Wielki. Niewypał

"Rusałka" - reż: Tomasz Cyz - Teatr Wielki w Łodzi

W Teatrze Wielkim po raz kolejny w tym sezonie powstał spektakl wyreżyserowany przez artystę, który wcześniej nie miał z reżyserią nic wspólnego. Przy "Juliuszu Cezarze" był to światowej klasy śpiewak, przy "Rusałce" wielokrotnie nagradzany eseista. Ich debiuty pozostawiają wiele do życzenia

Libretto "Rusałki" napisane przez Jaroslava Kvapila w 1989 r. było inspirowane baśniami Karela J. Erbena, Boženy N\'mcovéj i Hansa Christiana Andersena. Rusałka, która zakochuje się w Księciu, marzy o tym, by stać się człowiekiem i móc być ze swoim wybrankiem. Z pomocą przychodzi jej Ježibaba, wiedźma, która w zamian za ludzką duszę zabiera Rusałce jej piękny głos. Dziewczyna wie też, że jeśli nie uda jej się zdobyć serca Księcia, to zginie, ale mimo to podejmuje ryzyko. Kiedy Książę odnajduje nieznajomą (już pod ludzką postacią), jest nią zachwycony. Ale Rusałka nie dość, że nie potrafi mówić, to nie umie kochać. Serce Księcia szybko podbija Obca Księżna. Zrozpaczonej Rusałce na pomoc ponownie przybywa wiedźma, która wyjawia jej, że aby żyć, Rusałka musi zabić swojego wybranka. Dziewczyna woli jednak umrzeć, niż skrzywdzić ukochanego. Sytuacja się zmienia, kiedy Książę przez przypadek przechodzi koło miejsca, w którym pierwszy raz zobaczył Rusałkę. Dopiero wtedy uświadamia sobie, jak bardzo ją kocha. Wzywa ją, prosząc o przebaczenie i ostatni pocałunek, który jest dla niego równoznaczny ze śmiercią.

W oryginale akcja dzieje się nad brzegiem stawu lub w królewskim ogrodzie. W łódzkiej inscenizacji reżyser Tomasz Cyz przeniósł akcję "Rusałki" do... szpitala. Tytułowa bohaterka (Wioletta Chodowicz) śpiewa swoje partie z łóżka ustawionego na środku ogromnej sceny (raz nawet przywiązana pasami) albo siedząc na wózku inwalidzkim. Ježibaba (Jolanta Bibel) to sprzątaczka, która leżąc na krześle stomatologicznym, sączy napój ze srebrnej piersiówki. Książę (Peter Berger) przychodzi do szpitala w odwiedziny - ma w ręku siatkę z pomarańczami. Księżna (Katarzyna Hołysz) to wamp z pejczem. Trzy Nimfy (Patrycja Krzeszowska, Sylwia Połońska i Małgorzata Kustosik) są pielęgniarkami niezwykle epatującymi seksapilem, a Wodnik (Grzegorz Szostak) jest ordynatorem oddziału z tatuażami na ramionach. Inne rusałki przypominają mumie czy też martwe istoty rodem ze "Szpitala Królestwo" Stephena Kinga. Jest też pielęgniarz (Jacek Krawczyk), który opiekuje się Rusałką - jego obecność w spektaklu ma być (a nie jest) usprawiedliwiona jego kilkoma solówkami tanecznymi.

Inscenizacja Cyza przypomina inspirowaną filmami wariację na temat. Całości brakuje konsekwencji, a i pomysł umieszczenia akcji w szpitalu nie przekonuje widzów. Spektaklowi brak też rytmu. W niektórych scenach aktorzy zamierają w bezruchu, choć prosi się o jakąkolwiek akcję, a w innych stają się wulkanami przerysowanych emocji. Zresztą warsztat aktorski śpiewaków pozostawia wiele do życzenia. Nie ma wątpliwości, że Wioletta Chodowicz i Katarzyna Hołysz uwiodły publiczność swoim głosem, ale niestety lepiej się "Rusałkę" słuchało, niż się na nią patrzyło.

Łódzkiej inscenizacji nie ratuje nawet niezwykle efektowna finałowa scena, w której hektolitry wody leją się na bohaterów. Ale zamiast na tym poprzestać, Cyz nie wiedzieć czemu wprowadza na scenę stare auto, którym Rusałka odjeżdża w siną dal.

Podczas sobotniego wieczoru najlepiej spisała się orkiestra pod batutą Łukasza Borowicza. To jemu uważni widzowie mogą zawdzięczać najciekawszy moment w operze. W pewnym momencie nikogo nie ma na scenie, a zza kulis śpiewa chór kobiet. Orkiestra przestaje grać. Jednak dyrygent ciągle nadaje nutom Dworzaka dynamikę, energicznie wymachując swoją batutą. Trwa to zaledwie kilkanaście sekund i łatwo można ten moment przeoczyć. Ale ta chwila wzbudza najwięcej refleksji spośród wszystkich scen Cyzowej "Rusałki". Bo pomimo starań dyrygenta muzycy nie grają - zostają pozbawieni głosu tak samo jak tytułowa bohaterka. Muzycy i śpiewaczka w operze bez możliwości wydania dźwięku to przecież paradoks. I to właśnie robi wrażenie.

Sztab uzdolnionych realizatorów pracujących nad "Rusałką" budził nadzieję na zdumiewający efekt ich pracy. Tymczasem powstała opera, która prowokowała ironiczne komentarze widzów zarówno w trakcie spektaklu, jak i po nim. Może to czas, żeby w łódzkiej operze pozostawić reżyserię reżyserom?

Joanna Rybus
Gazeta Wyborcza Łódź
8 marca 2010

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...