Widowisko na 600-lecie Łodzi

"Czar(cie) gry" - aut. Anna Andraka - reż. Roksana Miner - Teatr Lalek Arlekin w Łodzi

16 września odbyła się prapremiera niezwykłego przedstawienia. Połączył on obchody 600-lecia Łodzi z projektem ,,Legendy Polskie''. Ideą spektaklu było stworzenie scenicznego równoważnika legend, oraz nawiązanie do rocznicy 600-lecia nadania Łodzi praw miejskich. Udało się to zrobić całkiem dobrze. Oczekiwałem czegoś niesamowitego, a miałem okazję obejrzeć po prostu dobrze wykonaną robotę. Dorosły widz zobaczy nowocześnie przedstawione legendy, odnajdzie nawiązanie do wojny w Ukrainie i specyfikę dzisiejszej szkoły. Spektakl zachwyca stroną wizualną oraz tematyką, ale to przede wszystkim triumf Agaty Butwiłowskiej grającej Kasię.

Minęła okrągła rocznica od 1423 roku, czyli nadania Łodzi praw miejskich i ze względu na nią mogliśmy obejrzeć ten spektakl. Jednak legendy i historie z przedstawienia pozostają z boku wobec wspaniałej przygody Kasi i Gniewka, której przedstawienie spodobało mi się najbardziej.

Gniewomir jest synem rodziców, którzy zakochani w ,,skorupach'' nadają swojemu synowi imię, przez które ma ogromne problemy w szkole. Kasia to dziewczynka, która cierpi na fonoholizm. Czuje się bez smartfona jak balon bez powietrza. Dla niej piekło jest wtedy, gdy nie ma telefonu, więc gdy na swej drodze spotyka diabła, wcale się go nie boi tylko zwyczajnie prosi o komórkę.Kasia nie lubi ludzi, a ludzie nie lubią Gniewka. Gra dwójki bohaterów podobała mi się bardzo, bo widać było, że mieli jasno określone zadania, nie stali bezczynnie, nie wychodzili z roli. Każda z postaci miała swój cel, dobrze zaprezentowany i zrozumiały dla każdego widza. Mój ośmioletni syn po raz pierwszy pochwalił aktora za jego grę, co sprawiło, że ja też zwróciłem uwagę na tę kwestię. Odpowiednia gra ciałem i niuanse vocalne zbudowały z postaci Kasi osobę bardzo wyrazistą i widoczną, której nie sposób zapomnieć.

Dziecko odczuje przede wszystkim emocje i wspaniałą scenografię. Giewont z teatru w niczym nie przypomina śpiącego rycerza, ale takie szczegóły są ważne dla dorosłych widzów. Walka z diabłem skończyła się zwycięstwem, co bardzo ucieszyło mojego syna. Ciekawe było dla niego poznanie chłopca o dziwnym imieniu, ale inaczej wyobrażał sobie legendę o Januszu. Widowisko trzyma w napięciu od początku do końca i to jest niezwykle ważne dla małego widza. Według mnie było to dobre widowisko, ale bez szału. Tymczasem mój syn następnego dnia zrobił przedstawienie na 600-lecie Łodzi. Był tam m.in śpiący rycerz i szkoła z nauczycielką. Spektakl zapadł mu w pamięć i co mówił zaraz na zakończeniu, był bardzo emocjonujący.

Przedstawienie obfitowało też w wartościowe sentencje:
,,Kiedy człowiek jest samotny towarzyszy mu smutek'' i Bez miasta starego nie może być naszego'' to cytaty, które wzbogacą słownictwo każdego człowieka.

Dorosłej osobie idącej na przedstawienie ze względu na obecność legend i możność pokazania ich dziecku będzie towarzyszył niedosyt. Reżyser starał się, aby w spektaklu była swego rodzaju równowaga pomiędzy wydarzeniami i to udało mu się osiągnąć kosztem pełnego przedstawienia dawnych przekazów. Centralną częścią widowiska było symboliczne nadanie praw miejskich Łodzi. Ogólnie wszystko było bardzo spójne, jednak mnie stanowczy wydźwięk, że herb miasta pochodzi od łodzi się nie spodobał. Całość jest bogata muzycznie, a legendy wnoszą w spektakl pewną tajemnicę. Kluczowe, co trzeba powiedzieć o tym przedstawieniu to przepracowane głęboko od środka temperamenty dzieci chodzących do szkoły, co przełożyło się na relacje między postaciami.

Legendy są częścią historii, kultury i dziedzictwa, a to widowisko wręcz wymusza zapoznanie się z nimi.

Arkadiusz Kubicki
Dziennik Teatralny Łódź
20 września 2023
Portrety
Roksana Miner

Książka tygodnia

Teatr bliskiego kontaktu
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
Katarzyna Kalinowska, Katarzyna Kułakowska, Emilia Zimnica-Kuzioła, Ewelina Wejbert-Wąsiewicz

Trailer tygodnia