Włoska miara na Kopciuszka

"Kopciuszek" - chor. Eugenio Scigliano - Opera Bałtycka w Gdańsku

"Kopciuszek" w Gdańsku miał wyjątkową oprawę związaną nie tylko z tym, że realizatorami baletu w wykonaniu tancerzy Bałtyckiego Teatru Tańca byli zaproszeni obcokrajowcy, ale także z powodu śmierci wielkiego mistrza teatru, Adama Hanuszkiewicza, którego dyrektor Opery Bałtyckiej pożegnał publicznie, nie kryjąc wzruszenia i jemu zadedykował przedstawienie premierowe

Historię Kopciuszka znają chyba wszystkie dzieci, szczególnie dziewczynki, których wyobraźnia we wczesnym okresie młodości, prowadzi w rejony nieszczęść i smutków, z jakich wybawić je mogą tylko książęta. Oczywiście wszystko powinno rozgrywać się w atmosferze rywalizacji ze światem złych kobiet, mniej lub bardziej demonicznych oraz z pełną aprobatą świata nadprzyrodzonego. Wróżki, posiadając moc sprawczą, mają wyprzedzać oczekiwania i myślenie nieszczęśniczek, podsuwając w odpowiednim czasie niezbędne elementy projekcyjne, czyli na przykład: sukienkę i buciki do tańca (a chciałoby się jeszcze torebkę, biżuterię i bolerko). W Gdańsku nie dowiadujemy się niczego nowego o Kopciuszku. Umieszczona w umownej przestrzeni - zapewne fabrycznej, podobnie jak jej "siostry" w biedzie, pracuje bez wytchnienia, czekając na ten jeden moment, gdy zaproszą ją na bal, na ten bal. Jako jedyna "nie załapuje się" na rozdawane na prawo i lewo "wejściówki" na tańce. Rozpacza, tęskni, ale nie buntuje się (czym zdecydowanie różni się od kobiet bohaterek, które ostatnio "opanowały" gdańską scenę operową). Ostatecznie, jak to u Charlesa Perrault napisane (wykorzystano jedną wersję baśni), dostaje sukienkę, złote trzewiki i zakochuje się z wzajemnością w księciu. Balet i bajka kończą się dobrze, dając nadzieję, że czekanie się opłaca. W różnych psychologicznych pismach piszą o takich zjawiskach, "kopciuszkowych", nazywając rzeczy po imieniu. To nie książę czeka na księżniczkę, tylko spragniona wrażeń kobieta "lansuje się" na księżniczkę, oczekując splendoru, żądając, wyznaczając granice, w międzyczasie przebierając w ofertach wirtualnych i w realu. W Operze Bałtyckiej Kopciuszek doczekał się swojej szansy. Dla małych dziewczynek na widowni taka opcja była jedyną z możliwych.

Eugenio Scigliano poprowadził balet bardzo bezpiecznie, bez wieloznaczności, w uproszczonej choreograficznie wersji. Nie było porywających układów tanecznych, bajecznych popisów grupowych. Zabrakło odważnej interpretacji jednego z najsłynniejszych utworów Sergiusza Prokofiewa. Popisy indywidualne Franciszki Kierc i Michała Labusia skupiały uwagę, były wypracowane i bez zarzutu technicznego, jednak zabrakło w nich wyrazistości, czy nawet deklaratywności niezbędnej do uznania sztuki ( w tym tanecznej) za wybitną. Konwencję powagi oczekiwania na idealne spełnienie łamały zręcznie siostrunie, czyli Agnieszka Wojciechowska i Natalia Madejczyk, pokazując, że role charakterystyczne są skrojone właśnie dla nich. Wtórowała im w konwencji matka, czyli Marzena Socha, która ani na moment nie traciła swej złowieszczej brutalności względem Kopciuszka.

Prokofiewa podanego w "rozmiarze" polskim pod batutą Jakuba Kontza słuchało się z pewnego rodzaju wyczekiwaniem, było sporo momentów oczekiwania przez tancerzy na orkiestrowe takty, ponadto miało się wrażenia spowolnienia w miarę dynamicznej kompozycji rosyjskiego kompozytora. Oczywiście wartością samą w sobie było kolejne zetknięcie z muzyką rozpoznawalnego Sergiusza Prokofiewa. Uproszczona scenografia ( Carlo Cerriego) do spektaklu była czytelna, jednak traciła walory baśniowe. Na uznanie zasługiwały kostiumy sióstr ( autorstwa Kristophera Millara i Lois Swandale) , szczególnie ich nakrycia głowy.

Czy sen o idealnym przedstawieniu, jakim niewątpliwie "Kopciuszek" mógłby być, spełni się w Gdańsku, zobaczymy (plakt do spektaklu na pewno odstrasza). Na razie bilety do końca stycznia zostały wykupione, a ciasteczek-przekąsek w kształcie pantofelka zapewne starczy w bufecie operowym dla każdego. Życzę więcej odwagi w realizacji uznanych arcydzieł, ze szczególnym uwzględnieniem młodych widzów, którzy są uważnymi i wymagającymi odbiorcami wszelkich bajek i baśni.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świetojanska1
8 grudnia 2011

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia