Wina bez kary, kara bez winy

"Bracia Karamazow" - reż. Tatiana Malinowska-Tyszkiewicz - Teatr Nie Ma w Szczecinie

Zbrodnia popełniona czy tylko zasugerowana? Poczucie winy, wyrzuty sumienia, mroczne zakamarki duszy ludzkiej - to wszystko znajdziemy w premierowym spektaklu "Bracia Karamazow" Teatru Nie Ma.

"Bracia Karamazow" to najgenialniejsza powieść Fiodora Dostojewskiego. Jedno z najwybitniejszych dzieł literatury światowej. Ostatnia, najdojrzalsza i powszechnie uważana za najważniejszą powieść Fiodora Dostojewskiego. Dlatego teatry tak chętnie wystawiają ją na scenie. A wystawić ją na scenie nie jest łatwo.

Opowiada historię ojcobójstwa, w którą w różny sposób zamieszani są trzej synowie zamordowanego. Każdy z nich, dręczony poczuciem winy, stara się znaleźć swoje miejsce w mrocznym świecie Karamazowów.

Teatry stosują różne rozwiązania do tej mocno przegadanej, jak to u Dostojewskiego, literatury. Te wszystkie dyskusje i rozważania psychologiczne i filozoficzne muszą znaleźć formę, która sprawi, że widz będzie chciał oglądać spektakl do końca. Nawet trzygodzinny, bo takie się zdarzają.

Tatiana Malinowska-Tyszkiewicz, od lat prowadząca z sukcesami niezależny Teatr Nie Ma, doskonale sobie poradziła z tą materią. Postawiła na aktorstwo, a aktorów ma wybornych. Każda rola to majstersztyk, odmienna energia, która się zderza z innymi energiami tworząc mieszankę wybuchową w jak najlepszym znaczeniu.

Minimalistyczna scenografia Krzysztofa Stępnia, która ogranicza się w zasadzie do podestu, zwisających lin i czarnych ubrań, sprawia, że tym bardziej skupiamy się na aktorach. A oni grają jak z nut.

Dostojewski był mistrzem analizy najmroczniejszych zakątków duszy ludzkiej i targających człowiekiem namiętności. W "Braciach Karamazow" roztrząsa odwieczne dylematy ludzkości: istnienie wolnej woli, Boga, zła, miłości. Wsłuchujemy się w te dylematy i sami zaczynamy je rozważać. Zaplątani w wiszące liny, poruszający się w akrobatycznej choreografii, aktorzy oddają zagubienie emocjonalne bohaterów, rozpacz, poczucie winy za grzechy niepopełnione albo i popełnione oraz rozpad rodziny. Wszystko to podlane mroczną i energetyzującą muzyką Agness tworzy klimat czegoś, czego sami nie chcielibyśmy doświadczyć. Mamy ochotę opuścić to destrukcyjne towarzystwo, a jednak zostajemy przykuci czymś nieuchwytnym.

Teatr Nie Ma udowadnia, że przerost formy nad treścią w przypadku tak monumentalnych dzieł literackich, jest niepotrzebny, a nawet niewskazany.

Na dowód tego przypomnijmy sobie, która z realizacji dzieł Dostojewskiego w polskich teatrach jest uznanawana za jedną z najwybitniejszych - "Zbrodnia i kara" z Teatru Starego w Krakowie z 1984 r. w reżyserii Andrzeja Wajdy, w której cała uwaga skupia się na genialnie grających Jerzym Radziwiłowiczu i Jerzym Stuhrze.

Bo najważniejszy jest człowiek.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
16 stycznia 2021

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...