Wielki scenograf i jego tysiące lalek

wystawa Ali Bunscha "Od szopki do horyzontu" w Pałacu Opatów w Gdańsku

Rzadko się zdarza, że scenograf potrafi równie swobodnie posługiwać się lalką i żywym aktorem. Bunsch to umiał, stąd w jego artystycznym dossier prócz dwustu spektakli dla teatrów lalkowych, setka w teatrach dramatycznych.

"Mój pierwszy kontakt z teatrem to szopka domowa zrobiona przez ojca. Byłem w niej widzem i jednym z aktorów. Poznałem wtedy po raz pierwszy smak teatru lalek" - opowiadał. Tak narodził się mistrz scenografii lalkowej, twórca kilku tysięcy lalek.

- Dziś Ali Bunsch [na zdjęciu] to historia polskiego teatru i to w najlepszym jej, przypadającym na lata 60., 70. i 8O.f okresie - mówi kurator otwartej w gdańskim Pałacu Opatów wystawy Małgorzata Abramowicz. - Dla mojego pokolenia Ali Bunsch to przede wszystkim Teatr Miniatura, tu wychowywaliśmy się, tu uczyliśmy się teatru. Miniatura z Natalią Gołębską - reżyserem i Bunschem - scenografem. To był tandem niezwykły. Niektórzy na pewno znają tytuł "Bo w Mazurze taka dusza", kultowy spektakl, grany przez wiele, wiele lat.

Ali Bunsch robił do tego przedstawienia lalki, które - pisano - "uderzały swą prostotą, miały lekko pochylone głowy, były niemal pozbawione rysunku twarzy. W tym znakomitym rysunku dominował jeszcze jakiś pojedynczy element, wyrazisty - jak pawie pióra naturalnej wielkości, wetknięte w filcowe czapki Krakowiaków. Te pióra były kilkakrotnie większe niż postaci lalkowe, dominowały...".

- W Miniaturze debiutowałem w 1954 roku rolą Holgera w "Dumnej legendzie" - mówi aktor Zdzisław Kordecki. - Potem był Car w"Wielkim Iwanie", Megamon w "Złocie króla Megamona", sekretarka, rola specjalnie dla mnie napisana przez reżysera Jana Goska w "Smoku w Nieswarowie", wreszcie Jan Chryzostom Pasek w "Żarcie olszowieckim". Scenografię do wszystkich tych spektakli zaprojektował Bunsch. "Złoto króla Megamona" przywróciło w projekcie scenograficznym starożytną Grecję, co było nadzwyczaj oryginalne. Lalka, którą operowałem w tym przedstawieniu, miała tunikę zdobioną złotymi blaszkami, przez to - pamiętam - była dość ciężka.

Rysunki tej postaci zdobią okładkę katalogu wystawy. Same lalki z tego spektaklu, nadzwyczaj pomysłowe, charakterystyczne, niestety nie ocalały.

Rzadko się zdarza, że scenograf potrafi równie swobodnie posługiwać się lalką i żywym aktorem. Bunsch to umiał, stąd w jego artystycznym dossier prócz dwustu spektakli dla teatrów lalkowych, setka w teatrach dramatycznych. Przygotowywał projekty scenograficzne dla Teatru Wybrzeże, Teatru Starego w Krakowie czy Dramatycznego w Warszawie. W magazynach tego ostatniego zachowały się kostiumy jego autorstwa. Na gdańskiej wystawie zaprezentowano dwadzieścia z nich.

Imponująco wygląda ściana, gdzie zgromadzono 118 projektów kostiumów do sztuki "Niech no tylko zakwitną jabłonie".

- Prezentujemy zdjęcia ze sztuki "Zbrodnia i kara" z 1958 roku (Teatr Wybrzeże). Bunsch wymyślił dekorację złożoną z metalowych rur i podestów - dodaje Małgorzata Abramowicz.

- To nowoczesne podejście, dla Bunscha nietypowe, w duszy był przede wszystkim lalkarzem. Stąd w jego pracach dla scen dramatycznych świadomie zachwiane proporcje, gdzie człowiek wyrasta ponad dekoracje.

Był genialnym kostiumologiem. Uwielbiali pracować z nim teatralni krawcy. Bunsch od ręki rysował wykroje średniowiecznych sukien, a był w rzemiośle swym nad wyraz rzetelny, precyzyjny. Zachowały się rysunki techniczne Bunscha, na których projektował pasy góralskie w skali 1:1, wycinał je z papieru, dziurkował w misterne układy i ornamenty.

Najciekawsze są jego projekty lalkowe. Robiąc lalki, mógł dać upust całej swojej, wydawało się nieograniczonej, wyobraźni. Na wystawie prezentowane są te z teatrów w Warszawie, Słupsku, Olsztynie, Gdańsku.

Ali Bunsch

- Od razu widać, że to lalka Bunscha - mówią twórcy ekspozycji. Rozpoznają je też po latach dawni widzowie Teatru Miniatura. Jedyny w swoim rodzaju sposób rzeźbienia twarzy, proste rysy, bogaty kostium, charakterystyczny, jak rozlane jajko, żółty kolor. Jego ulubioną lalką jest kukła, ale też pacynki czy jawajki. W projektach lalkowych wychodzi jego znakomite poczucie humoru. Ale i pasja.

- Był człowiekiem rzetelnym i obowiązkowym, funkcjonował na "najwyższych obrotach" co prawdopodobnie spowodowało, że nie doczekał emerytury. Planowaną od dawna wystawę przesuwał w czasie, bo zawsze było coś ważniejszego do zrobienia - to słowa obecnego na otwarciu gdańskiej ekspozycji syna artysty - Marka Bunscha.

Ali Bunsch zmarł w Gdańsku 16 lutego 1985 roku, dzień po premierze swojego ostatniego spektaklu, "Lodoiska" w Teatrze Wybrzeże.

Zrealizowaną przez Muzeum Teatralne w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej i Muzeum Narodowe w Gdańsku ekspozycję można oglądać w Pałacu Opatów do końca roku.

Gabriela Pewińska
POLSKA Dziennik Bałtycki
15 października 2013
Portrety
Alojzy Bunsch

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

13. Międzynarodowy Fes...
Małgorzata Langier