Wiele chaosu i nic

"Kupiec wenecki" - reż. Paweł Łysak - Teatr im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wlkp.

Jeśli "Kupiec wenecki" w reżyserii Pawła Łysaka w Teatrze Osterwy zapisze się w historii, to tylko ze względu na 102-letnią przerwę, po której sztuka jest ponownie wystawiana. Innego powodu niestety nie znalazłem.

Rozpocznę jednak od pozytywu. Było nim pokazanie, do czego może prowadzić wszechwładza pieniądza, której podlegamy wszyscy, bez względu na pochodzenie czy wyznanie. Paweł Łysak ulokował tym samym konflikt Szajloka z Antoniem na płaszczyźnie ekonomicznej i prawnej, nie zaś religijnej, co wydaje mi się bardzo trafne, choć oczywiście skomplikowane relacje chrześcijańsko-żydowskie również pojawiają się wyraźnie w spektaklu.

I to jest w porządku; sztuka Szekspira jak najbardziej upoważnia do podejmowania takich wątków. Choć na owe tematy powiedziano już tak wiele, że trudno tu dodać coś nowego i odkrywczego. Ale być może czasami warto przypominać rzeczy oczywiste...

Mam jednak wrażenie, że idąc tym tropem poszedł Łysak o krok za daleko. Pokazał otóż świat zupełnie pozbawiony uczuć. Owszem, wiele się tu mówi o miłości, ale w gruncie rzeczy nikt nikogo nie kocha, podczas gdy u Szekspira miejsce dla prawdziwej miłości jednak jest. W spektaklu natomiast jest tylko żądza. I to budząca pewne wątpliwości. O ile bowiem można przyjąć, że przyjaźń, jaką Antonio darzy Bassania i innych młodzieńców, ma podtekst erotyczny, to skłonności lesbijskich u Porcii w Szekspirowskim oryginale raczej trudno się doszukać. Tymczasem w spektaklu są one nawet nie zasugerowane, lecz pokazane wprost.

Zastrzeżenia może również budzić dość prymitywne uwspółcześnienie sztuki, polegające głównie na tym, że młodzi wenecjanie zachowują się i mówią jak żulia z blokowiska. Chwilami można mieć wątpliwości, czy ogląda się Bassania czy Silnego z "Wojny polsko-ruskiej". Mam wrażenie, że bohaterowie "Kupca" nie byliby wcale mniej zrozumiali, gdyby mówili i grali Szekspirem, a nie Arturem Pały-gą. A co więcej - może wówczas dałoby się coś powiedzieć również o konkretnych rolach, a nie tylko o "aparacie wykonawczym". Po raz pierwszy od dawna zobaczyłem sztukę Szekspira, w której nie znalazłem ani jednej roli godnej szczególnego wyróżnienia. A przecież wystąpili tu aktorzy o naprawdę dużych możliwościach.

Lubelski "Kupiec wenecki" jest spektaklem nierównym, w którym ciekawe odczytanie sztuki przykrywa chaotyczna inscenizacja. A po wyjściu z teatru pozostaje niewiele. Szkoda.

Andrzej Z. Kowalczyk
Polska Kurier Lubelski
8 kwietnia 2014

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia