Wieczór piosenki aktorskiej

"Jesteśmy na wczasach..." - reż. Jarosław Kilian - Teatr Miejski w Gdyni

Podobnie jak rok temu, inauguracja Sceny Letniej w Orłowie została opóźniona o jeden dzień, bo w dniu premiery głównym aktorem okazał się padający deszcz. Ciemne chmury wisiały nad Sceną Letnią również w niedzielę 2 lipca. Na szczęście tym razem aura była łaskawsza i przedstawienie doszło do skutku. "Jesteśmy na wczasach..." to jednak bardziej koncert piosenki aktorskiej niż spektakl teatralny.

Piosenki Wojciecha Młynarskiego, obok dorobku Agnieszki Osieckiej, to jeden z największych (bo liczący przeszło dwa tysiące tekstów) zbiorów błyskotliwych, inteligentnych i zadziwiająco zwięzłych spostrzeżeń na temat różnych aspektów ludzkiego życia. Wiele z nich jest uniwersalnych i ponadczasowych. Powstały przecież dziesiątki interpretacji piosenek, zajmujących czołowe miejsca wśród najważniejszych i najbardziej popularnych piosenek poetyckich w Polsce. Część z tych najbardziej znanych, włącznie z zapożyczonym jako tytuł spektaklu "Jesteśmy na wczasach", znalazło się w programie "Jesteśmy na wczasach...", najnowszej premierze Teatru Miejskiego w Gdyni na deskach Sceny Letniej w Orłowie.

Jednak zawiedzie się ten, kto liczy na pełnowymiarowy spektakl teatralny albo wieczór piosenki połączony ze scenkami kabaretowymi, który pamiętamy choćby ze spektaklu "Jeszcze bardziej zielona gęś" z 2014 roku (zostanie on przypomniany na Scenie Letniej w Orłowie na początku sierpnia). Tamtą produkcję i najnowszą premierę Teatru Miejskiego łączy nazwisko reżysera - Jarosława Kiliana. Tym razem jednak publiczność Sceny Letniej otrzymuje zestaw piosenek pozbawiony wstępu, jakichkolwiek kabaretowych przerywników czy konferansjerki.

Wśród wybranych przez reżysera piosenek znajdują się m.in. "Ogrzej mnie", "Bynajmniej", "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę", "Jeszcze w zielone gramy" czy "Róbmy swoje". Zestawiono je z utworami mniej znanymi ("Dzieci Kolumba", "Anioł i Diabeł", La valse du mal"). Część z nich zaaranżowano na cały zespół, część wykonywanych jest solo lub z towarzyszeniem partnerów. Przeważają te śpiewane w konwencji piosenki aktorskiej. Trudno jednak w piosenkach zaproponowanych przez Jarosława Kiliana doszukać się jakiegoś wyraźnego klucza czy myśli przewodniej.

Aktorzy, poza nielicznymi dodatkami (prześcieradło imitujące stół w jednym z utworów czy efektowne latawce-wrony w innym), mają do dyspozycji tylko wiklinowe kosze plażowe na kółkach, stanowiące ruchomą scenografię większości piosenek. Minimalizm zaproponowany przez Jarosława Kiliana (poza scenariuszem i reżyserią odpowiedzialnego również za scenografię spektaklu) dobrze się sprawdza, bo nie od dziś wiadomo, że najpiękniejszą scenografią Sceny Letniej jest gdyńska plaża i morze w trakcie zachodu słońca, czyli w porze spektaklu. Wyraziste, choć dość kiczowate są kolorowe, niekiedy pstrokate kostiumy Sabiny Czupryńskiej, które nie nawiązują do mody plażowej, a do czasów, w których powstawały teksty Młynarskiego. O niezbyt wyszukany, ale zgrabnie komponujący się z piosenkami ruch sceniczny zadbał z kolei choreograf Emil Wesołowski.

Większość aktorów Miejskiego nie należy do artystów obdarzonych wybitnymi zdolnościami wokalnymi, więc zdecydowanie lepiej wypada w utworach dopracowanych reżysersko niż w tych śpiewanych bez teatralnych ozdobników. Jarosław Kilian zadbał o takie, angażujące cały zespół ("Ballada o maratonie Sopot - Puck" czy "Dziewczyny bądźcie dla nas dobre na wiosnę") jak i bardziej kameralne, wykonywane przez kilka osób ("Bynajmniej", "Daj Des"). Najciekawszym utworem całego spektaklu jest "Sytuacja" w bardzo dobrym wykonaniu Macieja Wiznera, z towarzyszeniem Rafała Kowala i Moniką Babicką w roli zmysłowej Sytuacji [na zdjęciu].

Zabawna jest otwierająca spektakl piosenka tytułowa, z dowcipnie pomyślanym tańcem wczasowiczów. Pomysłowo zaaranżowano też utwór "Absolutnie" na podróż autobusem z wokalem kierowcy (Bogdan Smagacki). Zgrabnie wypada również wspomniane "Bynajmniej" w wykonaniu Grzegorza Wolfa i Bogdana Smagackiego z towarzyszeniem Moniki Babickiej. Warto odnotować również bardzo ciekawie zaaranżowaną plastycznie i równie udanie zinterpretowaną przez Macieja Sykałę piosenkę "Lubię wrony".

Słuchamy jednak też piosenek pozbawionych choreografii i pomysłów reżyserskich, co niestety często skutkuje gorszym wykonaniem. Niezbyt trafiona jest śpiewana zespołowo "na siedząco" interpretacja "Ogrzej mnie". Również "Dzieci Kolumba" nie wypadają przekonująco z uwagi na duże zróżnicowanie możliwości wokalnych aktorów. Bodaj najciekawszy wizualnie, a przy tym dowcipnie wyreżyserowany "Tupot białych mew" jest, niestety, po prostu słabo zaśpiewany.

Najbardziej żal tego, że poza bardzo dobrze wywiązującym się z zadania pierwszego wokalu Bogdanem Smagackim inni spośród najlepiej śpiewających aktorów Miejskiego nie dostali zbyt wielu okazji, by zaprezentować swoje nieprzeciętne możliwości. Tylko jeden utwór, bardzo dobrze zaśpiewany "La valse du mal", wykonała solowo Dorota Lulka - najlepsza wokalnie artystka Miejskiego. W kilku ledwie zwrotkach piosenek wykonywanych zespołowo usłyszeć można Elżbietę Mrozińską. Dobrze wypada również Agnieszka Bała, której też przypadły w udziale niewielkie epizody.

Zdecydowanie najlepszym "bohaterem" przedstawienia "Jesteśmy na wczasach..." są aranżacje muzyczne Piotra Salabera. Dają one nowe, żywsze i często bogatsze muzycznie brzmienie niż oryginalne kompozycje piosenek Młynarskiego. Właśnie muzyka pozwala niekiedy ożywić letnią, dość leniwą atmosferę spektaklu, który dla wielbicieli twórczości Wojciecha Młynarskiego z pewnością mimo wszystko jest okazją na przyjemny wieczór z piosenkami mistrza.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
5 lipca 2017

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia