Wojenne listy, tango i zapach metanolu

"#Tango 1918" – reż. Paweł Kamza – Teatr Miejski w Lesznie

Poetyckie w obrazach, poruszające istotne dziś kwestie i nabrzmiałe od znaczeń „#Tango 1918" zrealizowano skromnie, a na bogato. Polska prapremiera odbyła się 26 stycznia 2019 roku w Teatrze Miejskim w Lesznie.

Paweł Kamza – fotografik, scenograf, dramaturg, reżyser teatralny – słowem artysta wszechstronny; absolwent filologii polskiej (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu) i reżyserii dramatu (Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowie). Studiował również filozofię (Collegium oo. Dominikanów w Krakowie). Autor scenariusza niezapomnianego „Ferragosto" z 2000 i 2002 roku, według Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, które wyreżyserował wraz z Robertem Czechowskim. Przedstawienie-katharsis, które nie daje o sobie zapomnieć nawet po wielu latach! Jedne z głównych ról zagrali: wzruszająca Izabela Noszczyk i charyzmatyczny Sebastian Pawlak, dając prawdziwy popis!

Tym razem twórca przybliża moment wybuchu Powstania Wielkopolskiego i towarzyszące mu tajemnicze wydarzenia. Kanwą tej sztuki jest autentyczna historia rodzinna. Dziadek reżysera – Tadeusz Karłowski – był jednym z ojców projektorów i spiritus movens wybuchu walk zbrojnych. Autorski tekst Pawła Kamzy idealnie wpisuje się w tegoroczne – setne – obchody rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. To moment niemal doskonały na zweryfikowanie podstawowych idei i wartości. Chwila do mądrej zadumy i na nowe odczytanie fundamentalnego pytania o suwerenność, znaczenie historii i tradycji. Mamy tę upragnioną Wolność. I co z nią zrobiliśmy?

Dwie dziennikarki próbują zrozumieć tajemnicze wydarzenia sprzed lat – rozsupłać niewiadome i połączyć (w) fakty. Ada (Izabela Noszczyk) – matka Szymona – samotna i dociekliwa redaktorka wpada na arcycenne informacje i zmierzając śladem enigmatycznego tropu, chce rozwikłać mroczny sekret – odnaleźć ukryte płyty. Ucieka w pracę, próbując na własną rękę i własne ryzyko rozszyfrować zagadkę niemal kryminalną, mającą korzenie w zamierzchłej przeszłości. Z kolei Katarzyna (Edyta Torhan), która „miała być Kazikiem", do dziś jest postrzegana i traktowana przez ojca jak chłopiec. To przebojowa, rockowa pasjonatka żużla – i raczej to typowo męskie hobby nie jest przypadkowe. Bohaterki różni absolutnie wszystko: aparycja, temperament, audycje, które prowadzą, a w sferze prywatnej (tej poza ścianami radia) styl życia. Funkcjonujące na zasadzie kontrastu świetnie się uzupełniają. Wspólnymi siłami próbują odtworzyć krwawe wypadki po I Wojnie Światowej...

Wyraźnie dominujący chłodny minimalizm i nienachalna muzyka sprawiają, że spektakl odbiera się wieloma zmysłami. Surowa scenografia nie absorbuje uwagi, pozwala w pełni skupić się na symbolach, poscalać je w całość. Reżyser uruchamia wyobraźnię widza – większość scen rozgrywa się właśnie w jej obszarze; aktywizuje też wrażliwość. I jest to całkowite zaangażowanie. To misternie spleciona, poetycka historia o świecie w czasach, kiedy Bóg odwraca oczy.

Współczesne kostiumy dosłownie przy użyciu jednego subtelnego gestu nabierają śród– i powojennego charakteru. Leniwie sącząca się muzyka jest na dalszym planie, ale to tło zauważalne i wypełnione sensami. Sensualne dźwięki tanga niepokoją, a sceny odegrane w jego rytm są spowite mgłą – welonem niedopowiedzeń. Nastrojowe i znikome światło tylko ten klimat potęguje. Każe wyostrzyć zmysły. Jest w tym spektaklu głębia. Jest wielobarwność. Tylko czy każdy umie się w tej sferze swobodnie poruszać? Czy raczej błądzi na oślep, w mrokach zagadek i (własnej) niewiedzy? Aktorki grają koncertowo. Reżyser bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę, traktując widza jak partnera do dyskusji. A więc równego sobie. Tylko czy aby wszyscy są w stanie dotrzymać mu kroku? Czy widzowie potrafią wdzięcznie rezonować?
„(...) teatr powinien odnosić się do tego, co dzieje się za oknem. Wszystkie przedstawienia, które dotąd robiłem, odnosiły się do rzeczywistości. Teatr jest po to, by rozmawiać z widzami, stawiać im pytania." – jak mówi sam twórca. I myśl ta znajduje wierne odzwierciedlenie w jego sztukach.

Przedstawienie jest wysmakowane wizualnie. To spektakl z gatunku tych, o których myśli się jeszcze długo po wyjściu z teatru. Coś w widzu wyzwala, czegoś ważnego dotyka. Pozostawia z istotnym pytaniem i pewnego rodzaju niepokojem. Zastanów się, po co żyjesz? Wyrwany z marazmu codzienności widz zapraszany jest do wytrawnej i inteligentnej gry, w której musi sam poukładać porozrzucane w czasie puzzle opowieści. Spektakl stanowi swoisty dialog z odbiorcą. Na ważny temat. Reżyser – poeta teatru – celnie punktuje problemy współczesności: niedbałość o tradycję, brak kultywowania historii, które przecież miały i mają bezpośredni wpływ na teraźniejszość. Czym dziś jest dla nas Wolność, o którą walczyli nasi przodkowie? Do czego nam służy obecnie?

Obserwując dzisiejsze pokolenie młodych, nie sposób nie zauważyć, jak hedonistyczne i materialne podejście ma ono do ludzi i świata. Jak dojmujące jest to dominujące przekonanie, że w zasadzie wszystko mu się należy, chciałoby to uzyskać bardzo szybko i bez najmniejszego nakładu pracy, czy myśli. W czasach młodości poprzedniej generacji nie dochodziło do mordowania (się) ludzi na ulicy, w biały dzień, i innych tragicznych przejawów czystej agresji i zwykłej głupoty – a dziś to niemal codzienność i zakalec powszedni. Bolączka naszych czasów. Gdyby do tych często dramatycznych w skutkach wydarzeń dodać niewdzięczną rolę, jaką pełnią dzisiaj szeroko pojęte mass media (w głównej mierze portale społecznościowe) – wyłania się z nich mało optymistyczna perspektywa przyszłości... Z czego właściwie wynika ta roszczeniowość skierowana zarówno w stronę współodczuwających, jak i wymierzona w zastaną rzeczywistość? Co stanowi o naszej wyjątkowości, a raczej wyobrażeniu o niej? I czy naprawdę mamy do niej prawo? Czy doceniamy to, co zostawili nam w spadku przodkowie? I wreszcie pytanie zasadnicze: czy zasługujemy na ten ich dorobek? Czy nie sprzeniewierzamy skarbów, za które zapłacili w najdroższej walucie – życiem? Czy jesteśmy warci hektolitrów przelanej krwi, niewiarygodnego – bo najwyższego – poświęcenia, katuszy wojennych wyrzeczeń, traum i tak wielu poprzerywanych nitek ludzkich istnień? I gdyby spojrzeć sobie w oczy i przyglądnąć się temu, jak dziś żyjemy – czy te ofiary miały sens? Czy (nasi) protoplaści byliby z nas dumni? Czy stanowimy godne przedłużenie ich wartości i postaw? Czy pielęgnujemy ich Ideały? I po co jesteśmy w świecie? To pytania od zawsze istotne. Ale czy zawsze retoryczne? Parafrazując klasyka: śpieszmy się mówić istotne rzeczy i nie odkładajmy zwłaszcza Ludzi „na później", bo potem może Ich już nie być. Jutro może nigdy nie nadejść.

Teksty autorstwa Pawła Kamzy są membraną wzruszeń, studnią pełną emocji, prawdziwym skarbcem historii i kopalnią głębokich znaczeń. Możliwe do odczytania na wielu płaszczyznach. Tętniące od poukrywanych znaczeń i symboli. Raz to jednak stanowczo za mało, by je wszystkie wychwycić, precyzyjnie odczytać i móc interpretować. A warto dać sobie szansę...

Katarzyna Czechowska
Dziennik Teatralny
8 kwietnia 2019
Portrety
Paweł Kamza

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...