Wielka ucieczka

"Bobiczek" - reż. Łukasz Kos - Teatr Zagłębia w Sosnowcu

Jak daleko może posunąć się człowiek, byleby nie dopuścić do siebie myśli o nieuchronności śmierci? Czy w ogóle można gdziekolwiek znaleźć schronienie przed aniołem ciemności? Na te pytania próbują dać nam odpowiedź aktorzy sosnowieckiego Teatru Zagłębia w najnowszej sztuce przeniesionej na deski zagłębiowskiej sceny. "Bobiczek" to szalony pościg i ucieczka w jednym. Tragikomiczna, przepełniona absurdem, nierówna próba walki z przeznaczeniem i nieuchronnością ludzkiego losu. Ale zaserwowana w sposób, który sprytnie maskuje i odwodzi od skądinąd bardzo ambiwalentnych uczuć, pozostawiając przede wszystkim szczere rozbawienie.

Pogrzeb czy wesele? Śmierć czy życie? Ucieczka czy pogodzenie się z nieuchronnością ludzkiego losu? Na tych przeciwnościach Hanoch Levin skonstruował swoja sztukę znaną w Polsce pod tytułem "Zimowy pogrzeb". W sosnowieckim teatrze przyjmuje ona tytuł "Bobiczek", bo to właśnie tytułowy bohater jest impulsem, który daje początek scenicznym wydarzeniom. I choć przez resztę sztuki pozostaje jakby w cieniu, to uciekająca przed nim rodzina czuje nieustannie jego oddech na karku. Bo oto Bobiczek ma do przekazania swoim bliskim smutną, ale ważną wiadomość. Jego mama umarła, a pogrzeb odbędzie się już o 16:00. Tylko jak ciotki i wujowie mogą wziąć udział w tak smutnej ceremonii, kiedy już od lat, dokładnie na ten sam dzień zaplanowany mieli ślub swoich dzieci. 400 gości i 800 kurczaków nie może przecież czekać...

"Bobiczek" to w Teatrze Zagłębia zdecydowanie kolejny powiew świeżości. Sztuka zupełnie inna od dotychczas prezentowanych sosnowieckiej publiczności i z pewnością najciekawsza i najlepiej zrealizowana od czasów święcącego liczne triumfy "Korzeńca". Duża w tym zasługa reżysera Łukasza Kosa, który nie boi się odważnych scenicznych rozwiązań, takich jak chociażby wprowadzenie na scenę panów technicznych. Bo przecież, ktoś w trakcie spektaklu musi dbać o zmianę scenografii i efekty specjalne. W "Bobiczku" teatr, również od kulis, dzieje się dosłownie na oczach widza. Ale ta otwartość i wprowadzenie widowni w tajniki kwestii technicznych, nie szokują, nie przeszkadzają, idealnie wpisują się w klimat i tak już mocno absurdalnych wydarzeń w spektaklu.

Aktorzy sosnowieckiej sceny raz po raz udowadniają, że są już nie tylko zwykłą trupą, ale bardzo zgranym zespołem, który działa jak jeden żywy organizm. Tym razem na teatralnych deskach podziwiać możemy także całe kierownictwo teatru. Zbigniew Leraczyk, na co dzień dyrektor Teatru Zagłębia, i jego stały udział w spektaklach nie są żadnym zaskoczeniem. Natomiast w "Bobiczku" aktorów wspiera także Dorota Ignatjew, wicedyrektor ds. artystycznych, która brawurową rolą ciotki Szracji bez wątpienia zjednuje sobie sympatię i uznanie widowni. To ona jest siłą napędową całej akcji, urodzonym przywódcą i szyją, która bezbłędnie kręci głową rodziny. W pamięć zapada także Marek Kossakowski, jako tytułowy Laczek Bobiczek oraz Michał Bałaga. Ten ostatni udowadnia, że do stworzenia urzekającej i wyrazistej roli wcale nie potrzeba wielkiej ilości słów.

Sztuka Hanocha Levina w sosnowieckiej odsłonie to prawdziwy kocioł, w którym mieszają się sprzeczne często uczucia. I choć przemycana co rusz metafizyka w "Bobiczku" okazuje się być bardzo przyziemną, to przecież wymiar filozoficzny spektaklu jest niezaprzeczalny. Siłą tejże historii i jej zagłębiowskiego przeniesienia na scenę jest sztuka wyważenia pomiędzy salwami śmiechu a czającą się w cieniu wraz z aniołem śmierci refleksją na temat przemijania i doczesności. Nawet przeciwnicy teatru absurdu powinni być usatysfakcjonowani.

Izabela Kieliś
www.esosnowiec.pl
27 marca 2013

Książka tygodnia

Kto ukradł jutro?
Wydawnictwo ALBUS
Olga Ptak

Trailer tygodnia