Widz zaskoczony, teatr magiczny

rozmowa z Arkadiuszem Klucznikiem

Rozmowa z Arkadiuszem Klucznikiem

Paweł Franczak: 55 lat oznacza, że kryzys wieku średniego raczej już za Wami. Jak się czuje Andersen 55-latek? 

Arkadiusz Klucznik: Świetnie! Nigdy nie było tak dobrych układów między teatrem a właścicielem jego siedziby, oo. dominikanami. Spotkałem się kiedyś z przeorem o. Robertem Głubiszem, usiedliśmy przy stole i okazało się, że dwóch rozsądnych facetów może bez problemów się dogadać. Jestem też bardzo zadowolony ze współpracy z Teatrem Muzycznym i Teatrem im. J. Osterwy. Informujemy się o datach premier (co nie jest bez znaczenia przy takiej ilości imprez kulturalnych w mieście), w razie potrzeby te zaprzyjaźnione z nami instytucje kulturalne pomagają nam sprzętowo. 

Czy któryś z poprzednich dyrektorów szczególnie Ci imponuje? 

- Każdy z moich poprzedników pozostawił po sobie jakiś smak, wniósł coś nowego do teatru. I każdy miał inny styl pracy. Oczywiście, bardzo znaczący był Stanisław Ochmański, który przemienił to miejsce z pedagogiczno-społecznego przedsięwzięcia w prawdziwy, artystyczny, aktorski teatr. 

Najbardziej palący problem Teatru Andersena obecnie? 

- Uruchomienie w końcu górnej sceny! Od roku 1985 obowiązuje tam zakaz grania z wielu technicznych powodów, m.in. spraw bezpieczeństwa pożarowego. Ważne jest to tym bardziej, że mamy już zakupione krzesła i bardzo nowoczesną scenę, które tylko czekają na wstawienie do sali. 

Twoim autorskim i zupełnie nowatorskim pomysłem jest andersenowska scena muzyczna... 

- To pomysł mojej prawej ręki, Joanny Wojciechowskiej. W tym przypadku zależało nam na tym, żeby to miejsce przestało być kojarzone tylko z dziećmi i żeby ta część Starego Miasta ożyła po zmroku. Poza tym nasza scena to fenomenalne, bardzo kameralne miejsce, które aż się prosi o klimatyczne koncerty. Wielkiego muzycznego show tu nie będzie, ale znakomici alternatywni artyści, jak np. Marek Dyjak pasują tu idealnie. 

Odświeżyłeś też ideę "Andersena dla dorosłych". To dla prestiżu? 

- Teatr dziecięcy, który wystawia "dorosłe sztuki", zawsze się cieszy większą estymą niż "dorosłe teatry" wystawiające bajki dla dzieci. Zresztą w tych drugich efekt rzadko bywa dobry. Niektórzy reżyserzy piszący dla dorosłych wierzą w banały, że "teatr dla dzieci robi się na takiej samej zasadzie, jak dla dorosłych", że "dziecko wyczuje każdy fałsz" itp. To bzdury. Dzieci łatwo da się oszukać - pokażmy im na scenie dwóch kopiących się klownów i będą się śmiały do rozpuku. Tylko co zostanie im w głowach po wyjściu z teatru? 

Jakie są więc Twoje założenia artystyczne? 

- Zależy mi na wciągnięciu dzieci w magiczny świat, na tym, żeby nie czuły się odizolowane od sceny, od aktorów. Oczywiście - ktoś powie, że słowo "magia" użyte w rozmowie o teatrze to banał, ale tak jest. Chcę tworzyć show, taki jak w przypadku "Przygód pszczółki Mai", którą uważam za najważniejszy spektakl za moich dyrekcji . Chcę zaskakiwać widzów - tych małych i tych dużych. Opieramy się często na znanej literaturze, ale robimy to tak, żeby nic nie było oczywiste. Przecież gdy idziemy na "Hamleta", to wszyscy wiemy, że na końcu umrze. Ale to jak umrze, jest zawsze zagadką.

Paweł Franczak
Polska Kurier Lubelsk
31 października 2009

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia