Wiele hałasu o Szekspira

rozmowa z Tadeuszem Bradeckim

Akcja "Wiele hałasu o nic" umiejscowiona jest na Sycylii, w Messynie, w średniowieczu, ale to średniowiecze jest przecież bardzo umowne. Przeniesienie akcji w bliższe nam czasy, mocniej wpisuje tę historię w nasz kod kulturowy - Tadeusz Bradecki przed premierą w lubelskim Teatrze im. Osterwy.

Pierwszą próbę, w listopadzie ubiegłego roku, rozpoczął Pan od zapowiedzi, że pierwsze tygodnie będą - cytuję - żmudne i męczące. Rzeczywiście tak było?

Tu może więcej mieliby do powiedzenia aktorzy, ale myślę, że tak. A właściwie nawet takie były nie tylko pierwsze tygodnie. "Wiele hałasu o nic" to dość nietypowy tekst Szekspira. Skupia się na postaciach, których żywiołem jest mowa. Bohaterowie dużo mówią, gadają, czasem wręcz paplą. To wszystko wymaga wielkiej pracy nad tekstem. Skrócenia go, odkrycia i wyjaśnienia jego sensów. Ta praca trwa właściwie do samego końca, aż do prób generalnych.

"Wiele hałasu o nic" po raz pierwszy zagości na lubelskiej scenie. Zatem Pańska realizacja siłą rzeczy zapisze się w historii naszego teatru


Ta sztuka jest w ogóle rzadko w Polsce grana, co można traktować jako swego rodzaju wyzwanie. Po dobrze przyjętym w Lublinie "Wszystko dobre, co się dobrze kończy" pomyślałem, aby zmierzyć się z tą nietypową, rzadko grywaną komedią. A dyrektor Babicki chętnie się na to zgodził. Cieszę się z tego, tym bardziej że jest to dziesiąty tytuł Szekspira, jaki reżyseruję.

Pisząc o "Wszystko dobre, co się dobrze kończy", wielokrotnie chwaliłem fantastyczne role pań. Nie ukrywam, że tym razem wiele sobie obiecuję po roli Beatrycze, jednej z najciekawszych kobiecych ról Szekspirowskich.


To rzeczywiście rola bardzo ciekawa, ale i trudna do zagrania. To wielkie zadanie dla Agaty Moszumańskiej. Tym bardziej że to artystka bardzo jeszcze młoda, a rola napisana jest dla aktorki nieco starszej, bardziej doświadczonej życiowo. Pani Agata tą rolą zdaje wielki egzamin, a ja razem z nią. Mogę jednak powiedzieć, że radzi sobie z tym bardzo dobrze. Myślę, że teatr będzie miał z niej pociechę przez lata. A wraz z Szymonem Sędrowskim, tworzy duet, z którego jestem naprawdę zadowolony.

Nie ma obawy, że przysłonią pozostałych wykonawców?

Nie sądzę. Skomplikowane relacje Beatrycze i Benedyka to rzeczywiście jądro tej historii, ale przecież nie mniej ważny i ciekawy jest wątek Hero i Klaudia. U Szekspira zresztą nigdy nie ma postaci nieważnych. Każdy z aktorów ma tu co zagrać.

W oryginale akcja rozgrywa się w późnych latach XIII stulecia. Kenneth Branagh w swoim znakomitym filmie przenosi ją w czasy znacznie późniejsze, Pan zaś umieszcza w połowie XX wieku. Dlaczego wybrał Pan ten okres?

W swoich sztukach - poza "Kronikami" - Szekspir jest cudownie "poza czasem". Wszelkie realia traktuje z dużą swobodą; w "Hamlecie" na przykład z Danii do Norwegii przechodzi się przez Polskę, a w "Opowieści zimowej" Czechy leżą nad morzem. I nie wymaga od realizatorów werystycznego podejścia.

Akcja "Wiele hałasu o nic" umiejscowiona jest na Sycylii, w Messynie, w średniowieczu, ale to średniowiecze jest przecież bardzo umowne. Przeniesienie akcji w bliższe nam czasy, mocniej wpisuje tę historię w nasz kod kulturowy. Podkreśla jej uniwersalność. A jednocześnie nie zmienia kontekstu, tradycje oraz mechanizmy społeczne i obyczajowe na Sycylii i w południowych Włoszech wcale tak bardzo się od średniowiecza nie zmieniły.

Jeszcze raz odwołam się do wspomnianej już pierwszej próby. Zapowiedział Pan wspólne szukanie tego, czym jest owo tytułowe "nic". Co znaleźliście?

Podobnie jak w przypadku kilku innych komedii Szekspira, tytuł i sztuka są przewrotne i prowokacyjne. Owa przewrotność polega na tym, że jest w niej piekło zazdrości niemal równe temu z "Otella" i niewiele brakuje, by ta komedia zakończyła się tragicznie, jak "Romeo i Julia". Tytuł jest tak ironiczny, że być może powinien się kończyć znakiem zapytania. Bo w gruncie rzeczy to jest sztuka o wartościach; o ich potrzebie i poszukiwaniu. Zaczyna się pogodnie, a kończy niemal baśniowo, ale w środku stawia ważne pytania.

Zatem widzowie mogą oczekiwać nie tylko dobrej zabawy, ale także zaproszenia do refleksji?

Mam taką głęboką nadzieję. Gdyby było inaczej, oznaczałoby to, że coś się nie udało.

Andrzej Z. Kowalczyk
Polska Kurier Lubelski
29 stycznia 2011
Portrety
Tadeusz Bradecki

Książka tygodnia

Kwiatkowska. Żarty się skończyły
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marcin Wilk

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...