Widowisko niedokończone

"Wędrówka Nabu" - reż. Przemysław Jaszczak - Teatr Arlekin w Łodzi - 2020-10-03

Recenzja oparta na wypowiedziach dzieci.
Teatr Arlekin znany jest z wielu wspaniałych spektakli i fajnego podejścia do dzieci. Widowisko w mediach przedstawiono, jako niezwykle wartościowe, a odtwórczyni głównej roli Adrianna Maliszewska to najlepsza aktorka 2020 roku, która za kreację aktorską w dziedzinie animacji lalkowej otrzymała dyplom honorowy. Przedstawienie jest od 7 roku życia mogłem, więc iść na nie z moim pierwszoklasistą.

Światło cały czas się paliło, gdy na środek sali wyszła teatralna pedagożka i zaczęła zadawać pytania. Przyciągała uwagę ze względu na strój i ton głosu. Dzieci prześcigały się by odpowiedzieć, czym jest dom, jakie są rodzaje domów i z czym im się kojarzy to miejsce? Narysowanie odpowiedzi na ostatnie pytanie było kolejnym etapem wprowadzenia w temat widowiska. Widziałem, że wiele dzieci z zapałem rysowało na kartce, a towarzyszyli im nawet dorośli, którzy również postanowili mieć wpływ na spektakl.

Zebrane rysunki miały, bowiem wzbogacić scenografię o dodatkowe unikalne elementy. Zgasło światło i przedstawienie się rozpoczęło. Oglądałem je obserwując syna i dwie dziewczynki siedzące blisko mnie. Pożar domu i animacje na ścianach wzbudzały wyraźne zainteresowanie. Aktorzy pięknie śpiewali, teksty piosenek były sensowne, ale podczas pożaru lub gdy padał deszcz muzyka nie szła w parze z animacją na ścianach. Akcja nie była tak ciekawa jak sobie wyobrażałem. Dodatkowym elementem był fakt, że dziewczynka obok widziała tylko obrazki na ścianach. Duże osoby przed nami prawie całkowicie zasłaniały jej widok. Poduszki do krzesełek na pewno rozwiązałyby tę sytuację. Poszczególne sceny, podczas, których Nabu spotykała się z policjantami czy celnikami byłyby według mnie dużo bardziej interesujące gdyby działy się przy odpowiednio dobranej emocjonującej muzyce. Brakowało mi zdań pojedynczych nierozwiniętych typu: smutno mi, boli mnie, boję się, jestem zmęczona. Widziałem wspaniałe operowanie lalką, ale nie znalazłbym cytatu, który nadawałby się do powtórzenia i zapamiętania. Wędrówka Nabu obfitowała w rożnego rodzaju wydarzenia, które jednak wraz z upływającym czasem stawały się przy najmniej dla mnie, coraz mniej ciekawe. Pytania typu:, czemu to mnie spotkało, gdzie znajdę dom, kiedy będę mogła odpocząć to kolejne elementy, których mi brakowało.

Oglądając widowisko przypomniałem sobie swoją rozmowę z synem, kiedy tłumaczyłem mu, że życie to nie bajka. Światło zapaliło się tak nagle, że wiele osób było wyraźnie zdziwionych. Szczęśliwe zakończenie czy nawet jakieś podsumowanie nie miało miejsca i to również według mnie obniża ocenę tego przedstawienia. Widowisko pokazywało świat taki, jaki jest, czyli trudny, a często okrutny i brutalny. Zastanowiło mnie jak je odebrały dzieci i co z niego zrozumiały. Postanowiłem porozmawiać z kilkoma w rożnym przedziale wiekowym. Poniższa lista prezentuje wybrane odpowiedzi na pytanie -,, co ci się najbardziej podobało w przedstawieniu?''

- Basia 7 lat -,, Pożar, deszcz i to, że mogłam sobie porysować'' potem od razu smutno:,, tylko mi Pani zabrała rysunek''
- Miłosz 7 lat-,, Pożar i niewidzialna ściana''
- Asia 8 lat-,,Podobał mi się początek ta wioska gdzie Nabu mieszkała''
- Hania -9 lat ,,jak spalił się dom i rysowanie''
- Józefa 10 lat -,,jak Nabu szła do jeziora''
Zapamiętały więc one głównie pierwsze momenty spektaklu.

Pytania były na szybko, a refleksja przychodzi z czasem mogłem jednak z dwójką dzieci i moim synem porozmawiać ponownie. Najstarsza dziewczynka zwróciła uwagę na to, że w życiu zawsze są trudne sytuacje, bo często na coś brakuje pieniędzy. Według ośmiolatki przedstawienie miało pokazać, że są miejsca gdzie nie ma strażaków.

Dosłownie to samo ze spektaklu zapamiętał mój syn, który po powrocie do domu bawił się w pożar. Zapytany po kilku dniach o Nabu powiedział:,, to była dziewczynka, której spalił się dom' 'Zdecydowanie według mnie nie jest to spektakl dla siedmio czy ośmiolatków. Oczywiście każde dziecko jest inne, ale nawet 10 letnia Józefa skupiła się na samym początku. Właściwie nie ma w tym nic dziwnego, bo wprowadzenie w spektakl, rozmowa z dziećmi, pytania i malowanie były bardzo dobrym pomysłem. Uważam jednak, że bez rozmowy z rodzicem po przedstawieniu wiele dzieci nic z niego nie zrozumie.

Spektakl jest też idealnym przykładem widowiska niedokończonego. Reżyser, bowiem zerwał z tradycyjnym podziałem na początek i koniec, bo tego końca po prostu nie ma i chyba dla tego wiele rzeczy dzieciom umknęło.

Arkadiusz Kubicki
Dziennik Teatralny Łódź
29 października 2022

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia