Wojna, wolność, grzech, krzyż"

"1914" - Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie

Najnowsza premiera Teatru Wielkiego-Opery Narodowej "1914" to wieczór baletowy składający się z trzech autonomicznych etiud baletowych: "Nevermore?", "Msza polowa" i "Zielony stół". Każdy z tych baletów jest innego autorstwa, powstał w innym czasie, innym kraju i w innej estetyce. A mimo to w pewnym sensie stanowią one jedność. Tym, co je łączy, jest spojrzenie na wojnę i ostrzeżenie przed nią.

Spektakl Roberta Bondary "Nevermore?" pokazuje grupę ludzi wrzuconych w wir zdarzeń historycznych. Balet dzieli się na trzy części. Pierwsza to czas pokoju, gdzie ludzie żyją codziennymi sprawami (w układzie choreograficznym akcent położony na technikę tańca, pokaz sprawności). Część druga to wojna (warstwa muzyczna przypomina dźwięk strzałów i spadających bomb). Obserwujemy tę samą ludzką zbiorowość wrzuconą w sam środek konfliktu zbrojnego (diametralna zmiana rytmu, dynamika ruchu, ekspresja). Całość zamyka część trzecia ukazująca czas powojenny i dramatyczne skutki, z jakimi borykają się ludzie okaleczeni fizycznie i psychicznie działaniami wojennymi. W pamięci pozostaje pełna symboliki przejmująca scena samotnego człowieka próbującego uwolnić się zza krat więziennych.

Dramat człowieka

Drugi balet składający się na wieczór baletowy "1914" to "Msza polowa". Autor choreografii, Jiři Kylián, w 1980 r. stworzył układ do muzyki napisanej w 1939 roku przez jego rodaka, czeskiego kompozytora Bohuslava Martinů. Tancerzom wspaniale towarzyszył męski chór Opery Narodowej, pięknie i przejmująco śpiewający teksty liturgiczne "Ojcze nasz", "Kyrie elejson," "Agnus Dei", "Boże nasz" ze znakomitym solo wokalnym Adama Szerszenia.

Wieczór baletowy "1914" zamknęła etiuda baletowa "Zielony stół" autorstwa nieżyjącego już niemieckiego choreografa Kurta Joossa z 1932 roku. Ukazuje pewien cynizm i bezduszność dyplomatów podejmujących decyzje o działaniach wojennych. Sami w wojnie nie biorą czynnego udziału, wysyłają na nią żołnierzy, którzy giną. Idee i emocje, znakomicie wyrażone poprzez ekspresję ruchu, układają się w czytelną i wciąż aktualną wypowiedź będącą sprzeciwem wobec przemocy, agresji, zniewolenia człowieka, posyłania go na pewną śmierć.

Bez Boga nie ma życia

Premiera spektaklu "1914" zainaugurowała VI Dni Sztuki Tańca. W ramach tego minifestiwalu pokazano kilka spektakli baletowych, m.in. "Kopciuszka" z Teatru Wielkiego w Poznaniu, warszawskie "Obsesje" Polskiego Baletu Narodowego i "Po drugiej stronie grzechu" z Teatru Baletu Borisa Ejfmana z Sankt Petersburga. Spektakl Ejfmana zamykał tegoroczne Dni Sztuki Tańca. Ten wybitny artystycznie spektakl niesie piękno estetyczne, harmonię gestu, płynność ruchu, profesjonalizm najwyższego lotu i perfekcję najdrobniejszego szczegółu, co sprawia, że oglądamy go z zachwytem. Ale poza walorami stricte artystycznymi to także spektakl o ogromnie ważnej wymowie. Zwłaszcza w dzisiejszym świecie cierpiącym na kryzys ducha i prześladującym chrześcijan.

Spektaklem "Po drugiej stronie grzechu" Boris Ejfman, wprowadziwszy pewne zmiany, powraca do "Braci Karamazow" Fiodora Dostojewskiego sprzed lat. Główne postaci to trzej bracia Karamazow: Dymitr, Iwan i Aleksiej, ich ojciec Fiodor i Gruszeńka. Całość zbudował choreograf wokół wyrażonej w powieści myśli Dostojewskiego: "Jeśli Boga nie ma, wszystko jest dozwolone". Od siebie zaś Ejfman dodaje, że dzisiaj ta myśl powinna brzmieć: "Bóg istnieje, a mimo to wszystko jest dozwolone". Tymi słowami pobudza widza do refleksji nad katastrofalną kondycją duchową dzisiejszego świata odrywającego człowieka od Boga. Życie człowieka pozbawione wymiaru transcendentalnego jest puste, skoncentrowane wyłącznie na jego indywidualnej przyjemności. Świat bez otwarcia się na transcendencję grozi katastrofą moralną. I wtedy to już wszystko wolno. Nawet zabić. A skoro wolno zabić człowieka, to znaczy, że nie ma zbrodni. A zatem nie ma grzechu.

Stary Karamazow, ojciec, jest symbolem człowieka zdeprawowanego, człowieka bez żadnych granic moralnych, człowieka, dla którego grzech jest normalną codzienną egzystencją. Pożądanie i rozwiązłość stymulują go. Spośród jego synów tylko Aleksiej, mnich, egzystuje w innej przestrzeni duchowej i moralnej. Ale destrukcyjne geny ojca także w nim się w pewnym momencie odzywają. Zrzuca sutannę, odrzuca Boga. A kiedy pojawia się Chrystus w białej szacie, by uwolnić człowieka od zguby, walczy z Nim i każe Mu się wynosić. Postać w białej szacie odchodzi więc i staje przy krzyżu, z gotowością poddania się kolejnemu krzyżowaniu. Tłuszcza, wśród której są bracia, używa wolności aż do zatracenia. Ale kiedy krzyż z hukiem zostaje rzucony na podłogę, Aleksiej opamiętuje się, zrozpaczony tym, co zrobił, przytula się do krzyża z miłością, jakby chciał przeprosić za siebie i wszystkich, którzy go sprofanowali. Bierze krzyż na ramiona i powoli wchodzi z nim na górę, niczym na współczesną Golgotę.

Czytelnie wyrażone, w pięknej estetyce na najwyższym poziomie artystycznym, jasne i z ducha chrześcijańskie przesłanie, iż z grzechu można się podnieść i być zbawionym, jest czymś zupełnie wyjątkowym w dzisiejszym teatrze i w ogóle sztuce. Kto dzisiaj w niby-chrześcijańskiej Europie odważyłby się zrealizować taki spektakl? Który teatr w Polsce (poza "Naszym Teatrem" i pięknym spektaklem Barbary Dobrzyńskiej "Sen o krzyżu") odważyłby się obecnie pokazać na scenie krzyż nie w celu profanacji, lecz jako ratunek dla człowieka? Który ze współczesnych artystów miałby odwagę stanąć w obronie krzyża i nie pozwolić na bluźniercze poniewieranie nim na scenie? Szkoda tylko, że ten rosyjski spektakl przybył do nas w tak niedobrym czasie, jeśli chodzi o klimat polityczny i o relacje polsko-rosyjskie.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
2 grudnia 2014

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia