Witkiewicz i Witkacy

o wystawie "Witkiewicz i syn" w muzeum w Sosnowc

Na tę unikatową kolekcję składają się obrazy, akwarele, pastele, karykatury, rysunki i fotografie z różnych etapów twórczości obu artystów, które - jak mówi kurator ekspozycji, Anna Król - ukazują dwie sugestywne, odmienne wizje sztuki i świata. To blisko 100 obrazów z kilkunastu muzeów. Wiele z nich po raz pierwszy opuściło swoje siedziby

Wielką rzadkością a zarazem niebywałą atrakcją dla miłośników twórczości niezwykłej pary: ojca Stanisława Witkiewicza i syna Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego) jest możliwość zobaczenia prac obu artystów w jednym miejscu. Na ogół są one porozrzucane po niemal wszystkich muzeach w Polsce (i nie tylko). Pomysł zgromadzenia dzieł obu geniuszy zrodził się dosyć dawno - jak powiedział podczas wernisażu dyrektor sosnowieckiego muzeum Zbigniew Studencki - niestety stale coś stawało na drodze jego realizacji. Ubiegło ich Muzeum Regionalne w Stalowej Woli, które wystawą Jacka i Rafała Malczewskich zapoczątkowało cykl obrazowania odrębnych osobowości twórczych ojca i syna i to właśnie stamtąd wystawa "Witkiewicz i syn" 7 września przywędrowała do pięknego neobarokowego pałacu Ernsta Schöna w Sosnowcu. 

Na tę unikatową kolekcję składają się obrazy, akwarele, pastele, karykatury, rysunki i fotografie z różnych etapów twórczości obu artystów, które - jak mówi kurator ekspozycji, Anna Król - ukazują dwie sugestywne, odmienne wizje sztuki i świata. To blisko 100 obrazów z kilkunastu muzeów. Wiele z nich po raz pierwszy opuściło swoje siedziby.

Stanisław Witkiewicz - ojciec był postacią charyzmatyczną, zakochany w sztuce ludowej i krajobrazach Zakopanego, przeniósł się tam na stałe w 1890 r. i wystarczyło zaledwie kilkanaście lat, aby tę niewielką tatrzańską miejscowość przemienił w górską perłę a styl, który zapoczątkował zachwyca i przyciąga do dziś najwybredniejszych przybyszów z całego świata. Wiele "witkiewiczówek" przetrwało do naszych czasów. Przepiękna "Jaszczurówka", urokliwe: "Koliba", "Pepita", "Pod Jedlami", "Konstanty-nówka" czy "Oksza" nadal wzbudzają podziw i przykuwają uwagę swą niezwykłością. Oczarowany zakopiańskim krajobrazem "zapisywał" Stanisław Witkiewicz na płótnach swoje zauroczenia wędrującymi strumieniami, migotliwą mgłą wznoszącą się nad Reglami, bajecznymi kompozycjami tworzonymi przez nieprzewidywalnego, pędzącego ku dolinom halniaka ("Na Rysach", "Las tatrzański w śniegu", "Wiatr halny", "Mgły").

W domu Stanisława Witkiewicza - architekta, malarza, filozofa, krytyka sztuki, eseisty... bywali wielcy tamtych czasów: krakowsko-warszawska bohema, arystokraci, malarze, pisarze, poeci, lekarze, sportowcy, politycy, górale... Wszystkich chętnie portretował, zapewniając swym "modelom" po wsze czasy godne miejsca na ścianach największych muzeów. Jednych z wymuskanym szacunkiem (np. Helenę Modrzejewską, Henryka Sienkiewicza), innych z lekkością graficznego piórka (Sabała) a jeszcze innych z "przymrużeniem oka" (karykatury Stefana Żeromskiego, Jana Gebethnera).

Największą jednak miłością legendarnego twórcy zakopiańskiego stylu był jego jedyny syn - Stanisław Ignacy. Bojąc się zbytniej ingerencji nauczycieli w swobodny rozwój dziecka, w obawie, by nie stłamsili drzemiących w chłopcu talentów, zapewnił mu domowe korepetycje, dbając równocześnie o jego wszechstronne wykształcenie. Tak więc dorastał przyszły Witkacy w atmosferze wielkiego intelektualnego fermentu, a stali bywalcy rodzinnego domu w Zakopanem, najwybitniejsi przedstawiciele epoki, kształtowali jego gusty i wrażliwość. Niezwykłych miał również rodziców chrzestnych: aktorkę wszech czasów Helenę Modrzejewską i nie mniej sławnego bajarza i skrzypka Jana Sabałę-Krzeptowskiego. Nic więc dziwnego, że już w wieku ośmiu lat "zadebiutował" jako komediopisarz, sam drukując swoje dzieło opatrzył je napisem "Druk Stasia Witkiewicza. Zakopane 1893". Burzliwe losy - podróże do Petersburga, Włoch, Niemiec, Francji, Anglii, wędrówki po Australii i Cejlonie, ochotnicze wstąpienie do Gwardii Carskiej, piętno Rewolucji Październikowej, której był naocznym świadkiem, samobójstwo narzeczonej... złożyły się zapewne na osobowość "genialnego ekscentryka". Autor teorii "czystej formy" po wielu malarskich metamorfozach ostatecznie w 1925 r. porzucił malarstwo olejne i w oparciu o założoną przez siebie jednoosobowa firmę zarabiał na życie portretowaniem. Zdarzało się, że stworzone przez niego obrazy nie zostały odebrane przez zamawiających, ci bowiem oburzeni karykaturalnymi "udoskonaleniami" woleli pozostawić je autorowi.

Wśród ekspozycji można podziwiać między innymi portrety Eugenii Dunin-Borkowskiej, Henryki Soroko-Labordaire, Marii Znamierowskiej-Prufferowej, a także niezwykłe autoportrety. Można również poznać Witkacego, genialnego fotografa i zarazem modela, który bawiąc się światłem, obiektywem i przeróżnymi dodatkowymi efektami stworzył niepowtarzalny "Gębozbiór", manifestacyjnie obnażając najdziwniejsze z możliwych min, które nie zawsze wszystkim przypadały do gustu, wśród przyjaciół wzbudzały jednak zawsze zrozumiałe rozbawienie.

Oglądając na wystawie w Sosnowcu te same krajobrazy tych samych bywalców witkiewiczowskiego salonu widzianych jednak oczami raz ojca, raz syna można zobaczyć świat odmiennych a zarazem bliskich sobie osobowości. Niby różne, a jednak pełne podobieństw. Z jednej strony spokój i nostalgia Stanisława-ojca, z drugiej ekspresja i niecierpliwość ręki Stanisława-syna. Uporządkowane i zdyscyplinowane dzieła malarza-architekta i burzliwe, zdawać by się mogło czasami pospieszne kreski malarza-dramaturga stanowią swoisty zapis ich fascynacji i nastrojów.

Nie lada niespodzianką podczas sosnowieckiego wernisażu był spektakl przygotowany przez aktorów Teatru im. St. I. Witkiewicza w Zakopanem: Dorotę Ficoń i Andrzeja Bieniasa - równie ekspresyjnych co dzieła, które można było przed chwilą oglądać. "Bu-Bu-Ja i Witkacy". Kompilacja tekstów kilku spektakli m.in.: "Witkacy - Appendix", "Ccy-Witkac-Y Menażeria" i wspaniała muzyka Jerzego Chruścińskiego to nawet dla stałych bywalców zakopiańskiego teatru Andrzeja Dziuka wspaniała uczta duchowa, choć czasami wzruszenie mieszało się z przerażeniem apokaliptycznymi wizjami świata zawładniętego przez głupotę, hipokryzję i zakłamanie. 

Kolekcja "Witkiewicz i syn" powstała z dzieł wypożyczonych z Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, Muzeum Mazowieckiego w Płocku, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Narodowego w Poznaniu, Muzeum Narodowego w Szczecinie, Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, Muzeum Okręgowego w Toruniu, Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, Muzeum Śląskiego w Katowicach, Muzeum Tatrzańskiego im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, Muzeum Okręgowego w Rzeszowie, Książnicy Pomorskiej im. Stanisława Staszica w Szczecinie.

 Taki rarytas zdarza się rzadko, tę wystawę trzeba obejrzeć koniecznie, trzeba się spieszyć, dzieła Ojca i Syna pozostaną w Sosnowcu zaledwie do 4 listopada!

Maria Sztuka
Śląsk
20 października 2012

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia