Więź

"Dowód na istnienie drugiego" - reż. Maciej Wojtyszko - Teatr Narodowy w Warszawie

Autorski spektakl Macieja Wojtyszki jest pożegnaniem Sławomira Mrożka i hołdem złożonym Jerzemu Jarockiemu.

Dziesięć lat temu w Teatrze Narodowym odbyła się premiera "Błądzenia" Jerzego Jarockiego, spektaklu będącego summą jego reżyserskich spotkań z Gombrowiczem. "Będąc bohaterem "Błądzenia", jest Gombrowicz zarazem jego tematem - pisał Janusz Majcherek. - Jarocki stwarza w teatrze ekwiwalent zasadniczej problematyki Gombrowicza: stworzenie samego siebie, swojego życia na podobieństwo dzieła. Dziełem jest tyleż literatura, co sam pisarz, który swoje życie przetwarza w literaturę, pragnąc formy i jednocześnie wciąż się formie wymykając []. Proces tych przetworzeń, poszukiwanie dla siebie kształtu, nadawanie temu poszukiwaniu wyrazu literackiego to właśnie tytułowe błądzenie" ("Zeszyty Literackie" nr 1/2005).

Spektakl Jarockiego zawierał inscenizowane fragmenty dramatów i opowiadań pisarza, ale też jego "Dziennika": dyskusji, jakie toczył ze współczesnymi, i świadectw z tomu "Gombrowicz w Europie". W drugiej części przedstawienia oglądaliśmy dojrzałego bohatera, cieszącego się już światowym uznaniem. Jarocki śledząc, jak rozwijała się jego idea i twórczość, z rozmysłem prezentował go także prywatnie, w gronie przyjaciół, u boku kobiety, którą kochał, pokazując na scenie nawet ślub pisarza. Było to poruszające, także dlatego, że Gombrowicz nigdy nie odwiedził powojennej Polski, podczas gdy Vence stało się miejscem mitycznym dla co najmniej kilku pokoleń wielbicieli pisarza. Po latach oglądaliśmy jego dom na scenie, jak i samego bohatera, w ciągłym zmaganiu ze sobą i innymi. Napięcie między małym miasteczkiem na południu Francji i krajem znajdowało swoje wyładowanie. Jakby Gombrowicz w jakiś tajemniczy sposób powracał z emigracji, na którą wyruszył transatlantykiem. Nie tylko materializował się na scenie, ale też odnajdywał między nami swoje miejsce. Może wtedy, kiedy Jan Englert najspokojniej kładł się na kanapie? Małgorzata Kożuchowska jako Rita poruszała się z gracją i prostotą nie z tego świata? Magdalena Warzecha w roli Marii Paczowskiej wstawiała kwiaty do wazonu? Działo się tak jednak dzięki teatrowi i wybitnemu artyście, który jak zwykle z aptekarską dokładnością odważył składniki, by stworzyć wzruszenie. Z pewnością pozyskując Jarockiego, dyrektor Narodowego zrobił najlepszy ruch, jaki mógł zrobić w tym czasie i miejscu: i dla widowni, i dla swojego zespołu. I dla Gombrowicza.

Biograficzny trop podjął po dekadzie Maciej Wojtyszko w autorskim spektaklu "Dowód na istnienie drugiego", prezentowanym, podobnie jak "Błądzenie", na scenie przy Wierzbowej. Komponując przedtem, oparty w znacznym stopniu na dokumentach i świadectwach epoki, dramat o spotkaniu Gombrowicza i Mrożka, który w 1963 roku wyjechał z kraju i już do niego przed zmianą ustroju nie wrócił. Pokazując dwie silne, odmienne osobowości: pisarzy, których dzieliło pokolenie, inne pochodzenie i doświadczenia, i którzy w różny sposób walczyli o swój głos i torowali sobie drogę do wielkości, a jednocześnie nieustannie spotykali się w swych poszukiwaniach, tropiąc podobne motywy i tematy, używając podobnych środków.

W roli Gombrowicza Wojtyszko obsadził Jana Englerta. W spektaklu widzimy też trzydziestopięcioletniego Mrożka, w chudym i wysokim ciele Cezarego Kosińskiego. Mocno onieśmielonego obecnością mistrza, z którego dziełem, jak wynika z wydanych w naszych czasach Dzienników Mrożka, bez ustanku się zmagał. Niezbyt zgrabnego towarzysko i uparcie milczącego, w przeciwieństwie do jego przyjaciół, Marii i Bohdana Paczowskich (Monika Dryl i Grzegorz Kwiecień) i sześćdziesięcioletniego, bez ustanku prowokującego Gombrowicza, potrafiącego cieszyć się urokami życia. Mrożka właśnie osiągającego wielki sukces, który przyszedł w 1965 roku, wraz z warszawską, a potem krakowską premierą Tanga (potwierdzony następnie premierą niemiecką, przygotowaną przez Erwina Axera rok później).

