Weselna fotografia

"Wesele Figara" - reż. Wojciech Adamczyk - Opera Nova w Bydgoszczy

Świat podzielony jest na części jak kawałki weselnego tortu. Wokół niego gromadzą się goście i każdy z nich chciałby, zgodnie ze zwyczajem, otrzymać kawałek. Ale ten mozartowski tort zawiera w sobie niemało symboliki. Dzieli na operowej scenie na dwie części świat przedstawiony oraz ludzi w nim żyjących. Są panowie i poddani, pałace i chaty. Jest świat mężczyzn i kobiet. A miłość pomiędzy Figarem a Zuzanną jest jak dwa kawałki ciasta z ich figurkami, które zamiast być razem, na skutek intryg, mają trafić na talerze zupełnie innych konsumentów. Czyli hrabiego Almavivy oraz Marceliny. I podobnie jest z muzyką. Podzieloną na głosy męskie i żeńskie, dla których kompozytor zarezerwował inny rodzaj taktu oraz tonacje. Jest klawesyn i orkiestra. Ten pierwszy przypisany jest recytatywom, a orkiestra - ariom.

Pierre Beaumarchais w swoim dramacie „Szalony dzień, czyli wesele Figara", a potem Lorenzo da Ponte w libretcie „Wesele Figara", wiążą szlachetnie urodzoną parę z klasą niższą w burleskowych zawirowaniach i łapią ich w sieć wzajemnych powiązań. Ale potrzebny był jeszcze jeden artysta, a był nim Wolfgang Amadeusz Mozart, który wszystkie zdarzenia oraz postaci przetransformował w dźwięki.

Reżyser premierowej inscenizacji „Wesela Figara", otwierającej 24. Bydgoski Festiwal Operowy, Wojciech Adamczyk znakomicie uchwycił istotę tej opery buffa oraz klimat epoki. Są więc zabawy, taniec, maskarady, przebieranki oraz intrygi. Jest i prawo pierwszej nocy. W zwariowanym od rana do wieczora dniu ślubu Figara oraz Zuzanny, odzwierciedla się znane powiedzenie Pierre'a Beaumarchais – „kto wie, czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie".

A wszystko to dzieje się w prawdziwie barokowo-rokokowej scenerii. Jej autorka, Marcelina Początek-Kunikowska idealnie oddała ducha epoki. Scenografia przedstawiająca wnętrza pałacu hrabiego Almavivy zachwyca bogactwem dekoracyjnym. Wysokie i ogromne ściany wyodrębniają linie proste. Jest i zachowana zasada panneaux, są lustra, bogata sztukateria, plafony. Zadziwia doskonałość formy w licznych elementach ornamentacyjnych. Marcelina Początek-Kunikowska motywem rocaille, zaskoczyła plastycznie widzów i przypomniała oryginalne formy tego wysublimowanego stylu. Elementy kwiatowe, liczne girlandy, owoce i rośliny utworzyły na scenie niezwykle plastyczny klimat. Jest pastelowo, delikatnie i nastrojowo. Buduar hrabiny Rozyny oraz gabinet hrabiego Almavivy to scenograficzne perełki. Nie można też pominąć artyzmu, i to w projekcie, jak i w wykonaniu dwóch ogromnych wiszących lampionów. W finale natomiast artystycznie urzeka sceneria ogrodu.

I w taką kolorystyczną przestrzeń, niczym na obrazach barokowych mistrzów, wpisani są główni bohaterowie, ubrani w stroje dworskie w stylu „fete galante" oraz odzienie przypisane służącym i wieśniakom, autorstwa Marii Balcerek. Wizualność tych scen dopełnia pojawiający się chór, ubrany w kostiumy pastersko-bukoliczne, typowe dla epoki baroku i rokoko. Sceny zbiorowe tego przedstawienia to swoistego rodzaju żywe obrazy epoki. Dopracowane artystycznie do najmniejszego detalu.

Lecz nie tylko strona wzrokowa tej opery stanowi o jej wyjątkowości. Muzyka i głosy solistów wynoszą ją na wyżyny artyzmu. Szczególnie muzyka. Orkiestra pod batutą maestro Marcina Sompolińskiego zademonstrowała szerokie spektrum jej interpretacji. Zobrazowała również w tym dziele nierozłączną całość libretta i muzyki. Pod batutą mistrza dźwięki charakteryzowały, zgodnie z intencją Mozarta, postaci, odzwierciedlając głównie ich emocje i miłosne ekscytacje. To muzyka wyraża pragnienie zemsty Figara na hrabim Almavivie, marzenia o miłości Zuzanny oraz hrabiny Rozyny, a także i erotyczne fantazje Cherubina.

Orkiestra Opery Nova towarzysząc muzycznie arii Cherubina, rozpisanej przez Mozarta na miękkie i subtelne dźwięki klarnetów, kojarzących się z kobiecością, stwarza ogromne napięcie pomiędzy dramaturgiczną koncepcją tej postaci jako mężczyzny. W rezultacie rodzi się wokół niego erotyka typowa dla hermafrodyty. Bardzo dobrze aktorsko w tej roli odnalazła się niezwykle utalentowana Karolina Makuła. Ta młoda artystka, laureatka wielu prestiżowych nagród, zademonstrowała tego wieczoru przede wszystkim swoje wyjątkowe zdolności wokalne. Aria „Voi che sapete che cosa è amor", w drugim akcie, w jej wykonaniu zabrzmiała bardzo czysto i urzekła publiczność silnym głosem, za co została nagrodzona spontanicznymi brawami.

Z kolei Gabriela Kamińska, znana już bydgoskiej publiczności z tytułowej roli Halki w wystawionej kilka lat temu operze „Halka" Moniuszki, w reżyserii Natalii Babińskiej i tym razem uwiodła publiczność swą sceniczną kreacją. Jej hrabina Rozyna to wyrazista psychologicznie postać. A wykonanie cavatiny „Porgi, amor, qualche ristoro", otwierającej akt II urzekło barwą głosu wyrażającą pragnienia kobiety związane z odwzajemnieniem miłości. Recytatyw „E Susanna non vien!" w akcie trzecim oraz następująca po nim aria „Dove sono i bei momenti" zauroczyły widzów. W brzmieniu jej sopranu usłyszeć można było najsubtelniejsze pokłady kobiecych emocji, „kołysane" wprost przez muzykę. I tutaj maestro Sompoliński znów udowadniał, jak bardzo dobrze czuje istotę mozartowskiej muzyki.

O tym, jak bardzo arie tej opery wyrażają uczucia czy tęsknoty wobec innych osób, przekonuje również Janusz Żak w roli Figara. Zanim jednak porwał publiczność arią „Non più andrai, farfallone amoroso" skierowaną do Cherubina, w duetach z Zuzanną w akcie I, świetnie wyczuwa rytmiczną zwięzłość i taneczną melodykę, która jest niczym lustro dla jego beztroskich emocji. Już w tej scenie artysta definiuje się jako spontaniczny i wyrazisty charakter. Żak dysponujący głębokim i przyjemnie brzmiącym barytonem urzekał w każdej arii. Niezaprzeczalnym atutem tego artysty są również bardzo dobre predyspozycje aktorskie oraz sceniczny urok osobisty.
I Zuzanna! W tej kreacji znakomita Krystyna Nowak. Pokazuje ciekawymi środkami aktorskimi jak ogromny ma dystans do bycia służącą hrabiny Rozyny. W akcie II jakże interesująco ilustruje głosem, śpiewając arię „Venite... inginocchiatevi" emocje towarzyszące przebieraniu Cherubina w kobiece szaty. Jak interesująco buduje komediowy klimat tej sytuacji. I jak pięknie wykorzystuje swe możliwości głosowe! I czwarty akt. Z jaką subtelnością operuje barwą głosu w arii „Deh, vieni, non tardar, o gioia bella", zwanej też „arią różaną", by oddać miłość wobec Figara i uczucia związane z oczekiwaniem na jego przyjście. Z pewnością rola Zuzanny na długo pozostanie w pamięci publiczności.

I hrabia Almaviva! Występujący w tej roli Sławomir Kowalewski skonstruował niezwykle wyrazistą postać. Doskonały aktorsko w zdarzeniach scenicznych. Wspaniale wyrażający emocje. Zdecydowany w swoich postanowieniach. Niechętnie odstępujący od swych planów. To hrabia przekonany o swej pozycji. Ale żeby stworzyć tak bogatą psychologicznie postać, Sławomir Kowalewski wykorzystał swoją cudowną broń, jaką jest jego głos. Jego baryton ma moc stwarzania na scenie prawdziwej siatki emocji utkanej z niespotykanych odcieni oraz silnego brzmienia, o czym przekonała widzów aria „Vedrò, mentr'io sospiro" w akcie trzecim.

Spektakl zakończył się puentą w postaci ogromnej złotej ramy, która ujęła razem, niczym na fotografii, wszystkie postaci z wesela Figara. Jakby zesłana z góry, opuściła się bowiem w dół sceny, by wszystkich sportretować. Była jak chwila refleksji. Jak nostalgia za czasami, kiedy wszyscy byli razem, zjednoczeni określonym celem. Jak fotografia, którą stawia się na półce, by przypominała o szczęśliwym wydarzeniu. I jak pamiątka minionej epoki.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
29 kwietnia 2017

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...