Wielka literatura w wersji lalkowej

"Król umiera"- reż.F.Lazaro - Teatr Lalek Banialuka w Bielsku Białej

Teatr lalkowy w świadomości typowego widza utożsamiany jest z teatrem realizującym bajki dla dzieci. Jest to pogląd równie niesprawiedliwy, co nieuzasadniony.

 Teatry lalkowe, z mniejszym lub większym powodzeniem, wprowadzają na swoje afisze przedstawienia przeznaczone wyłącznie dla dorosłych, swą jakością często w niczym nie ustępujące spektaklom teatru dramatycznego. Wystarczy tutaj przypomnieć chociażby doskonałe przedstawienie „Baldanders” Białostockiego Teatru Lalek, które zdobywa liczne nagrody na różnych festiwalach, często wygrywając ze spektaklami dramatycznymi. Repertuar przedstawień lalkowych dla dorosłych jest równie zróżnicowany, jak w teatrach dramatycznych. Jednym z nurtów tego repertuaru jest oczywiście literatura najwyższej rangi, czy to klasyczna, czy współczesna. W ciągu ostatniego roku za sprawą teatrów Banialuka w Bielsku-Białej i Groteska w Krakowie na lalkowe sceny trafiły utwory Ionesco i Bułhakowa.

W bielskiej Banialuce francuski reżyser François Lazaro (który kilka lat temu zrealizował w tym teatrze głośną „Samotność”), wziął na warsztat dramat Eugène Ionesco „Król umiera”. Reżyser w swej inscenizacji skupił się przede wszystkim na zagadnieniach związanych z władzą. Odwrotnie niż Piotr Cieplak w inscenizacji zrealizowanej w krakowskim Starym Teatrze, Lazaro uwypuklił kontrast pomiędzy wyobrażeniami Króla – Tyrana o własnej potędze i niezniszczalności a determinującą go fizjologią, sprowadzającą władcę absolutnego do poziomu zwykłego człowieka, którego czeka nieuchronna śmierć. Spektakl mocno akcentuje autorytarne zapędy Króla, przedstawia jego okrucieństwa jako władcy, konfrontuje jego przekonanie o własnej wielkości z rzeczywistą marnością jego osoby. Marnością zarówno charakteru, jak i przemijalnością wszystkiego, co żywe. Konfrontacja ta dokonuje się przede wszystkim dzięki rozszczepieniu postaci Króla. Z jednej strony mamy bowiem ogromną kulistą lalkę – symbol absolutu władcy, z drugiej żywego aktora, Ryszarda Sypniewskiego, podkreślającego ludzki wymiar postaci. Ogrom i stateczność lalki, która stopniowo chyli się ku upadkowi, kontrastują z ruchliwą, niewielkich rozmiarów (w porównaniu z lalką) postacią człowieka, za wszelką cenę próbującego wyrwać się z objęć śmierci. 

Nastrój przygnębienia i schyłkowości w przedstawieniu podkreśla oszczędna scenografia Joanny Braun. Przestrzeń buduje tutaj przede wszystkim „morze” szarego materiału rozpostartego na podłodze, spod którego wyłaniają się kolejne postacie. Współgra z nią horyzont rozdarty na pół, przecięciem przywołującym skojarzenia z błyskawicą, co dodatkowo podkreśla rozpad świata przedstawionego i samej postaci Króla. Ciemna kolorystyka, w jakiej utrzymana jest scenografia sprawia, że nad całym przedstawieniem góruje smutek. Zastosowane w spektaklu rozwiązania plastyczne sytuują akcję poza konkretnym czasem i przestrzenią, przez co wzbogacają je o perspektywę uniwersalną. 

W stronę uniwersalizmu zmierza także krakowska adaptacja „Mistrza i Małgorzaty” w Teatrze Groteska. Reżyser Waldemar Wolański największym dziełem Bułhakowa opowiada przede wszystkim o potędze miłości Małgorzaty do Mistrza, tłumacząc wybór akurat tego motywu doświadczeniami młodego pokolenia odbiorców, którym obce są doświadczenia totalitaryzmu. Równie mocno okrojony został wątek ewangeliczny. Spektakl powstał chyba z myślą o młodej widowni jako zapowiedź, przedsmak obcowania z samą powieścią Bułhakowa. Wielbiciele powieści poczują się rozczarowani cięciami i spłyceniami, jakie zostały dokonane w tekście. Jednak, które jeszcze nie czytały książki, spektakl może zachęcić do sięgnięcia po oryginał.

Narratorem przedstawienia uczyniono postać Iwana Bezdomnego (Franciszek Muła), który po latach, już jako profesor, wspomina wydarzenia trzech majowych dni ze swej młodości. Jego wspomnienia powołują do życia diabelską szajkę, która w spektaklu jest siłą sprawczą wszystkich wydarzeń. Taki zabieg adaptacyjny pokazuje świtę Wolanda w nowym, acz spłaszczającym całość, świetle. Wszystko, co dzieje się na scenie jest przede wszystkim diabelską igraszką, zabawą od początku do końca zainscenizowaną przez demonicznych przybyszy. Tym samym w charakterystyce diabłów na plan pierwszy wysuwa się ich okrucieństwo i złośliwość wobec mieszkańców Moskwy. A jednocześnie jest to złośliwość bardzo niska – zaśmiewający się podczas spotkania na Patriarszych Prudach Woland (Krzysztof Grygier) bardziej przypomina przeciętnego chochlika niż wielkiego Księcia Ciemności. 

Karkołomne zadanie otrzymali w spektaklu aktorzy – zaledwie sześć osób musi powołać do życia na scenie rozległą galerię postaci Bułhakowa. Udaje im się to przede wszystkim dzięki wykorzystaniu rozmaitych rodzajów lalek: od niewielkich, stolikowych aż po lalki ludzkich rozmiarów. W stworzeniu wielu miejsc akcji aktorom pomaga pomysłowa scenografia Joanny Hrk. Biurko Bezdomnego staje się jednocześnie szpitalem, sutereną Mistrza i Patriarszymi Prudami. Jednak nawet najbardziej atrakcyjna wizualnie forma nie jest w stanie przykryć wad nieudolnie dokonanej adaptacji.

Anna Wróblowska
artPapier 1 maja 9 (129) / 2009
4 maja 2009
Prasa
artPAPIER

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia