Weselisko na pointach

"Wesele w Ojcowie" - chor. Leszek Rembowski - Balet dworski Cracovia Danza

Gdzie, jak nie tu - w Krakowie, w Nowej Hucie - wystawiać "Wesele krakowskie w Ojcowie"? Tak bowiem brzmiał oryginalny tytuł pierwszego polskiego baletu narodowego, dziś funkcjonującego pod skróconą nazwą "Wesele w Ojcowie".

Gdzie, jak nie tu - koło Mogiły, miejsca akcji "Cudu mniemanego, czyli Krakowiaków i Górali" - pierwszej polskiej opery narodowej, na której balet ów w dużym stopniu się opiera? I dlaczego dopiero teraz? Nie narzekajmy - chwalmy: 9 listopada Balet Dworski Cracovia Danza zaprosił do obejrzenia utworu Karola Kurpińskiego i Józefa Damsego do Teatru Ludowego (wcześniej, 24 października, pokazał je w Europejskim Centrum Muzyki w Lusławicach).

Prapremiera "Wesela w Ojcowie" (Teatr Narodowy, 1823) była zwieńczeniem paroletnich starań o polskość rodzimych spektakli baletowych; o ironio historii! - zwieńczeniem dokonanym w dużej mierze francuską ręką: ówczesnych, sprowadzonych z Paryża baletmistrzów warszawskiego Teatru Louisa Thierry'ego i Maurice'a Piona. Kurpiński już wcześniej komponował do ich oryginalnych układów, teraz wszakże postanowiono po raz pierwszy sięgnąć po polską tradycję: ludowe zwyczaje i tańce (w choreografii rzeczonych Francuzów i tancerki Julii Mierzyńskiej, do libretta aktora Bonawentury Kudlicza). Ponad czterysta przedstawień w Warszawie oraz zagraniczne wojaże aż do międzywojnia dowodzą, że słusznie. Najnowsze czasy przestały hołubić tę uroczą jednoaktową baletową sielankę - tym bardziej cieszy inicjatywa Danzy z szefującą jej Romaną Agnel.

"Wesele w Ojcowie" to skansen podkrakowskiej wsi (od czasów Wyspiańskiego, a nawet Kościuszki uosabiającej polskość w ogóle). Miał się on ponoć przyczynić do popularności wśród szlachty zapustowej zabawy kuligowej, tak zwanego wesela krakowskiego. A jak skansen, to wierność tradycji. O tę zadbali zaś: Zofia de Ines - autorka scenografii i kostiumów jak z obrazka - a przede wszystkim odpowiedzialny za inscenizację i choreografię Leszek Rembowski. Na podstawie archiwalnych zapisów stworzył balet na pograniczu klasyki i stylizującej ludowe tańce demiklasyki- ze zdecydowaną przewagą tej drugiej.

W warstwie narracyjnej mamy więc dawne obrzędy weselne: wykup panny młodej, prezentację posagu, targowanie się z Żydem, taniec młodej pary, wreszcie oczepiny i pokładziny - stanowiące kulminację dramaturgiczną. Spośród tańców i scen pantomimicznych składających się na warstwę muzyczno-choreograficzną najefektowniej wypadły: żywiołowy oberek na cztery pary zapożyczony z "Krakowiaków i Górali" Stefaniego, żydowski taniec-accelerando (brawo Grzegorz Maślanka!) do klarnetowego solo, mazur tutti oraz finałowy "chmielowy". Orkiestra Kameralna krakowskiej Akademii Muzycznej doskonale wywiązała się z niełatwego zadania gry do tańca, w czym niemała zasługa dyrygenta Macieja Tworka.

Dopełnieniem - dla mnie zaś dość przewrotnie: gwoździem - udanego spektaklu były pieśni wykonane białym głosem przez Magdalenę Wieczorek-Duchewicz (znaną głównie z zespołu Same Suki): towarzysząca oczepinom Oj chmielu oraz dwie kurpiowskie, "co by echo w boru odpoziedało". A juści!

Monika Partyk
Ruch Muzyczny
31 grudnia 2015

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia