Wiesław Kańtoch nie żyje

Wiesław Kańtoch (1954-2014)

20 maja 2014 r. zmarł Wiesław Kańtoch, jeden z najlepszych aktorów na Śląsku. Pracował w Krakowie, Rzeszowie i w Katowicach.

Wiesław Kańtoch nie żyje. Niestety, od dziś będziemy mówić o Nim „był' i „grał". Będziemy wspominać Jego świetne role – i te, nagrodzone Złotymi Maskami (w roku 1991 otrzymał ją za postać Tulliusza w „Marmurze"  Josifa Brodskiego, w reż. Bogdana Toszy, w roku 1995 za trzy kreacje – Grzegorza w „Nie uchodzi, nie uchodzi czyli Damy i huzary" Aleksandra Fredry w reż. Macieja Wojtyszki, Króla w „Bambuko" Macieja Wojtyszki w reż. Tadeusza Wiśniewskiego i za Łopachina w „Wiśniowym sadzie" Antoniego Czechowa w reż. Bogdana Toszy) i wiele, wiele innych nie nagrodzonych, ale mocno zapisanych w pamięci widzów. Jego kunszt aktorski pozwalał mu stworzyć bardzo wiarygodnych bohaterów.

Byli wśród nich zarówno ludzie o tajemniczej, mrocznej osobowości, jak Ciemny w „Hiobie" Karola Wojtyły czy cztery postaci w „Braciach Karamazow" Fiodora Dostojewskiego: Miusow, Rakitin, Śledczy dla których wspólnym mianownikiem była ta ostatnia – Diabeł i mężczyźni z różnorodnymi problemami (na przykład Juliusz w „Gąsce" Nikołaja Kolady, ale nie stronił też od groteski  - jako Jojo i Hitler-wódz w „Manekinie czyli kochanku Hitlera" Macieja Dejczera jednocześnie śmieszył i budził prawdziwą grozę. Wśród Jego ostatnich ról, jakie stworzył w Teatrze Śląskim trzeba koniecznie przypomnieć nieco lekkomyślnego Andrzejka w „Mleczarni" Jacka Rykały i chyba najsmutniejszą ze wszystkich postaci, jakie dane mu było zagrać – Micka Dowda, samotnika, grabarza oskarżonego o zabicie własnej żony, w „Czaszce z Connemary Martina McDonagha.

Czekało na niego jeszcze wiele wspaniałych ról. Żal, że już się nie spełnią. Została nam pamięć o wspaniałym aktorze i Jego dokonaniach scenicznych.

Anna Podsiadło
Materiał Teatru
19 maja 2014

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia