani Dorci (Julia Rybakowska), pani Jusi (Edyta Łukaszewska) oraz Widzącej (Anna Mierzwa). O żadnej nie da się zapomnieć.

Przedstawienie kończy się pułapką, w którą nie można nie wpaść. Kiedy matka panny młodej z zimną krwią dźga nożem oprawców swojego syna, powoli gaśnie światło. Zrywają się oklaski, na których rozlega się głos pana Idzika: Sprawiedliwość! Sprawiedliwość! Sprawiedliwość! Brawa zamierają. Aktorzy zastygnięci w pozach, bez uśmiechu przyglądają się widowni. Sprawiedliwość - pan Idzik nie daje spokoju, konsekwentnie wyrzucając z siebie słowo, które w Polsce kojarzy się dziś najczęściej z drugim członem nazwy partii rządzącej (pierwszy człon nie przechodzi mi przez gardło). I tak, aż do wyjścia ostatniego widza. Można czytać cały spektakl przez te ostatnią scenę, ale szkoda byłoby nie dostrzec jego mocnego, uniwersalnego przesłania i teatralnego piękna.

Iwona Torbicka
www.kulturaupodstaw.pl
3 kwietnia 2017

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...