Trudno byłoby się jednak po jego zachowaniu tego sukcesu domyśleć. Mrożek mierzy się z większym od siebie i ma tego świadomość. O "Tangu" sam pisał, że nie powstałoby w takim kształcie bez "Ślubu" Gombrowicza. Ze sceny słyszymy o podobieństwach "Operetki" i "Krawca", z powodu których Mrożek odłożył swój dramat do szuflady; bał się, że pozostając pod literackim wpływem Gombrowicza, mimowiednie popełnił plagiat, ale i dlatego, że uważał "Operetkę" za lepsze ujęcie tego samego tematu. Odnoszący głośny krajowy sukces Mrożek, powoli znany także gdzie indziej, pozostaje w cieniu odnoszącego światowy sukces, starszego o pokolenie, kolegi, który właśnie wydał "Dziennik" i "Operetkę". I, jak przypomniała przy okazji publikacji sztuki Małgorzata Szpakowska, razem z Borgesem i Beckettem otrzymał nominację do stypendium Fundacji Forda, a jego kandydatura brana była pod uwagę przy Nagrodzie Nobla. Wszystko zależy od kontekstu. Komplementowany przez rówieśników Mrożek, cieszący się wielką popularnością w kraju, wie, że ma do czynienia z gigantem.

Gombrowicz jednak jest go ciekaw. Wojtyszko, jak ustaliła Szpakowska, umieszcza ich faktyczne spotkania z 1965 i 1967 roku odpowiednio w roku 1965 (we włoskim Chiavari) i 1966 (w Vence). Podczas pierwszego Gombrowicz wypytuje młodego malarza Kazimierza Głaza (Marcin Przybylski) o znajomość twórczości Mrożka, podczas drugiego rozmawia z nim o krajowym sukcesie "Tanga". W stosunku do kolegi po fachu bywa protekcjonalny, ale chyba chce mu pomóc. Chce rozbroić kompletnie zasznurowanego Mrożka, sprowokować do żywszej reakcji, i jak wielu rozbija się o pancerz, za którym chowa się skrajny introwertyk, chroniący nadwrażliwość, kompleksy i ambicje, jeszcze niegotowy na to spotkanie. Gombrowicz jednak nie ma zbyt wiele czasu, ma jeszcze tylko trzy lata. Spełniony jako artysta, cieszy się miłością po uszy zakochanej, młodej i pięknej kobiety (w roli Rity Kamilla Baar), ale wie, że to długo nie potrwa (sam o tym delikatnie nadmienia). W porównaniu z nim Mrożek jest w dużo lepszej sytuacji. Wszystko jeszcze przed nim, nawet jeśli to ciężki znój.

Zaskoczeniem jest finał. Skomponowany z materii dokumentalnej, słów napisanych przez Mrożka, odsłania głęboki związek uczuciowy łączący go z Gombrowiczem. Związek nie homoseksualnej natury, a duchowego i intelektualnego powinowactwa, wytwarzającego jednak więź nieomal fizyczną, ocierającą się o erotyzm. Miłość? Fascynacja? Podziw? W każdym razie coś, co przekracza przyjęte, hetero- i homoseksualne, normy i wyobrażenia. Jakieś mniej znane piętro egzystencji. Skoro jednak ich dzieła - ich dzieci - bywały tak podobne, może to właśnie z Gombrowiczem Mrożek nawiązał najsilniejszą więź? Rok 1969 okazał się zresztą dla niego ostatecznym pożegnaniem i z nim, i z żoną, Marą Obrembą (w tej roli Dominika Kluźniak, na zmianę z Patrycją Soliman), końcem jakiegoś etapu.

Wojtyszko napisał swój dramat i opublikował go za życia Sławomira Mrożka, ale wystawił już po jego śmierci, co powoduje, że spektakl Narodowego staje się swoistym pożegnaniem pisarza. Twórcy dla nowej epoki problematycznego, bo w sposób doskonały reprezentującego styl poprzedniej: nieubłaganą logikę wywodu, precyzję i staranność konstrukcji, koherentną wizję świata, która wydaje się skończona i pełna, a przez to zamknięta. Podczas gdy, wraz z transformacją, na współczesne sceny wkroczył rwący strumień współczesności: świat nieuporządkowany, eklektyczny, otwarty na rozmaite głosy, łatwiej poddający się reżyserskim interpretacjom. Jak celnie zauważył Tadeusz Łomnicki, walczącego z totalitaryzmem pisarza pokonała demokracja. W każdym razie w teatrze.

Mrożek znalazł się w czyśćcu, skierowany tam przez współczesnych, jak stwierdzono w rozmowie przeprowadzonej w numerze "Dialogu", który ukazał się tuż po premierze spektaklu, i to pomimo doskonałych interpretacji jego czołowych dramatów w reżyserii Jarockiego, prezentowanych w ostatniej dekadzie na scenie Narodowego. Jak jednak wynika z eseju Tomasza Bocheńskiego, opublikowanego obok tej rozmowy, ciągłe kwestionowanie siebie i otoczenia było esencją egzystencji Mrożka, który nieustannie podawał w wątpliwość rozmaite prawdy (i własne osiągnięcia), rezygnując z wiary w wyższy porządek, ideologie, wreszcie we własne powołanie i misję. Czyściec zaczął się więc już za życia i z własnego wyboru, bo Mrożek sprzeciwił się najpierw ideologiom Wschodu, potem Zachodu, a na końcu kulturze masowej. Redukując kolejne wiary, pozbywając się złudzeń.

Autorski spektakl Macieja Wojtyszki żegnając Mrożka, oddaje też hołd Jarockiemu, przypominając, poprzez temat i rolę Jana Englerta, jego wybitne przedstawienie sprzed dekady. Kontynuując, a być może nawet domykając, jakiś etap artystycznych wyborów Teatru Narodowego.

Kalina Zalewska
Teatr Pismo
28 stycznia 2015

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia